Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje genialne pomysły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje genialne pomysły. Pokaż wszystkie posty
4 czerwca 2014
Pięć ziółek w domowych maskach do włosów
Wiecie, że lubię kombinować. Wiedzcie, że zazwyczaj skłania mnie do tego nieposiadanie tego jedynego wymarzonego produktu, czasem również żyłka badacza i ciekawość. Tym razem wszystko się skumulowało. No i swoje trzy grosze dorzuciły kuszące blogerki. Przeczytajcie, co z tego wynikło.
31 marca 2014
Suplement diety jako wcierka lub serum?
Część z Was zapewne wie, że uwielbiam kombinować. Czasem z nudów, czasem z potrzeby serca, czasem z nadzieją na znalezienie pielęgnacyjnego cudu. No i po jakimś czasie zbiera się tyle ciekawostek, że warto je w końcu opisać.
Wszystko zaczęło się od tego, że spodobał mi się skład kapsułek jednego z chomikowanych przeze mnie suplementów diety. A że stosowany wewnętrznie szkodził skórze... A może się rozpuści. O, rozpuścił się! A może by tak jako wcierka, bo skład... O, chyba się nadaje! Staram się przypomnieć sobie resztę podobnych doświadczeń - tych własnego pomysłu i tych, które zainspirowane zostały internetową lekturą.
6 lutego 2013
Mgiełka zwalczająca suchość końcówek!
Chciałabym podzielić się z Wami największym z moich dotychczasowych odkryć. Pamiętacie Serum Olejowe Anwen? Wykonałam kiedyś swój spray według jej przepisu, jednak w innych proporcjach. Kompletnie nie sprawdził się w olejowaniu włosów (właściwie miał służyć jako podkład pod olej), jednak odkryłam dla niego zupełnie nowe zastosowanie, w którym nie ma sobie równych!
Serum do olejowania jako odżywka bez spłukiwania :)
Pewnego razu po myciu włosów załamywałam ręce, rozpaczając nad stanem moich niemiłosiernie suchych końcówek i wtedy wpadłam na pomysł: a jakby tak spryskać je tym czymś? W końcu lubią oleje (czasem wcieram w mokre 2-4 krople truskawki, są potem przyjemnie miękkie). To był strzał w dziesiątkę.
Uzyskane efekty...
...przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Końcówki zaraz po całkowitym wyschnięciu były odpowiednio dociążone, wyglądały na zdrowsze i nawilżone. Stały się też bardziej elastyczne. Poprawił się też ich ogólny stan. Oceniałam, że trzeba by ściąć około 10 centymetrów tych suchelców, obecnie muszę pozbyć się tylko 2 - 3 centymetrów z powodu rozdwojonych końcówek, reszta jest do odratowania, aktualnie w całkiem niezłym stanie. Prawdopodobnie przyczyniło się do tego też regularniejsze olejowanie i kilkukrotne nałożenie masek, ale wcześniej te zabiegi nie przynosiły aż takich zmian.
Jak ją wykonałam?
- Wypłukałam wodą resztki odżywki Awokado i Karite. Powstała gęsta ciecz z widocznymi bąbelkami powietrza. Przelałam ją (ok. 40-50ml) do butelki z atomizerem.
- Dodałam około 10-15 kropli oleju konopnego (lubią go moje włosy) oraz 3-4 krople oleju z pestek truskawek.
- Dodałam kroplę kwasu hialuronowego i kroplę gliceryny (nawilżacze, obecnie mogą puszyć).
Proporcje na tyle, na ile pamiętam - mieszałam ponad dwa tygodnie temu.
Nie testowałam też do tej pory innej odzywki w tej roli, ale w kolejce czeka Garnier Oleo Repair.
Oczywiście możemy użyć innej odżywki lub oleju - ja wybrałam to, co powinno być najlepsze dla moich włosów.
Oczywiście możemy użyć innej odżywki lub oleju - ja wybrałam to, co powinno być najlepsze dla moich włosów.
Jak stosuję?
Początkowo spryskiwałam podeschnięte, a właściwie prawie całkowicie suche końce, ostatnio wydobywałam resztki substancji z butelki na dłoń, rozcierałam i wsmarowywałam ją. Zaczynałam od 2 pryśnięć na całe włosy, potem nakładałam odrobinę więcej, ale do tej pory nie wiem, jaka ilość jest dla mnie optymalna.
Edit: Pierwszy komentarz skłonił mnie do przemyśleń. W sumie po spryskaniu wilgotnych końców też sprawdzała się dobrze, a wystarczało nałożyć mniej, więc prawdopodobnie jest to nawet lepsza alternatywa, niż spryskiwanie całkowicie suchych włosów (co zdarzyło mi się może raz) :)
Edit: Pierwszy komentarz skłonił mnie do przemyśleń. W sumie po spryskaniu wilgotnych końców też sprawdzała się dobrze, a wystarczało nałożyć mniej, więc prawdopodobnie jest to nawet lepsza alternatywa, niż spryskiwanie całkowicie suchych włosów (co zdarzyło mi się może raz) :)
Na zdjęciu nie widać już powietrza, substancja stała się znacznie rzadsza od czasu jej wykonania.
Co sądzicie o takim sposobie na końcówki? Zaciekawiła Was ta mgiełka? A może macie zamiar ją przetestować? Ja jestem bardzo ciekawa Waszych opinii!
PS: Zapomniałam wspomnieć - kombinowałam też z innymi metodami ujarzmiania końcówek. Chyba napiszę o nich osobny post.
21 stycznia 2013
Mój sposób na olejowanie skóry głowy.
Ostatnio jestem posądzana o nadmierne kombinatorstwo, w sprawie włosów szczególnie. Ale co z tego, jeżeli to sprawia mi przyjemność, a większość moich pomysłów okazuje się być trafiona? I mam czym dzielić się z Wami tutaj :)
Dzisiaj, po długiej nieobecności, chciałabym przedstawić Wam pewien pomysł, który testuję od jakiegoś czasu. Otóż, kiedyś, podczas nakładania kwasu HA i oleju na twarz pomyślałam, że skoro służy to cerze, to dlaczego takiego zestawu miałaby nie polubić skóra głowy? Zaczęłam kombinować.
Na początku dodawałam różnych półproduktów do olejku widocznego na zdjęciu, nie widziałam szałowych efektów, ale wydawało mi się (i ciągle wydaje), że te efekty mogą być "długofalowe".
Pierwotny zestaw wyglądał tak:
- 4-5 ml olejku łopianowego
- 1 kropla kwasu HA
- ewentualnie 1-2 krople gliceryny
- szczypta zielonej glinki
- ewentualnie kropla/kilka kropel innych olejów lub szczypta allantoiny
Wydaje mi się, że działał lepiej, niż sam olej, ponieważ dodatkowo nawilżał skórę. No i zielona glinka - działa oczyszczająco.
Zrezygnowałam na pewien czas z olejowania skóry, ponieważ posiadany aktualnie olejek z papryką odstawiłam, mimo wpływu na pojawianie się nowych babyhair. Wydaje mi się, że mnie podrażnia i powoduje szybsze przetłuszczanie.
Eksperymentowałam też z cynamonem - lubię go w peelingach i maseczkach do twarzy, jednak zrezygnowałam z tego samego powodu, dla którego zrezygnowałam z olejku paprykowego. Jego działanie powinno być podobne, ale uwaga: może silnie uczulać i podrażniać!
Zestaw idealny:
- 4 ml oleju konopnego
- szczypta zielonej glinki
- 2 krople gliceryny
- odrobina kwasu ha
- szczypta (malutka) allantoiny
Jakie efekty? Skóra była ukojona, nawilżona, następnego dnia wolniej się przetłuszczała! Muszę koniecznie powtórzyć takie olejowanie w najbliższym czasie.
Co sądzicie o takim olejowaniu? Spotkałyście się już z nim, same olejowałyście skórę lub włosy w podobny sposób? Macie skłonności do przesadnego kombinowania?
Znowu byłam na zakupach, co prawda niekosmetycznych, ale nabyłam część z wymarzonych produktów. Chyba się tym z Wami podzielę!
Również stan włosów uległ poprawie, szykuję post o aktualnej pielęgnacji, a podczas najbliższego goodhairday zrobię włosom zdjęcie i opublikuję wpis :)
16 listopada 2012
Jak myję włosy
Zastanawiałam się, czy w ogóle warto się dzielić moim sposobem na mycie włosów, ale pomyślałam, że może zainspiruję kogoś do eksperymentowania na własnej skórze.
![]() |
| 1. Żel lniany 2. Szampon 3. Odżywka |
Na zdjęciu widać (w trochę nieodpowiedniej kolejności) czego używam. A jak tego używam? Tak:
- W poręcznym pojemniczku mieszam szampon z wodą i kroplą lub dwiema olejku. Próbowałam używać rycynowego, ale jest dla mnie zbyt lepki. Zamieniłam go na olejek łopianowy Green Pharmacy. Wydaje mi się, że na pewien czas wzmocniło to moje włosy.
- Po dwukrotnym umyciu włosów nakładam odżywkę, zazwyczaj lekko zmodyfikowaną. Na zdjęciu z miodem i dwiema kroplami oleju, który "lubią" moje włosy (ze słodkich migdałów lub konopny).
- Czasem na skórę głowy nakładam żel lniany. Czemu tylko na skórę? Nawilża ją i łagodzi, natomiast plącze moje włosy i powoduje, że są matowe. Dziwne, prawda? Nie posiadam jeszcze żadnej wcierki, w najbliższym czasie mam zamiar wyprodukować własną.
Stosowałam tą metodę przez około 2 miesiące, jednak z niej zrezygnowałam. Moja skóra głowy zmieniła się, niestety na gorsze. Przetłuszcza się jeszcze bardziej niż kiedyś, łatwiej ją podrażnić, wypadają mi włosy. Poza tym nie mam czasu na tworzenie różnych mikstur przed każdym myciem, uznałam to za stratę czasu. Obecnie mam przygotowaną 3-dniową porcję odżywki z olejem w buteleczce po próbce, a włosy myję szamponem Alterry (wiem, że jest trochę mocny, ale sprawdza się całkiem nieźle). Pracuję też nad planem walki z wypadaniem włosów i przetłuszczaniem się skóry głowy. Niedługo podzielę się nim na blogu.
9 października 2012
Maseczkowy eksperyment
Postanowiłam
napisać coś "na czasie", a, że ostatnio wpadłam na genialny pomysł
wykorzystania ostatnich jesiennych leśnych owoców do stworzenia własnej
maseczki, mogę napisać właśnie o niej (i o tym, jak się potem ratowałam :D).
Mam w domu
kilka książek o wykorzystaniu ziół do celów medycznych i kosmetycznych
sięgnęłam po jedną z nich i szukałam inspiracji. Autorzy proponowali maseczkę z
jagód (borówki czarnej) w celu oczyszczenia twarzy, także z trądzikiem (mam
cerę lekko trądzikową, czasem tłustą, czasem normalną albo mieszaną, zależy, co
jej zrobię). Wiadomo, jagód już nie ma, ale są borówki (borówka brusznica), o
których również napisano, że są stosowane chyba przy cerze trądzikowej. Więc,
myślę sobie, co za różnica - czarne, czerwone - coś z tego będzie. Wybrałam się
do lasu, borówki przyniosłam.
Następnym
krokiem było wymyślenie reszty składników. Na szczęście pomyślałam o tym, że
borówki pewnie zawierają kwasy i mogą mnie lekko podrażnić/wysuszyć dodałam
więc do nich:
- żelu lnianego (nawilża)
- płatków owsianych (lekko podgotowanych z żelem)
- naparu z bzu czarnego (w celu rozrzedzenia, rozjaśnia, łagodzi)
- odrobinkę miodu (nawilża).
Borówki rozgniotłam i wymieszałam z resztą składników. Jak na maseczkę w moim wykonaniu pachniało całkiem, całkiem(a różne mikstury zdarzało mi się tworzyć), wyglądało też niczego sobie, tak naturalnie. Zadowolona nałożyłam wszystko na twarz i sięgnęłam po netbooka, w celu poprzeglądania nowości na blogach oczywiście. Leżałam sobie spokojnie około pół godziny, maseczkę zmyłam resztą naparu z bzu, cera gładka, niepodrażniona (ale chyba jestem gruboskórna), ogólnie nieźle. Byłam zadowolona, o wszystkim zapomniałam... do czasu.
Następnego
dnia rano zauważyłam zdecydowanie zbyt dużą, nawet jak na mnie, ilość
suchych skórek. Siedziałam, myślałam, wymyśliłam. Maseczka. Na szczęście
twarz potraktowana kremem nawilżającym wyglądała normalnie. Olejowałam ją też maceratem
nagietkowym i przecierałam moją wodą pietruszkową. Było coraz lepiej, ale jeszcze nie do
końca. Ale od czego mam swoją blond głowę. No tak! Maseczka z peelingiem! Użyłam maski Montagne Jeunesse, Chantelle, Avocado Oil & Walnut Exfoliating Masque (KWC). Maseczka ma bardzo dużo negatywnych opinii, mimo to uważam, że jest świetna. Ale moja skóra jest dość dziwna.
W końcu udało mi się opublikować ten post!
Pozdrawiam serdecznie :)
Puszysława
Subskrybuj:
Posty (Atom)









