Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

11 kwietnia 2014

Jak zmyć z twarzy silikony?

Przez długi czas wystrzegałam się ich bardziej, niż ognia. Bałam się, bo to właśnie silikonom i innym substancjom filmotwórczym przypisywałam ogromną rolę w powstawaniu mojego trądziku. Jakby na to nie patrzeć - po ich odstawieniu problem się zmniejszył, a każdy powrót do substancji osadzających się na powierzchni skóry{próbowałam z PEGami} kończył się źle.

Ale złożyło się tak, że niedawno zaczęłam kurację Atredermem. Poza tym jestem coraz bardziej świadoma konieczności i zalet płynących ze stosowania filtrów. Przestałam więc tłumaczyć się filtrem mineralnym w podkładzie i rozpoczęłam poszukiwania czegoś poważniejszego. Zaczęłam od {blondregeneracyjnej} odlewki całkiem przyjemnej w użytkowaniu Ziai o SPF50. Okej, nakładanie nakładaniem. Ale nie istnieje chyba żaden chemiczny filtr niezawierający silikonów i innych, podobnych do nich substancji. A ja stanęłam przed poważnym problemem. No bo jak to wszystko zmyć?

14 marca 2014

Oleje w pielęgnacji cery tłustej, trądzikowej

Jak wiecie, lub nie wiecie, jestem fanatyczką olejów, a moja niegroźna "mania" niedawno przybrała na sile. I w takim samym stopniu, w jakim uwielbiam oleje naturalne, nienawidzę olejów syntetycznych. W szczególności parafin, choć za silikonami również nie przepadam. Ale... Co w ogóle taki olej daje? I po co tłustej cerze jeszcze więcej tłuszczu?!



No właśnie. Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta i ścierają się tu poglądy osób preferujących pielęgnację naturalną i standardową. A temat jest piekielnie ciekawy.

18 lutego 2014

Zrozumiałam, czym jest OMO

Pamiętam, jak wieki temu czytałam o jakiejś skomplikowanej kombinacji mycia włosów z nakładaniem odżywek. Najpierw trzeba było włosie odżywką nasmarować, żeby je przed złym działaniem szamponu ochronić. Potem umyć tylko skórę, najlepiej jeszcze metodą kubeczkową czyli uprzednio spienionym szamponem, opłukać i nałożyć maskę. Chyba nawet tego próbowałam, ale taka ogromnie czasochłonna przesada kompletnie się na moich włosach nie sprawdzała.














Zawsze myłam włosy, nakładałam maskę lub odżywkę i było ok. Ale jakiś czas temu treściwe maski stosowane po myciu zaczęły przeciążać moje włosy. Później przeciążały je nawet zwyczajne odżywki. Przez chwilę pomyślałam i postanowiłam nałożyć maskę przed myciem, na suche włosy. Tak na pół godziny. Potem włosy zwyczajnie umyłam. Za pierwszym razem urządziłam im detoks, nie nakładając po myciu niczego. Dwa dni później zdecydowałam się na nałożenie lekkiej odżywki i serum na końce. To był strzał w dziesiątkę.

9 lutego 2014

Trochę lata w środku zimy

Tak rzadko piszę o pielęgnacji całego ciała. Pewnie dlatego, że skupiam się na twarzy i włosach, a na regularne balsamowanie całego ciała szkoda mi już czasu. Ale ostatnio to zmieniłam. I obserwuję na tyle pozytywne efekty, że postanowiłam Wam o nich opowiedzieć.


Kiedyś miewałam problemy z zapaleniem mieszków włosowych, w szczególności na dole łydek oraz w okolicy kolan. Doszłam do wniosku, że tam moja skóra była najtwardsza. Poza tym zdarzało się, że ta sama skóra, w szczególności na nogach, bywała zwyczajnie przesuszona. Obu problemom położyłam kres.

3 lutego 2014

Moja pielęgnacja twarzy

W dbaniu o siebie chodzi o to, że wszystko wynika ze wszystkiego i te drobne szczególiki zbierają się, kumulują i dopiero wtedy widać efekty. A do mnie właśnie dotarło, że wciąż piszę o pewnych elementach mojej pielęgnacji, ale jak dotąd nie zbieram ich i nie przedstawiłam ogólnie, kompleksowo. Tak więc właśnie postanowiłam to zrobić, może któraś z Was postanowi się mną zainspirować.

Największą uwagę przykładam do oczyszczania i demakijażu. Niedomyta skóra to idealne środowisko do życia i namnażania się bakterii, a z wszelkimi zanieczyszczeniami najbardziej kojarzą mi się fluidy i podkłady. Pozbywam się ich przy użyciu oleju z ostropestu, a następnie żelu do mycia twarzy{moje OCM}. Po tym etapie na skórze nie mogą zostać już żadne resztki podkładu. Brudny wacik po przetarciu twarzy tonikiem oznacza, że z demakijażem coś jest nie w porządku. Jeżeli nie mam na twarzy podkładu myję ją samym żelem. W każdym przypadku wycieram później skórę i przecieram {tonikiem z zielonej herbaty}.

17 stycznia 2014

Domowe Hammam Spa | prawdziwy zabieg Hammam {Piątek dniem dla twarzy}

Skoro mam namawiać Was do szczególnego zadbania o Wasze twarze w każdy piątek... Podrzucam pomysł, który kultywuję od czasu do czasu.

Domowy zabieg Hammam
peeling - maseczka - zatrzymanie nawilżenia

W ten sposób zachowujemy ogólny sens zabiegu. Peeling złuszcza martwy naskórek. Między innymi dzięki temu przygotowuje skórę na dalsze zabiegi i ułatwia przyswajanie różnych dobroczynnych składników. Ułatwia, a czasem nawet umożliwia oczyszczenie skóry. Do czego służy maseczka wiemy wszyscy. Dla zachowania idei zabiegu warto byłoby użyć oczyszczającej, o naturalnym składzie. Po zmyciu maseczki chcemy zachować efekty jak najdłużej. W tym celu na zakończenie każdego zabiegu nakładamy olejek, serum, krem.

20 grudnia 2013

Inne spojrzenie na OCM {dla trądzikowców i dla całej reszty} - piątek dniem dbnia o skórę

Typową OCM {bo to jest ona!} znam już od dawna, jednak kompletnie się u mnie nie sprawdziła. Aczkolwiek idea zmywania makijażu, sebum i zanieczyszczeń olejem jest mi bardzo bliska. Postanowiłam dostosować metodę mycia olejem do własnych potrzeb.

 OCM połączoną z myciem twarzy żelem stosowałam już w zeszłym roku. W tamtym okresie miałam bardzo ładna skórę. Pamiętam, bo nie zdarzało się to często. Nie wiem, dlaczego w końcu zrezygnowałam z tego sposobu oczyszczania. Ale postanowiłam do niego powrócić. Był to strzał w dziesiątkę.

14 września 2013

Skąd się biorą zaskórniki? {i jak się ich pozbyć}

Zaskórniki to mój największy wróg. Serio, nienawidzę ich bardziej niż jakiegokolwiek innego problemu skórnego, a wierzcie mi, że mam ich sporo. Uczucie jakim je darzę skłoniło mnie do poszukania informacji na ich temat. W końcu swojego wroga najpierw trzeba dobrze poznać, a później pokonać. Podstępem, cierpliwością - jak tylko się da.

Uwaga - w poście zawarte są wnioski wyciągnięte na podstawie lektury Internetu. ^^



Czym są i skąd się biorą?

Doszłam do wniosku, że to dzieje się tak: nasza skóra ma naturalne pory. Niewidoczne gołym okiem otworki, przez które oddycha i kontaktuje się z otoczeniem. Musi je mieć. I to właśnie te pory ulegają zapychaniu. Najczęściej składnikami kosmetyków oraz martwym, niezłuszczonym i przesuszonym naskórkiem. W przypadku trądziku może to być również keratyna (osławiona "nadmierna keratynizacja" uznawana za przyczynę trądziku). 

Zaskórniki otwarte i zamknięte 

Zaskórniki zamknięte powstają w zamknięcia ujścia gruczołu przez komórki warstwy rogowej naskórka. Są barwy białej, drobne, widoczne po naciągnięciu skóry. 

Zaskórniki otwarte powstają w następstwie zastoju łoju i nadkażenia {głównie bakteriami Propionibacterium acnes, czyli tymi od trądziku}. Wydobywa się z nich masa łojowo-rogowa, która utleniając się nadaje wykwitowi ciemny kolor. Zaskórniki otwarte mogą przekształcić się w wykwity grudkowo-krostkowe lub torbiele ropne. 

Wikipedia "Zaskórnik"

To proste. Te czarne kropki są na wierzchu i mają kontakt z powietrzem, są więc otwarte. Te białe grudki {ale prawdopodobnie nie wszystkie grudki} siedzą pod skórą, więc są zamknięte. 

Zaskórniki a trądzik 

Czułam, że trądzik ma bardzo dużo wspólnego z zaskórnikami. I okazuje się, że to prawda. Wygląda na to, że to właśnie w miejsce zaskórników tworzą się wszelkiego rodzaju grudki, wypryski i inne zmiany skórne. 

Jak zwalczać? 

Udało mi się pozbyć części moich zaskórników i znacznie zmniejszyć resztę przy regularnym stosowaniu Savon Noir oraz maseczki z glinką {Best} oraz po odstawieniu wszystkich zapychających mnie kosmetyków, używaniu tylko podkładu mineralnego i bardzo dokładnym oczyszczaniu skóry. Zawsze pamiętałam też o toniku i odpowiednim nawilżeniu skóry po umyciu jej. Ale wystarczyła jedna wpadka, jedno użycie nieodpowiedniego kosmetyku i zaskórniki wracają na swoje miejsce. Tak więc trzymam się sprawdzonej pielęgnacji {etap - cierpliwość}, ale mam zamiar dołączyć do niej retinoid - adapalen {leczę trądzik, więc nie tylko w celu pozbycia się kilku zaskórników z nosa, oj nie}. Retinoidy zewnętrzne oraz kosmetyki z kwasami złuszczają skórę, pomagają ją oczyścić i "odetkać" zaskórniki, więc to na nich może się opierać walka z nimi {drugi etap}, ale odpowiednia pielęgnacja jest niezbędna. 

Uwaga na kosmetyki antyzaskórnikowe

 Żele do mycia przeciw zaskórnikom są zazwyczaj bardzo, bardzo mocne i nie mają absolutnie żadnych składników nawilżających. A toniki opierają się na alkoholu denaturowanym. Taki żel wysuszy skórę, tonik jeszcze bardziej, a martwy naskórek zapycha. Jeżeli jeszcze po tym użyjemy jakiegoś kremu na przykład matującego i nałożymy podkład z drogerii, to tragedia. Nie twierdzę, że u Was taki zestaw się nie sprawdzi, ale dla mojej skóry jest to morderstwo. Przyznajcie się - która z Was używa takich kosmetyków przy tłustej lub mieszanej skórze i nie ma zaskórników i problemów z przesuszoną skórą?

No to jak jest z tymi zaskórnikami? Opowiedzcie o swoich poglądach na ten temat. Sądzicie, że napisałam o wszystkim, czy pominęłam coś, o czym w takim poście warto byłoby wspomnieć?

2 września 2013

Domowa maseczka przed wielkim wyjściem

Nie mam pojęcia, który to już post traktujący o płatkach owsianych. Piszę o nich praktyczne zawsze wtedy, kiedy sobie o nich przypominam i do nich wracam. Ale za każdym razem znajduje się ktoś, kto maseczki owsianej nie próbował, więc to to pisanie chyba ma jakiś sens.

Dzisiaj skupię się na składnikach, które pomogą nam uzyskać efekt gładkiej, napiętej skóry. Właśnie taką chciałybyśmy mieć, szczególnie wtedy, gdy gdzieś wychodzimy. Ale i na co dzień. A mojej twarzy nic nie nawilża tak genialnie, jak właśnie płatki owsiane. "Śluz", który wytwarzają przy gotowaniu potrafi wygładzić nawet moje osiemnastoipółletnie zmarszczki pod oczami.

Płatki zawsze gotuję, najbardziej lubię właśnie ten wydzielany przez nie śluz. Tym razem dodałam do nich ampułkę Biostyminy. Świetnie sprawdziłyby się również inne nawilżające produkty oraz substancje zawierające witaminę C lub B3, All-in-one z ZSK, ekstrakty. Już planuję wykonanie maseczki z Biostyminą, ekstraktem z młodej pszenicy, dodam też jakiegoś olejku.

Ogólnie rzecz biorąc - płatki owsiane są świetną maseczką same w sobie, ale są również idealną bazą do maseczkowych eksperymentów.

A jeżeli nie zaopatrujemy się hurtowo na ZSK i w aptekach, zawsze pozostaje nam moja ukochana, tradycyjna wersja maseczki - płatki owsiane {mogą być ugotowane na mleku}, naturalny miód, ulubiony olej. Możemy dodać również mąki ziemniaczanej - dla jej działania lub dla zagęszczenia byt rzadkiej maseczki.

Tak, jestem psychofanką płatków owsianych i zachęcam każdego, aby sprawdził ich działanie na własnej skórze.

15 sierpnia 2013

Walczę z trądzikiem - aktualna pielęgnacja cery

Doszłam do wniosku, że od ostatniej pielęgnacyjnej aktualizacji zmieniłam w moim rytuale tyle szczególików, że uznałam, że warto o tym wspomnieć. Być może któraś z Was wykorzysta jeden z moich patentów. A to oznaczałoby, że komuś pomogłam. Super!


Mycie twarzy
 
Niespecjalnie miałam czym myć swoją skórę, więc sytuacja jak zwykle zmusiła mnie do stworzenia czegoś z niczego. Tak więc do demakijażu używam oliwy z oliwek, którą masuję rozgrzaną skórę twarzy i następnie dwukrotnie zmywam żelem Fitomedu, który w tej roli jest nawet znośny. Czasem używam do mycia savon noir, co z kolei zawsze kończy się suchymi skórkami.
 
Tonizowanie
 
Niestety skończyły mi się hydrolaty. Pełna dobrych myśli, kierowana pozytywnymi opiniami, zakupiłam tonik Ziai. Okazało się niestety, że jest to produkt z gatunku tych nietolerowanych przez moją skórę. Za to w roli toniku całkiem znośnie sprawdza się rumianek z dodatkiem - uwaga! - kwasku cytrynowego.
 
Peeling
 
W tej roli genialnie sprawdza się savon noir. Nakładam niewielką ilość na czystą suchą skórę, czasem masuję zwilżonymi dłońmi i zostawiam na jakiś czas. Zmywam wilgotną, miękką szmatką (zamiast rękawicy kessa). Skóra po demakijażu i peelingu jest gładka i nawilżona.
 
Maseczki
 
Właściwie nie mam na stanie nic poza różową glinką i spiruliną, a żaden z tych produktów niestety się u mnie nie sprawdza.  Będę musiała coś wykombinować.
 
Nawilżanie
 
Standard - po myciu, na wilgotną skórę antybakteryjny żel Curiosin z olejem tamanu, a pod makijaż ukochany krem Apis. Jako, że olej już się kończy, w najbliższym czasie rozpocznę "testowanie" olejów, które dostałam na spotkaniu bloggerek. Właściwie moja skóra reaguje na oleje bardzo podobnie, ale i tak jestem ciekawa ich działania.
 
Punktowo
 
Mam sprawdzony zestaw - maść ichtiolowa oraz maść cynkowa. Często można mnie spotkać siedzącą przed komputerem z twarzą w biało-brązowe plamy.
 
Kolorówka
 
Tu nie zmieniło się nic, łącznie z tuszem do rzęs. Zamówiłam jedynie zapas do mojego kolorówkowego podkładu mineralnego. Ach, w końcu nauczyłam się rysować względnie znośne kreski nad rzęsami. To tyle.

A teraz najważniejsze - jak miewa się moja skóra? Powiem tak - nie jest źle, ale bywało lepiej. Bywało też znacznie gorzej, więc właściwie jestem zadowolona. Jednak wiem, że taka pielęgnacja to zbyt mało. Mam nadzieję, że planowane przeze mnie domowe "zabiegi" kwasowe chociaż trochę mi pomogą. A'propos kwasów - nie znoszę zwyczajnych filtrów, ale interesują mnie kremy firmy Apis. Czy któraś z Was używała ich produktów z filtrem SPF30? A co sądzicie o 30 Antheliosa La Roche Posay?

13 czerwca 2013

Aktualna pielęgnacja mojej trądzikowej cery

Kiedy okazało się, że dokładnie przemyślana i opracowana pielęgnacja twarzy, o której pisałam jakiś czas temu, nie działa, zaczęłam z lekka panikować. Szczęśliwie, jak to ja, szybko się opanowałam i zaczęłam analizować moje zabiegi w celu znalezienia ewentualnego błędu. I chyba się udało! Po kilku poprawkach dość szybko zaczęłam zauważać pozytywne efekty. Uff.

Obecnie do wykonania całkowitego demakijażu (poza pewnymi wyjątkami) wystarczy mi dwukrotne przemycie twarzy żelem micelarnym. Ten działa naprawdę genialnie, żałuję, że poznałam go tak późno. Jeżeli mam wrażenie, że na skórze pozostały jakieś bakterie (czyli dla lepszego samopoczucia), myję ją jeszcze żelem Fitomedu. Wycieram zawsze chusteczkami higienicznymi. Następnie przecieram hydrolatem szałwiowym i jeżeli nie wychodzę z domu, wcieram w skórę pół kropli hialuronianu cynku (ta resztka w tubce po prawej) wymieszanej z połową kropli oleju tamanu i na ewentualne niespodzianki nakładam maść ichtiolową a na pozostałości po tych już zagojonych - maść z witaminą A, czasem pastę cynkową. Dwa, trzy razy w tygodniu używam maseczki Best, czasem wykonuję peeling mechaniczny (wiem, że to źle, ale peeling enzymatyczny to jeden z dwóch kosmetyków, jakich mi jeszcze brakuje).

Przestałam stosować Dermogal - nie, żebym nie lubiła oleju z wiesiołka, ale liczę na cudowne działanie tamanu. Drugą zmianą w porównaniu z wcześniejszą pielęgnacją jest stosowanie mniejszych ilości hialuronianu i oleju - wydaje mi się, że ich nadmiar (nie wiem, jakim cudem) mnie zapycha - i to niezależnie od oleju. Czyżby kwas hialuronowy zapychał? Poza tym w końcu kupiłam krem, przybył mi też hydrolat i jestem nim zachwycona. Zrezygnowałam też z codziennego silnego oczyszczania - coraz częściej dochodzę do wniosku, że skórę można traktować zgodnie z zasadami dotyczącymi pielęgnacji włosów - sprawdzają się. I najważniejsza zmiana - punktowy preparat na wypryski - maść ichtiolowa. Ciekawe, czy moja skóra z czasem przywyknie do niej tak, jak do Benzacne.

Po kilku miesiącach męczarni sytuacja w końcu zmierza ku dobremu. Zastanawiałam się, jak zobrazować Wam moją aktualną sytuację. Określiłam moją skórę jako jedno wielkie pobojowisko - z mnóstwem przebarwień i pozostałości po zanikniętych wypryskach oraz ogromną ilością zaskórników wszelkiego rodzaju oraz bardzo nielicznymi niedobitkami, z którymi bez problemów radzi sobie maść ichtiolowa (tak, nauczyłam się jej używać i doceniam, dziękuję mojej Best Friend za dobrą radę i czekam na smsa z komentarzem :D).

Wróćmy do punktu, w którym przetarłam skórę hydrolatem i rozważmy sytuację, w której czeka mnie wyjście z domu. Podczas oczekiwania na wyschnięcie płynu, zakładam szkła kontaktowe, następnie wsmarowuję w skórę krem Apis. Krem z filtrem wrócił do łask, świetnie nadaje się pod podkład mineralny, chociaż oczywiście nie nakładam przepisowej ilości - takiego "efektu glow" nie zniosłabym. Po wchłonięciu się kremu nakładam palcoma (macie racje, to nie jest poprawna forma, ale ją lubię) podkład punktowo w miejscach, które wymagałyby korektora, następnie nakładam dwie lub trze cieniutkie warstwy podkładu. Zastanawiałam się, co dzieje się z moim pędzlem, skoro po dwóch tygodniach nieregularnego użytkowania i trzech praniach traci formę i stwierdziłam, że tarcie nim po opakowaniu tak, jak pędzlem malarskim  niestety mu nie służy. Obawiam się, że czeka mnie zakup nowego, ale przynajmniej będę wiedziała, jak mam go używać.

Nie wiem, czy zauważyłyście brak primera Prelude Matte, o którym wspominałam w poście zakupowym. Okazało się, że raczej bardzo mi nie służy, zastanawiam się właśnie, czy dać mu drugą szansę w przyszłości.


Na zakończenie - kolorówka. Raczej nie wychodzę z domu bez tuszu do rzęs, bo bez niego prawie nie mam oczu. Mam jasne tęczówki i rzęsy, no po prostu ich nie widać. A kredki i pomadko-błyszczyk wylądowały na zdjęciu głównie dlatego, że są nowe i jeszcze mi się nie znudziły. Do kredki do brwi jeszcze się nie przyzwyczaiłam, natomiast czarną żelową kredką z Avonu można wykonać makijaż prawie permanentny. Biorąc pod uwagę moje zdolności co do malowania kresek na powiekach - raczej nie jest to produkt dla mnie. Ale przynajmniej jest miękka. Uwielbiam pomadkę z tego błyszczyka. Nie klei się, nie wysusza tak jak Basicowe matowe błyszczyki i ma śliczny odcień.
 
 
Jak widzicie, skorzystałam z pięknej pogody i (zainspirowana tym postem) postanowiłam wynieść moją ulubioną podkładkę do fotografowania na balkon i zrobić zdjęcia na zewnątrz. Zazwyczaj nie lubię ostrego słońca, ale po tak długim okresie niepogody nie przeszkadza mi nawet zmora fotografów - ostre cienie na zdjęciach. Swoją drogą, oni zawsze strasznie się wszystkiego czepiają. A - i cieszę się, że sąsiadka nie nakryła mnie na fotografowaniu kosmetyków na balkonie, jeszcze by sobie coś dziwnego pomyślała :D
 

PS: "Genius. Genius! I'm a genius!" Mój okrzyk przed chwilą, gdy okazało się, że sama wpadłam na to, co zmienić w szablonie w HTML, aby zdjęcia były dokładnie szerokości tekstu (zaczynały się i kończyły równo z nim) i zmiana zadziałała. Otóż okazuje się, że w szablonach obrazki automatycznie są nieco przesuwane. Teraz jest idealnie!

16 maja 2013

Mam zamiar zwalczyć trądzik 3: Jak dbać?

Najwyższy czas na opisanie, w jaki sposób stosuję wszystkie kosmetyki i zioła opisane w poprzednich postach!
 
 
Demakijaż to podstawa - raz dziennie

Podkłady i inne kosmetyki kolorowe zawierają tyle silikonów i innych "świństw", że nie wyobrażam sobie pielęgnacji skóry (nie tylko trądzikowej) bez dokładnego demakijażu. Dokładnego - czyli takiego, po którym na płatku z tonikiem nie ma nawet najmniejszych przebarwień. Jak dotąd u mnie sprawdza się tylko następujący sposób:

  1. Myję dokładnie ręce, wycieram do sucha.
  2. Wylewam na dłonie nieco mieszanki olejowej z olejem rycynowym, masuję skórę przez chwilę - widzę, jak makijaż całkowicie się rozpuszcza.
  3. Wylewam na dłonie żel micelarny, wmasowuję w skórę - makijaż z olejem łączy się z żelem.
  4. Przegotowaną wodą spłukuję makijaż, przecieram skórę chusteczką. W ten sposób pozbywam się około 90% makijażu, na chusteczce widać resztki podkładu.
  5. Zwilżam skórę, myję ją mydełkiem Alepp lub żelem Fitomed (bo akurat takie kosmetyki mam), dokładnie spłukuję, wycieram do sucha chusteczką higieniczną.
  6. Przecieram skórę płatkiem z tonikiem (przegotowana woda, cytrynka, aloes) - jest czysty! Wyrównuję pH skóry, dzięki temu nie łuszczy się i nie przesusza. 
  7. W wilgotną skórę wcieram kroplę żelu hialuronowo-cynkowego.
  8. Po chwili wmasowuję 2-3 krople Dermogalu.

Przesadzony? Do tej pory nie udało mi się wymyślić nic, co mogłoby ten zabieg zastąpić. A nie mogę sobie pozwolić na pozostawienie na skórze resztek podkładu. Nie dość, że zapchałby pory, co skutkowałoby wypryskami, to jestem pewna, że przechowałyby się w nim bakterie. Tak być nie może.


Mycie twarzy - 2 razy dziennie

Myję twarz rano - po wstaniu z łóżka i wieczorem - po myciu włosów (tak, żeby woda z nich nie spływała na skórę) przed snem. Za każdym razem przecieram tonikiem, wcieram żel i olej, bezwzględnie potrzebuję kremu na dzień - z filtrem.


Bez toniku ani rusz - po każdym myciu i dla odświeżenia

O tym, jak ważny jest tonik pisałam już w tym poście. Przypomnę tylko, że przywraca naturalny odczyn skóry. Dzięki temu ta nie łuszczy się, a bakterie mają utrudniony dostęp do głębszych warstw. Toniki łagodzą zarówno suchą jak i tłustą skórę.


Nawilżanie - ważna sprawa - po każdym myciu

Przesuszona detergentami, odarta ze swojej naturalnej powłoki skóra broni się i protestuje - przetłuszczaniem. A taki tłuszczyk bardzo lubią bakterie. Więc lepiej po myciu nawilżyć ją i dostarczyć przy okazji cennych składników odżywczych. I mieć święty spokój - z suchością, tłustością, zmarszczkami.


Higiena ma znaczenie - zawsze

Bakterie (w domyśle - wywołujące trądzik) uwielbiają wilgotne i ciepłe miejsca. Świetnie im się tam żyje! Gdzie takie znajdą? W ręcznikach, szmatkach, koszulkach, poszewkach na poduszki. W celu zwalczania bakterii wynaleziono jednorazowe chusteczki, płatki, patyczki. Ich wykorzystywanie jest jak najbardziej wskazane - ja wycieram twarz chusteczkami. Ręczniki piorę jak często się tylko da, podobnie milutki koc, którym przykrywam poduszkę. A koszulki potrafię zmieniać dwa razy dziennie. A mama się dziwi, skąd tyle prania i kto tak szybko zjada te chusteczki?

Wspomnę tu też o wodzie - ta z kranu - przeznaczona jest do picia. Dla skóry jest niezbyt korzystna, czasem może wysuszać włosy i powodować zaostrzenie się trądziku. W celu zapobieganiu przesuszeniu stosujemy płukanki. A jeżeli chodzi o twarz - zdecydowałam się na mycie jej przegotowaną wodą.
 
Trzecia sprawa - trzymanie łapek (włosów też) z dala od twarzy. Taki zwyczaj jak podpieranie podbródka dłonią może mieć nieprzyjemne skutki. Podobnie jest z poduszkami. Ta połowa twarzy, na której śpię zazwyczaj wygląda nieco gorzej.


Maseczki - bonus dla skóry - 2 razy w tygodniu

Maseczki mogą być bardzo pomocne. Dzięki regularnemu używaniu dostarczamy skórze potrzebnych składników. A odżywiona i nawilżona skóra odwdzięcza się pięknym wyglądem. Dodatkowo - zadbana skóra zapewnia szczelną ochronę przed bakteriami, które nie mają się gdzie rozwijać. A maseczki antytrądzikowe regulują skórę, powstrzymują łojotok i odbierają bakteriom kolejne potencjalne miejsca do zamieszkania.


Peelingi - usuwamy martwy naskórek

Łuszczący się, suchy, martwy naskórek. Co to jest? Dom dla bakterii. Zdecydowanie trzeba się go pozbywać. Po takim peelingu skóra jest miękka, sprężysta, sprawia wrażenie nawilżonej i po prostu ładnie wygląda. Dla trądzikowców wskazane są peelingi enzymatyczne lub kwasowe, takie, które nie uszkadzają znacząco skóry. Peelingi mechaniczne ułatwiają bakteriom przenoszenie się. A nie chcemy im pomagać.


Wydaje mi się, że to już wszystko. Bakterie nie mają gdzie siedzieć, skóra jest czysta, nawilżona, odżywiona. Dostarczyłyśmy jej nawet ziołowych składników antytrądzikowych. Planowałam ten post jako ostatni, a kolejny miał być wstępnym podsumowaniem pielęgnacji, ale niestety - przyszedł mi do głowy jeszcze jeden pomysł. Lekarze. A o tym napisać muszę koniecznie. Planuję też zakupy - takie dobre dla skóry zakupy. Napiszę o nich, kiedy w końcu uda mi się skompletować zamówienie i je złożyć :D


Mam do Was pytanie. Na jaki temat najchętniej przeczytałybyście artykuł w gazecie? Co zaciekawiłoby Was na tyle, żeby przeczytać go dokładnie?

31 stycznia 2013

Jak dbam o włosy?

Pamiętacie może, jak to walczyłam z wypadaniem, przetłuszczaniem, wypadaniem i o stan zdrowia mojego włosia? Byłoby super, gdyby nie to, że nie doczekałam najważniejszego dla mnie elementu planu - zmniejszenia przetłuszczania. Dodatkowo wszystko, co kiedyś pomagało teraz wręcz szkodzi skórze głowy i nie mam pojęcia, co robić. Ale pominę tą kwestię i skupię się na pozytywach :)
 

Co się zmieniło?

Zauważyłam, że poprawie uległ stan włosów, ponadto prawie pozbyłam się wysuszonych końcówek! Zauważalnie zwiększyła się ich długość i całkiem nieźle się układają. Poza tym prawie nie znajduję włosów na grzebieniu, nie wypadają nawet podczas mycia. Pojawiło się mnóstwo babyhair - mam nadzieję na gęściejsze włosy w przyszłości, a na razie - na chociaż odrobinę większą objętość (chociaż nie jest źle, gdy są świeże).
 
Mistrzyni Painta prezentuje - fryzura studniówkowa :)
 

Jakie są?

Proste, z wywiniętymi końcami opierającymi się o ramiona, (już nie) przesuszonymi końcami z tendencją do puszenia się i baaaaardzo przetłuszczające się u nasady. W pięknym odcieniu blondu :)
 

Jak dbam?

Niestety, moja pielęgnacja jest dość chaotyczna. W ciągu ostatnich 2 tygodni bardzo często olejowałam włosy serum olejowym Anwen (które genialnie sprawdza się też w innej roli...), poza tym starałam się olejować skórę głowy, spryskiwałam ją też mgiełką. Tutaj możecie zobaczyć moją kolekcję kosmetyków (przybył do niej Kallos Latte oraz Garnier Oleo Repair). Odkryłam też na nowo żel lniany! Przytoczę teraz przykładową pielęgnację z dwóch co bardziej hardkorowych dni.
 

Przykładowy Dzień I

  1. Olejowanie włosów serum i olejowanie skóry głowy olejem.
  2. Mycie Babydreamem fur Mama.
  3. Nałożenie balsamu na kwiatowym propolisie (od uszu w dół).
  4. Nałożenie (na same końce) odżywki Ziai z kroplą oleju i kroplą gliceryny.
  5. Jedwab Green Pharmacy na końcówki.
  6. Wytarcie koszulką.
  7. Pozostawienie do wyschnięcia (rozczesanie w trakcie).

Przykładowy Dzień II

  1. Mycie włosów płynem Facelle.
  2. Nałożenie balsamu na kwiatowym propolisie (w sumie mogłaby być maska).
  3. Wsmarowanie w całkowicie mokre końce kropelki oleju z truskawki.
  4. Wgniecenie w całkowicie mokre włosy rzadkiego żelu lnianego.
  5. Wytarcie koszulką, rozczesanie, pozostawienie do prawie całkowitego wyschnięcia.
  6. Spryskanie serum zwalczającym suchość końcówek :)
  7. Rozczesanie.
 
Moje końce były prawie zawsze spuszone, więc nawet duża ilość specyfików nałożona na nie nie obciąża włosów i szczerze mówiąc wątpię, żeby to powodowało wzmożone przetłuszczanie.
 
Niedawno pierwszy raz poczułam, że moim włosom brakuje protein. Wtedy też pierwszy raz użyłam Kallosa Latte i pierwszy raz byłam względnie zadowolona z moich włosów.
 
Aktualnie moim największym problemem jest (jak pewnie się domyślacie) przetłuszczanie skóry głowy. Mam zamiar wymyślić coś, co pomoże mi tę dolegliwość zwalczyć!
 
A jak miewają się Wasze włosiska?
 
PS: Irytują mnie też początki rozdwajania się końcówek, ale nie mogę ich obciąć przed maturą! :D
PS2: Planuję całkowitą zmianę wyglądu bloga - wtedy będzie idealny!
 

21 stycznia 2013

Mój sposób na olejowanie skóry głowy.

Ostatnio jestem posądzana o nadmierne kombinatorstwo, w sprawie włosów szczególnie. Ale co z tego, jeżeli to sprawia mi przyjemność, a większość moich pomysłów okazuje się być trafiona? I mam czym dzielić się z Wami tutaj :)

Dzisiaj, po długiej nieobecności, chciałabym przedstawić Wam pewien pomysł, który testuję od jakiegoś czasu. Otóż, kiedyś, podczas nakładania kwasu HA i oleju na twarz pomyślałam, że skoro służy to cerze, to dlaczego takiego zestawu miałaby nie polubić skóra głowy? Zaczęłam kombinować.

Zestaw podstawowy
Na początku dodawałam różnych półproduktów do olejku widocznego na zdjęciu, nie widziałam szałowych efektów, ale wydawało mi się (i ciągle wydaje), że te efekty mogą być "długofalowe".
 
Pierwotny zestaw wyglądał tak:
  • 4-5 ml olejku łopianowego
  • 1 kropla kwasu HA
  • ewentualnie 1-2 krople gliceryny
  • szczypta zielonej glinki
  • ewentualnie kropla/kilka kropel innych olejów lub szczypta allantoiny
 
Wydaje mi się, że działał lepiej, niż sam olej, ponieważ dodatkowo nawilżał skórę. No i zielona glinka - działa oczyszczająco.
 
Zrezygnowałam na pewien czas z olejowania skóry, ponieważ posiadany aktualnie olejek z papryką odstawiłam, mimo wpływu na pojawianie się nowych babyhair. Wydaje mi się, że mnie podrażnia i powoduje szybsze przetłuszczanie.
 
Eksperymentowałam też z cynamonem - lubię go w peelingach i maseczkach do twarzy, jednak zrezygnowałam z tego samego powodu, dla którego zrezygnowałam z olejku paprykowego. Jego działanie powinno być podobne, ale uwaga: może silnie uczulać i podrażniać!
 
Mieszanka przed wymieszaniem - olej, cynamon, glinka
 
Zestaw idealny:
  • 4 ml oleju konopnego
  • szczypta zielonej glinki
  • 2 krople gliceryny
  • odrobina kwasu ha
  • szczypta (malutka) allantoiny
 
Jakie efekty? Skóra była ukojona, nawilżona, następnego dnia wolniej się przetłuszczała! Muszę koniecznie powtórzyć takie olejowanie w najbliższym czasie.
 
Co sądzicie o takim olejowaniu? Spotkałyście się już z nim, same olejowałyście skórę lub włosy w podobny sposób? Macie skłonności do przesadnego kombinowania?
 
Znowu byłam na zakupach, co prawda niekosmetycznych, ale nabyłam część z wymarzonych produktów. Chyba się tym z Wami podzielę!
 
Również stan włosów uległ poprawie, szykuję post o aktualnej pielęgnacji, a podczas najbliższego goodhairday zrobię włosom zdjęcie i opublikuję wpis :)

13 stycznia 2013

Mój skromny zbiór włosowych dobroci.

Czuję potrzebę wytłumaczenia się z długich nieobecności tutaj - mam nawał wszelkiego rodzaju sprawdzianów, kartkówek i innych "cudów - wianków" w szkole! Na dodatek zbliża się studniówka, a ja nie mam ani sukienki, ani butów... Ale blogowania zdecydowanie mi brakowało, dlatego wracam - z serią postów włosowych!

Na początek postanowiłam przedstawić Wam mniej więcej, czym dysponuję i czego do pielęgnacji mojej sierści używam. Wydaje mi się, że takie zestawienie jest potrzebne, będę miała do czego się odwołać w następnych wpisach.
 


Kosmetyki drogeryjne, aptekowe i internetowe
  1. Odżywka Ziaja Intensywne Wygładzanie - zwykła odżywka, zawiera jeden zmywalny silikon, olej słonecznikowy, hydrolizowany jedwab, pantenol oraz typowe kondycjonery i nawilżacze, czyli jak na cenę (ok. 5 zł) skład całkiem niezły. Gorzej z działaniem - po pierwszym użyciu, mimo zawartości silikonu, nie wygładziła, a wręcz spuszyła moje włosy. Poradziłam sobie z nią przez dodawanie do każdej porcji gliceryny i oleju - w takiej wersji sprawdza się całkiem nieźle, używam jej raz na jakiś czas.
  2. Szampon Timotei Jericho Rose Wymarzona Objętość - kupiła go moja mama, używam ja. Ślicznie pachnie, ma żelową konsystencję, a moje włosy go uwielbiają. Już podczas mycia są gładsze (większość szamponów z SLeS plącze je niemiłosiernie) i dobrze oczyszczone - jak na szampon z silnym detergentem przystało. Na efekt zwiększenia objętości nie zwróciłam jak dotąd uwagi. Zawiera ekstrakt z róży jerychońskiej oraz z grejfruta.
  3. Balsam Babydream fur Mama - chyba wszystkie go znamy, nie będę się więc zbytnio rozpisywać. Wspomnę tylko, że jest to mój ulubiony zmywacz olejów oraz, że szkodzi mi, gdy używam go zbyt często.
  4. Receptury Babuszki Agafiji Balsam na Kwiatowym Propolisie - naprawdę niezła odżywka - ładnie pachnie, ma dobry skład, ale nie działa jakoś "powalająco". Cena działa na korzyść - 22 zł za 600 ml czyli 7,33 za "standardową" pojemność 200 ml.
  5. Płyn Facelle w wersji 50 plus - jedyny, którego zapach jest dla mnie znośny. Wydaje mi się też, że mniej plącze włosy niż Fresh, którego używałam wcześniej.
  6. Szampon Dermena - kupiłam chyba w czasie wiosennego linienia, ponieważ pomógł mi kiedyś zwalczyć wypadanie włosów. Ale wtedy zaczęła się moja przygoda z włosomaniactwem i jakoś go nie zużyłam. Myję nim włosy raz na jakiś czas, ale strasznie je plącze.
  7. Green Pharmacy Olejek Łopianowy z Czerwoną Papryką - używam go chyba zbyt rzadko, żeby obiektywnie ocenić działanie, ale czuję, że przyspiesza porost i powstawanie babyhair (pochwalę się nimi kiedyś) i nie mam nic przeciwko efektowi placebo.
  8. Maska Biovax do Włosów Blond - byłam nią zachwycona po użyciu saszetki, kupiłam więc całe opakowanie. Nie obserwuję już takich spektakularnych efektów, ale włosy są po niej miękkie i gładkie, łagodzi skórę głowy i odrobinę zmniejsza przetłuszczanie.
  9. Szampon Alterra Macadamia&Feige - kupiłam kiedyś w promocji, lubię go jak pozostałe szampony Alterry. Pewnie zrobię zapasy w czasie kolejnej obniżki.
 
Kolekcja olejów
 
Zapomniałam sfotografować z pestek truskawki, konopny i macerat z nagietka. Tego ostatniego nie używałam do włosów, natomiast pierwszy jest świetny jako serum na końcówki - cudownie się wchłania i działa na moje końce lepiej niż niejedna odżywka, konopny, jako jeden z niewielu sprawdził się do olejowania włosów. W tym celu używam też tego ze słodkich migdałów i Alterry, tylko te (i oliwa z oliwek) mają pozytywny wpływ na włosy. Hipp je spusza, zmycie rycyny wymusza na mnie kilkukrotne wyczyszczenie szamponem z SLeS. Dodaję kroplę do mieszanek do olejowania skóry głowy. Olejku łopianowego również używam tylko do skóry. Mam jeszcze olej lniany, zakupiony w tym tygodniu w Biedronce w celu konsumpcji, ale jeszcze go nie otworzyłam.
 
 
Misz - masz
  1. Spray własnej roboty zwalczający suche końcówki - brzmi ciekawie, nieprawdaż?
  2. Woda brzozowa - wiadomo!
  3. Mgiełka do skóry głowy, czyli moja wcierka w innym opakowaniu z dodatkiem allantoiny.
  4. Gliceryna - tani, ogólnodostępny i naprawdę świetny nawilżacz. Dodaję do masek, odżywek i wszędzie, gdzie się tylko da.
  5. Cynamon - do włosów?! Jeszcze nie próbowałam płukać nim włosów (wspominała o tym Anwen), ale używam do skóry głowy. Często uczula i może mocno podrażniać, ale moja skóra nic sobie z tego nie robi.
  6. Glinka zielona - też nakładam na skórę głowy.
  7. Żel lniany - wykorzystuję do stylizacji, nie dodawałam nigdy do masek, muszę kiedyś spróbować.
 
Dzisiaj tylko kosmetyki, w najbliższym czasie o ich wykorzystaniu.
 
Jakie jest Wasze zdanie na temat takich zestawień? Z jednej strony to świetna, darmowa reklama dla wymienianych przez bloggerki firm, z drugiej strony ułatwia nam zakupy i pomaga dobrać odpowiednie kosmetyki. Dyskusyjna sprawa. Znacie te kosmetyki? Jakich innych używacie i co lubicie najbardziej? Muszę stworzyć listę zakupów na wypadek zużycia któregoś z nich!
 

5 stycznia 2013

Idealna cera przed studniówką!

Postanowiłam uporządkować pielęgnację skóry i bezwzględnie trzymać się planu. Ważne wydarzenie oraz opisanie pomysłów na blogu powinny mnie zmusić do systematyczności :)
 
Moje cele?
  1. Bardziej nawilżona i gładka cera. Ostatnio skóra jest bardziej wysuszona niż zwykle, muszę postawić na nawilżanie.
  2. Zmniejszenie przetłuszczania. Denerwuje mnie szybkość pojawiania się błysku na nosie i czole.
  3. Redukcja zaskórników. Powód jest chyba oczywisty - trochę się do nich przywiązałam przez te wszystkie lata, ale to toksyczny związek. Najwyższy czas na wyprowadzkę.
  4. Zapobieganie trądzikowi. Aktualnie mam na twarzy może dwie niewielkie zmiany i zrobię wszystko, żeby nie pojawiło się ich więcej.
  5. Zmniejszenie ilości potrądzikowych pozostałości. Po ostatnich "gorszych dniach" trochę mi ich zostało. Nie porwę się na razie na kwasy, mam nadzieję, że skóra sama sobie z nimi poradzi...
Co?
  1. Dokładne oczyszczanie. Uważam to za podstawę właściwej pielęgnacji skóry. Po wejściu do domu od razu biegnę do łazienki, żeby zmyć makijaż.
  2. Maseczki i peelingi - regulacja i złuszczanie!
  3. Nawilżanie.
  4. Tonik przeciwzaskórnikowy.
 
Z płynu do demakijażu oczu i mleczka zrezygnowałam po dwóch użyciach
 
Jak?
  1. Do mycia skóry używam żelu micelarnego z biedronki - rano i wieczorem, do demakijażu - tego samego żelu na suchą skórę, następnie mydła Alepp.
  2. Nawilżanie? Zrezygnowałam z kremów, ponieważ praktycznie wszystkie mnie zapychają. Co najmniej dwa razy zwilżam skórę zieloną herbatą (teraz już naturalną, sypaną) i wcieram kroplę oleju (konopnego lub maceratu z nagietka) i serum hialuronowego antytrądzikowego.
  3. Zaskórniki - mlekiem w nie! Z radością zauważyłam, że moja skóra uwielbia mleko, a zaskórniki go nienawidzą.
  4. Trądzik - jak na razie tylko profilaktyka. Serum (swoją drogą, dostałam je od Italiany), mydło, oba oleje, maseczki i oczywiście oczyszczanie - to powinno wystarczyć! Dodatkowo zainwestowałam w mydło siarkowe do skóry dekoltu i pleców.
  5. Wygładzenie - nawilżona, naturalnie wypeelingowana i wymaseczkowana zieloną glinką skóra będzie gładka :)
  6. Regeneracja skóry - dieta i suplementy. Cera uwielbia CP!
  7. Błyszczenie - zielona glinka reguluje wydzielanie sebum, również nawilżenie pomaga - zadbana skóra mniej się buntuje.
Do dokładnie tego planu stosuję się już od kilku dni. Wydaje mi się, że moja skóra lubi taką pielęgnację i oczekuję od niej wszystkiego, co najlepsze! A jak Wy dbacie o swoją skórę? Używacie drogeryjnych kosmetyków do demakijażu?

27 grudnia 2012

Moje włosy po raz pierwszy & wstępne podsumowanie Planu

Wiecie co? Mam ostatnio tyle pomysłów na posty, że nie nadążam z pisaniem, a na liście czeka około 30 tematów! A czasu brak.
 

Stan włosów przed włosomaniactwem i aktualny

 
1. Przed 2. Aktualny - bez suszenia i rozczesywania włosów 3. Aktualny - wysuszone, spuszone pianką, wyprostowane(!)
 
Mam nadzieję, że widać coś na tych zdjęciach! Nie będę na razie przedstawiać całej włosowej historii, napiszę tylko mniej więcej - co i jak. Otóż na 1. zdjęciu włosy najprawdopodobniej są wyprostowane. Jakoś tak w okolicach tego stanu zaczęłam trafiać na włosowe blogi i odrobinę dbać o włosy, ale bardzo nieumiejętnie i zrezygnowałam z tego. Zaczęłam o nie dbać na "włosomaniaczy" sposób jakiś rok później - w te wakacje, ale były już w nieco lepszym stanie. A efekty moich zabiegów zauważyłam dopiero w listopadzie (chwilowo wcześniej, ale później przechodziłam kryzys). Aktualnie mój największy problem to przesuszone końcówki, które zaczynają się rozdwajać i wredne cieniowanie. No i szorstkość. Ale mam nadzieję, że planowana na jutro maska sobie z tym poradzi :) Moim włosom daleko do ideału, ale powoli zmierzam w jego kierunku :) Uwaga - zdjęcia przed cassiowaniem (chociaż różnica jest bardzo niewielka).
 

Plan

Od wakacji aż do listopada włosy (z krótkimi przerwami) bardzo wypadały, poza tym mój skalp jest wyjątkowo kapryśny i bardzo szybko się przetłuszcza. Chciałam zwalczyć te dwa problemy, poza tym postanowiłam zapuścić włosy i aby chociaż trochę usystematyzować moją pielęgnację wdrożyłam Plan.
 

Podsumowanie

  1. Przyrost - nie mierzyłam włosów (a chyba powinnam zacząć), więc nie mam poparcia dla swoich słów w liczbach, ale wydaje mi się, że rosły drobinę szybciej, niż zazwyczaj. Dodatkowo stosowałam skrzypokrzywę w kapsułkach z biedronki - w wakacje bardzo przyspieszyła odrastanie włosów po fryzjerze. Myślę, że w miesiąc urosły ok. 2 cm. A jeszcze w zeszłym roku rosły tyle chyba na 6 miesięcy!
  2. Zagęszczenie - olejki GP i wcierka (stosowane nieregularnie - o tym zaraz) zrobiły swoje. Jeszcze nigdy nie miałam tyle babyhair! Nie mam ich zdjęcia, ale porównajcie łysinkę przy grzywce na zdjęciu 1. i 3.
  3. Wypadanie - chyba największe osiągnięcie. Chyba trzeci raz w życiu miałam taki wypadaniowy kryzys (wcześniej prawie nie gubiłam włosów) i udało mi się go całkowicie zażegnać.
  4. Przetłuszczanie - i tu porażka. Były chwile, że skóra przetłuściła się dopiero wieczorem następnego dnia, ale bardzo, bardzo rzadkie (po peelingu cukrowym i masce Biovax). Jak na razie skóra nie jest przetłuszczona od razu po wstaniu z łóżka, tylko około południa. Na szczęście pozbyłam się swędzenia, które czasem mi dokuczało i bólu skóry głowy (nie tego po spięciu włosów), a także wydaje mi się, że skóra jest gładsza, lepiej oczyszczona - szczególnie ostatnio - po cassi - i za to ją lubię.

Zmiany w Planie

  1. Wcierki na wodzie brzozowej używałam ciągiem tylko przez 3 dni, po czym stwierdziłam, że nadmiar alkoholu skórze nie służy i stosuję 2 razy w tygodniu, poza tym zmieniłam jej skład.
  2. Wprowadziłam do pielęgnacji maskę Biovax - skóra ją uwielbia!
  3. Skóra jest na tyle dobrze oczyszczona, że wystarcza jej balsam BDFM np. przez 2 dni, potem np. szampon Dermena (lubię go, pomógł mi kiedyś przy wypadaniowym kryzysie) czy Alterra.
  4. Regularność - ostatnio nie mam na nic czasu! No ale aż tak źle nie było. 
Wydaje mi się, że to już wszystko. Ciągle nie napisałam o tym, jak olejuję skórę głowy, ale mam zdjęcia i przygotuję wpis w najbliższym czasie, podobnie nowy skład wcierki - wydaje mi się lepszy od tego. Zrehabilituję się w najbliższym tygodniu, a tymczasem zabieram się za wpis o dzisiejszych zakupach :D
 
A Wy? Staracie się usystematyzować pielęgnację przy pomocy różnych planów, czy raczej jest ona doraźna?
 

25 grudnia 2012

Wielka afera o nic? Farbowanie włosów Cassią Khadi

Pisałam już chyba o tym, że zamówiłam Cassię Khadi (w poście o DDD). Miałam niewielkie problemy z otrzymaniem jej, ale Pani z Setare okazała się być bardzo w porządku (nie wiem, skąd tyle negatywnych opinii o sklepie) - wyjaśniła wszystkie powody opóźnienia, przeprosiła i w końcu wysłała paczkę priorytetem od razu, gdy to było możliwe. Nawet Poczta Polska mile mnie zaskoczyła - przesyłka była do odbioru już dzień po nadaniu (ale do domu dostarczono mi tylko awizo). Dostałam bardzo miły prezent na święta, poza tym oprócz henny w kopercie znalazłam 4 próbki dość ciekawych produktów, szkoda tylko, że tak niewielkie.
1. Maska algowa mleko+pszenica 2. Błoto Guerenade 3. Kalpi Tone 4. Szampon Aritha 5. Ach, ten niemiecki :D
Nie mogłam się już doczekać farbowania. Najpierw zrobiłam próbę - tak na wszelki wypadek. W ulotce ostrzegali przed możliwością pokolorowania blond włosów na zielono :D W Wigilię specjalnie wstałam wcześniej żeby zdążyć rozmieszać farbę, wygrzać ją na kaloryferze, a potem dwie godziny trzymać na włosach. Mieszanka trochę mi nie wyszła - nie udało mi się jej dokładnie rozmieszać. I strrrrasznie śmierdziała. Naprawdę.

 

Efekty

Nie miałam żadnych problemów ze zmyciem, a włosy były przyjemnie gładkie, mimo, że wcześniej, po samym szamponie z SLeS (Laureth - zawsze je mylę), strasznie się poplątały. Po wysuszeniu zrobiły się szorstkie, ale mam nadzieję, że to minie zaraz po umyciu i nałożeniu odżywki. Niestety, wczoraj nie zauważyłam żadnej zmiany koloru, a dzisiaj, przy dobrym oświetleniu bardzo, bardzo niewielkie refleksy. Zobaczymy, może jeszcze trochę się zmienią. Spodziewałam się o wiele więcej - niesamowitego wygładzenia, połysku, złotych refleksów. Ale wykorzystałam tylko połowę opakowania, mam więc szansę na powtórkę. Może następnym razem się uda :)
 


Ten sam fragment włosów - po lewej przed, po prawej - po.

A Wy? Miałyście już do czynienia z henną lub cassią?

PS: Nie współpracuję z Setare, ale stwierdziłam, że opinie krążące po Internecie są  nieco krzywdzące i postanowiłam wyrazić moją (całkowicie subiektywną - zamawiacie na własną odpowiedzialność ;)!

16 grudnia 2012

Dbam od wewnątrz - suplementy

Już przez dłuższy czas stosuję suplementację diety, ale przyznaję, że nie była ona jakoś szczególnie dostosowana do moich potrzeb. Ot, tak - łykałam sobie po jedną lub dwie kapsułki z olejem z wiesiołka, jadłam płatki owsiane z siemieniem, łykałam kapsułki ze skrzypem i pokrzywą, kiedyś brałam Calcium Pantothenicum, piłam skrzypokrzywobratek lub tą mieszankę Blondhaircare. Po kapsułkach ze skrzypem włosy trochę szybciej rosły, po CP cera wyglądała lepiej, ale bez spektakularnych efektów. Teraz chyba wiem, dlaczego się ich nie doczekałam. Przyjmowałam wszystko nawet jeżeli nie tak znowu bardzo nieregularnie, to w zbyt małych ilościach!
 
Od dzisiaj zaczynam zaplanowaną i regularną suplementację (jak długą, to się jeszcze okaże). Chcę o niej napisać, bo dzięki temu będę się czuła odrobinę bardziej zobowiązana do trzymania się mojego planu :) Aha, nie chciałam "zaczynać od jutra" więc akcja została rozpoczęta dzisiaj :D
 
Na razie wygląda to tak
  • 4 kapsułki oleju z wiesiołka
  • 4 tabletki Calcium Pantothenicum
  • 1-2 kubki skrzypokrzywobratka
  • siemię lniane - rano z owsianką i bakaliami i/lub wieczorem zalane wodą

Zdjęcie suplementów - coby bardziej kolorowo było :)

Z czasem najprawdopodobniej odrobinę zweryfikuję ilość lub rodzaj suplementów. Aha! Oprócz tego staram się w miarę zdrowo odżywiać. Dzięki mojej mamie codziennie mam domowe obiady (najczęściej zupy) Poza tym nie jem białego pieczywa, ukochaną czarną herbatę z cytryną i dwiema łyżeczkami cukru piję tylko w weekendy do śniadania, wtedy też pozwalam sobie np. na jajecznicę. Staram się też spożywać co najmniej jedno warzywo lub owoc dziennie (w zeszłym roku było dobrze, jeśli jadłam jedno jabłko na 2 tygodnie!). Czasem zamieniam też zwykłe mleko na sojowe z Biedronki - szczególnie do śniadań. Nie zrezygnuję tylko ze słodyczy, a już na pewno nie z czekolady!
 
Co o tym sądzicie? Z czasem chyba będę musiała zwiększyć spożycie produktów zawierających witaminę B1. Widzicie jeszcze jakieś nieprawidłowości?
 
PS: Od początku miesiąca mój blog odwiedziło ok. 1300 osób! Mam też 15 obserwatorów i 48 komentarzy (w tym około połowy własnych). Jestem pod wrażeniem, że aż tyle osób chce czytać to, co piszę! Tym bardziej, że w poprzednim miesiącu weszło tu tylko około 200 osób. Oby tak dalej!

12 grudnia 2012

Inspirowane Orientem: 5 kroków do pięknej cery!

Chciałabym przedstawić Wam dzisiaj moje niedawne odkrycie - metodę 5 kroków. Jest to przede wszystkim sposób demakijażu popularny wśród Japonek - kojarzonych z nieskazitelną, bladą skórą i pięknymi włosami. Poza tym zwraca uwagę na najważniejsze kwestie w pielęgnacji cery i pomaga ją usystematyzować. Natknęłam się na nią, a jakże - na wizażu, konkretnie - na tym wątku. Uważam, że jest na tyle ciekawa i daje tak dobre efekty, że warto się nią podzielić!

Prawie wykąpałam się w herbacie, robiąc to zdjęcie :D

Przedstawiam 5 kroków wraz z krótkim opisem:

  1. Podwójne oczyszczanie. Pozbycie się wszystkich zanieczyszczeń oraz dokładny demakijaż powinny być podstawą naszej pielęgnacji. Dzięki temu usuwamy brudną powłoczkę, w której mogłyby rozwijać się bakterie! Musimy tylko pamiętać o tym, że środki czyszczące powinny być delikatne - dogłębne oczyszczenie cery i demakijaż nie wymagają wcale sięgania po silne detergenty (zawarte w większości drogeryjnych żeli do mycia). Mleczka do demakijażu, płyny i żele micelarne, delikatne żele myjące oraz OCM i olejki myjące - oczyszczają, ale nie wysuszają!
  2. Złuszczanie, masaż, maseczka. Peelingi pomagają nam pozbyć się martwego naskórka, w którym zalegają bakterie, maseczki - wiadomo, a masaż pomaga utrzymać odpowiednią sprężystość. Japonki stosują najwyraźniej dość drastyczną pielęgnację, popularny jest peeling cukrowy twarzy (fakt, daje świetne efekty), ja uważam, że codzienny peeling lub/i maseczka to lekka przesada. Wykonuję takie zabiegi zazwyczaj raz w tygodniu.
  3. Tonizowanie. Toniki mają za zadanie przywrócić skórze naturalne pH zaburzane przez silne żele do mycia i teoretycznie ich użycie po delikatnym oczyszczeniu nie jest konieczne, jednak z pewnością nam nie zaszkodzą, a mogą wspomóc działanie innych kosmetyków lub same wpływać na cerę pozytywnie, więc - dlaczego nie? W tym przypadku nadmiar nie szkodzi! Uwaga na alkoholowe toniki - one szkodzą. Natomiast świetnie sprawdza się zielona herbata :)
  4. Serum. Działa silniej niż krem i dostarcza skórze dodatkowych składników. Jak już pisałam - Japonki lubią wyraźne efekty, my możemy stosować czasowe (np. tygodniowe) kuracje :)
  5. Nawilżanie. Odpowiednio nawilżona skóra to piękna skóra! Nie musi bronić się przed suchością, produkując sebum, jest odpowiednio napięta, a zmarszczki powstają później!


Co myślicie o takiej pielęgnacji? Może wydaje się ona skomplikowana, ale w rzeczywistości jest całkiem szybka, prosta, przyjemna i daje dobre efekty :) Zastanawiam się nad kontynuowaniem tematu - na przykład opisaniem moich metod oczyszczania. Byłybyście zainteresowane takimi wpisami?
Poza tym, ostatnio nie mogę się wygadać, a notatka jest wybitnie pogmatwana. Nie macie przypadkiem takiego wrażenia? :D


Przy tworzeniu posta posiłkowałam się tymi artykułami:
oraz wątkiem na wizażu i własnymi doświadczeniami :)

Odsyłam Was też do bloga Azjatycki Cukier. Jego autorka mieszka w Azji i zdecydowanie zna się na tamtejszych zwyczajach kosmetycznych (i kulturalnych). Opisuje szczegółowo tą metodę, która właściwie staje się metodą 7-10 kroków!