Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blog. Pokaż wszystkie posty

8 listopada 2013

Rok w oczach włosomaniaczki

Posty z okazji rocznicy założenia bloga stały się już tradycją. A z tradycjami się nie polemizuje, tylko się ich przestrzega. Również i mojej stronie, już jakiś czas temu, stuknął roczek. Wygląda na to, że czas najwyższy na świętowanie. Może nie będę zanudzać Was statystykami, ani opowieściami o tym, co robiłam przez ten rok. Geneza bloga prawdopodobnie również nie byłaby zbyt ciekawa, ale przeczytajcie ten okazjonalny tekst, wydaje mi się, że powinien być odpowiedni {chociaż nie twierdzę, że ciekawy}.
 
 
Rok widziany oczyma prawie prostowłosej, wysokoporowatej włosomaniaczki

Wiosna: Czasem pada śnieg, czasem mży, czasem leje jak z cebra. Zimno, mokro i nawet widok budzącej się do życia przyrody nie rekompensuje świadomości wyglądu włosia na głowie. Bo pod wpływem wilgoci zaraz po wyjściu z domu włosy puszą się i wywijają, matowieją i przyklapują u nasady. Chyba trzeba zrezygnować z protein i humektantów i postawić na emolienty. No i noszenie czapki na głowie przyspiesza przetłuszczanie się skóry.
 
Lato: Piękna pogoda, słońce praży, żar leje się z nieba. Wysoka temperatura powoduje otwarcie się łusek, włosy puszą się i stają się matowe. A jeżeli postanowimy ochłodzić się nad wodą to jeszcze wywiną się i przyklapną u nasady. Najwyraźniej proteiny i humektanty są nieodpowiednimi składnikami na tą porę roku i trzeba postawić na emolienty. No i przez te upały skóra szybciej się przetłuszcza.
 
Jesień: Z drzew lecą złote liście, ale co to... znowu mgła?! Przecież zanim dojdę do pociągu, włosy spuszą się i zmatowieją, powywijają i przyklapną u nasady. Niby mogłabym założyć kaptur, ale wtedy szybciej się przetłuszczą. Może emolienty dadzą radę?
 
Zima: Kaloryfery grzeją na całego. Na dworze trzyma mróz, czyli w powietrzu wilgoci brak. Więc, do licha, jakim cudem zaraz po wejściu do budynku włosy stają się spuszone, przyklapnięte, powywijane i matowe? I nawet z emolienty mają gdzieś.
 
Mniej więcej tyle moje włosy robią sobie z wszelakich dobrych rad i teorii wyczytanych w Internecie i pieczołowicie wcielanych w życie przez cały rok. Co prawda są już bliższe niż dalsze ideału, to muszę im przyznać. Są takie, dopóki nie wyjdę z domu.
 
O mojej skórze może pisać nie będę, to jest temat na osobną książkę.
 
Ale teraz, po roku, przynajmniej wiem, o czym jest i będzie mój blog {szybko na to wpadłam, nie ma co}. Będę na nim dokumentowała moją drogę do ideału - do posiadania perfekcyjnych, długich i gęstych włosów i idealnej skóry - bez trądziku i pozostałości po nim. No i próby zachowania tego idealnego stanu przez jak najdłuższy czas. Podobno mamy dożyć setki, trzeba będzie jakoś się trzymać.
 
postscriptum: Za chwilę na blogowym facebooku będzie można zobaczyć jedyne zachowane zdjęcie, przedstawiające poprzedni wygląd bloga ;)
postscriptum2: Za nieco dłuższą chwilę, bo jak zawsze - problemy z facebookiem.

19 sierpnia 2013

A tak było w Częstochowie - relacja ze spotkania bloggerek

Na początek - ostrzeżenie: "Uwaga! Nie jestem dziś w stanie sklecić sensownego zdania. Czytasz to na własna odpowiedzialność."

Dziś zapraszam Was na krótki opis drugiego z trzech spotkań bloggerek, które miałam w planach. Tym razem postaram się jak najdokładniej oddać Wam to, co czułam. Myślicie, że mi się to uda?

Tylko cud uratował mnie od spóźnienia się na pociąg jadący do Częstochowy (normalna sprawa), ale zadowolona z siebie, uśmiechnięta i pełna pozytywnego nastawienia dotarłam na miejsce na około pół godziny przed czasem. Przywitałam się z dziewczynami, odwiedziłam toaletę (obowiązkowy punkt na liście miejsc do zwiedzenia w czasie każdej wycieczki*), ponownie przywitałam się z dziewczynami i przez jakiś czas nawet udawało mi się pokonywać moją aspołeczność. Ale po tym czasie stwierdziłam, że może kiedy będę siedzieć cicho na swoim miejscu to uda mi się zniknąć i organizatorka zapomni o moim głupim pomyśle. Dotyczył powiedzenia przez moją skromną osobę kilku słów na temat fotografii. W sumie może pomysł nie byłby tak głupi, gdyby jego realizacja nie przypadła na jeden z tych dni, w które nie mam ochoty i nie potrafię mówić. A ukryć niestety mi się nie udało.


Na początku schodziłyśmy się, siedziałyśmy, rozmawiałyśmy z ludźmi siedzącymi najbliżej. To jest bardzo ciekawa sytuacja i właściwie tak wygląda chyba każde spotkanie bloggerek. Nie znasz osoby, która siedzi obok i raczej nawet nie pamiętasz jej imienia, ale rozmawiacie jak dobre koleżanki. Jest naprawdę miło! Później każda z nas się przedstawiała. To akurat był świetny pomysł. Przynajmniej na jakiś czas zapamiętałam dziewczyny. No i przy okazji się pośmiałyśmy.



A później był zabieg na dłonie. Dezynfekcja, peeling, maska - wszystko kosmetykami firmy Orfilame. Ładnie pachniały. Nawet nie wiedziałam, że siedzenie z kremem i woreczkami na dłoniach może być aż tak frustrujące. Dostałyśmy też pierwszy prezent - od wcześniej wspomnianej firmy.


Później przyszedł czas na obiad, prezenty i znów gadanie i opowieści i porównywanie oraz fotografowanie kosmetyków, oczywiście. Nawet nie zauważyłam, kiedy minęły te (ponad) cztery godziny! Zebrałyśmy się, ja poszłam na dworzec i... nie miałam pociągu powrotnego. Przez godzinę zabijałam czas, kupując książki.


Oprócz mnie w spotkaniu wzięły udział Angel (ten szampon jest genialny! odwdzięczę Ci się przy okazji i oddam buteleczkę), Ania (miała ze sobą świetne, blogowe wizytówki!), Marta, Kalina, Ewelina, Kasia (nasza fotografka), Ewa, Pamela, Kasia, Gosia, Paulina i Gosia (nasza organizatorka). Miło mi było Was poznać!

Polecam odwiedzenie blogów dziewczyn, również w celu obejrzenia zdjęć ze spotkania. Ja nie mam ich zbyt wiele - gdzieś zniknęła moja kreatywność, wena twórcza i cała reszta. Nie widziałyście ich gdzieś?

I znów zarzucę Was offtopem. Bo post o kosmetykach będzie osobny. Okazuje się, że ktoś się spóźnił i znów będziemy miały okazję do spotkania się! Bo jakoś trzeba będzie te kosmetyki między sobą rozprowadzić.

* Byłyście kiedyś w toalecie na dworcu w Katowicach? Robi wrażenie :D

1 sierpnia 2013

To jest to, co bloggerki lubią najbardziej - prezenty ze spotkania

Nie ma wyjścia, o prezentach z bloggerskiego spotkania trzeba napisać. W końcu kosmetyki interesują nas wszystkich, a sponsorom też należy się od nas podziękowanie. W dodatku część z kosmetyków już przetestowałam i mogę Wam co nieco o nich napisać.


Chciałabym tylko zaznaczyć, że albo mój aparat przekłamuje kolory, albo ja nie potrafię go obsługiwać. W szczególności różowy. Tak więc kolory lakierów i błyszczyka wyglądają w rzeczywistości zupełnie inaczej niż na zdjęciach i jeżeli będziecie ich ciekawe, będę zmuszona pokierować Was na strony producentów.

Od strony marsylskie.pl każda z nas dostała pełnowymiarowe marsylskie mydełko (ja mam lawendowe) oraz miniaturkę o zapachu owocowym. Co prawda składowo są to zwyczajne mydła. No ale właśnie - zwyczajne mydła - prawie bez niepotrzebnej chemii. I pachną obłędnie. W szczególności to lawendowe. Bardzo miłym detalem jest torebka, w której mydełka otrzymałyśmy - brązowa, z papieru z recyklingu.

To mydełko u góry to właśnie miniaturka marsylskiego.

Te poniżej to mydełka Barwy. Dostałyśmy po trzy, ale jedno jest już używane. Jest bardzo twarde i wydaje mi się, że zawiera sporo gliceryny. Z tego powodu raczej nie będę używała go do twarzy, ale do reszty ciała (a w szczególności do dłoni) - jak znalazł. I dałabym głowę, że w dwóch z tych mydełek znajdują się malutkie, złote, błyszczące drobinki. Ładnie to wygląda.


Lakier do włosów i szampon Olssona. Jakkolwiek lakierów nie używam, tak szampon zaciekawił mnie od pierwszego spojrzenia. Delikatny! Po drugim spojrzeniu poczułam się zawiedziona - SLeS w składzie - skóra i tak będzie się buntowała. Natomiast od pierwszego użycia go pokochałam. Ma żelową konsystencję, bardzo łatwo dokładnie umyć skórę głowy, oczyszcza bardzo dokładnie, ale rzeczywiście jest dość delikatny. Skóra go lubi. Właściwie mogłabym go porównać do Alterry, tylko pieni się lepiej, jest łatwiejszy w obsłudze i bardziej wydajny. Ma bardzo nieporęczne opakowanie - za każdym razem wylewam go zbyt wiele.

Kremy do depilacji i krem po depilacji, mający spowalniać odrastanie włosków. Jeszcze nie używałam produktów Joanny, ale wiadomo - przydadzą się. Szkoda tylko, że są napakowane parafiną i silikonami. Zawierają bardzo wiele ekstraktów, które nie przyswoją się przez wcześniej wymienione składniki.

Na myśl nasuwa mi się powiedzonko: "darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby". Od Efektimy otrzymałyśmy trzy maseczki do twarzy oraz dwa zestawy peeling i maseczka - do dłoni i do stóp. Maseczki do twarzy od ręki podarowałam mamie - z powodu silikonów, których moja skóra nie toleruje. I nawet moja mama po zdjęciu maseczki peel off stwierdziła, że skóra sprawia wrażenie nasilikonowanej. Ale była gładka. Ja zużyłam peeling i maseczkę do rąk - w porządku, ale wolę łatwiej zmywalny peeling i zwykły krem - oraz peeling do stóp, na maskę nie miałam już ochoty. Zestaw do rąk ma najładniejszy skład. W sumie nie działa źle, moje dłonie są dzisiaj gładsze niż zazwyczaj.


Od strony Pachnąca Kraina każda z nas otrzymała pachnący balsam oraz kosmetyk-niespodziankę. Co ciekawe - wszystkie te produkty pięknie, orientalnie pachniały. Co prawda balsam (prawdopodobnie masło shea z dodatkami) przy pierwszym powąchaniu skojarzył mi się z pogrzebem (zawiera kadzidło), ale już po drugim go polubiłam. Mój kosmetyk-niespodzianka podobno jest kremem modelującym, ale raczej nie sprawdzi się w tej roli. Zawiera mnóstwo olejów (w tym niestety parafinę, po której moje włosy są sztywne i matowe), więc sprawdzi się raczej w roli serum lub odżywki bez spłukiwania. Używam go mimo sztywności i matowości - jak już mówiłam - ich kosmetyki ładnie pachną. W ofercie mają kosmetyki naturalne, z resztą podobnie jak marsylskie.pl.

Sklep do produktów dołączył specyficznie brzmiące ulotki, może zeskanuję je i wrzucę przy okazji któregoś Puszystego Pamiętnika. Chociaż właściwie rozumiem, skąd taki język liścików.


Od firmy Flormar otrzymałyśmy różne kosmetyki kolorowe, w zestawach po trzy. Moje wydają się być całkiem niezłej jakości. Nadmiar błyszczyku (w tym całe błyszczenie) trzeba co prawda odcisnąć na chusteczce, ale po tym zabiegu jakoś się trzyma. Korektor chyba też jest w porządku, ale nie mogę powiedzieć tego na sto procent - jest dla mnie zbyt ciemny, więc go nie testowałam. Lakier ma świetny, wściekłożółty kolor - uwielbiam.

Lakiery ze strony AllePaznokcie są całkiem niezłej jakości, biorąc pod uwagę ich ceny. Trzy są we wściekłych kolorach (w tym różowy - lekko piaskowy), jeden holograficzny i jeden zmienia kolor w zależności od temperatury - na ciepłych dłoniach będzie różowy, na letnich - różowo-fioletowy, na zimnych - fioletowy. Proste :D

Płyn micelarny Dermedic, na który wymieniłam się, oddając ich krem do cery tłustej. W sumie nie jest zły, ale boję się, że może moją wybredną cerę zapchać. Powiem Wam więcej po dłuższym testowaniu. Niedawno Kascysko zachwalała inny płyn micelarny tej firmy.

Olejki od Blisko Natury to pierwsza z dwóch rzeczy, z których otrzymania cieszę się najbardziej. Już martwiłam się ubytkiem oleju tamanu, którego używam do twarzy i szykowałam się do zamówienia na ZSK, a tu proszę - taka miła niespodzianka. Co więcej - sklep napisał do nas list, w którym wyjaśnia działanie olejków oraz proponuje stworzenie serum. List jest podpisany odręcznym, długopisowym uśmieszkiem. Miły akcent, trzeba przyznać, że się postarali, a i dobór olejków nieprzypadkowy - powinny odpowiadać każdej z nas.

Saszetka zapachowa od Cytrynowej. Świetny pomysł! Tak mi się spodobała, że zmajstrowałam już własną, a mam ochotę poobwieszać takimi całe mieszkanie.

Mój kawałek tortu od Iny i ciasteczko od Natajki. Moja mama nabrała się i spytała, czy to prawdziwe ciasteczko! Zawsze podobały mi się takie modelinowe drobiazgi - śliczności!

Mam nadzieję, że nie pomyliłam dziewczyn?




Druga z dwóch rzeczy, z których cieszę się najbardziej. Bransoletka jest prześliczna, porządnie wykonana i w dodatku w jednym z moich ulubionych kolorów. Czuję, że pasuje mi prawie do wszystkiego! A kupony zniżkowe By Dziubeka będą chyba jedynymi, które wykorzystam. Bardzo podoba mi się ich biżuteria. Swoją drogą - ciekawe, skąd ta nazwa?

Z dołu przepraszam Was za wszystkie ewentualne błędy. Zwróćcie mi proszę uwagę, jeżeli jakieś dojrzycie. Przepraszam też za mało kreatywną formę przedstawienia upominków, ale cierpię na totalny brak weny twórczej i chyba nawet wiem, dlaczego. Co u Was? Właśnie! Lubicie upały, czy wolicie, gdy jest chłodno?

29 lipca 2013

Na spotkaniu Śląskich Bloggerek Urodowokosmetycznych

Wiecie co? Ten upał całkowicie odbiera mi kreatywność, dobre chęci oraz siłę do tego stopnia, że kiwnięcie palcem wymaga chwili namysłu, która może zaowocować stwierdzeniem, że jednak nie warto. Bo w końcu ruszając się dodatkowo rozgrzewamy organizm. Ale ostatnio tak się rozleniwiłam, że zbyt rzadko piszę! A mam już kilka pomysłów na nowe wpisy, które czekają i "stygną", a i relację ze spotkania bloggerek wypadałoby zamieścić. Spotkanie! Właśnie.

Przed spotkaniem nieco się denerwowałam, właściwie nie wiem, dlaczego. No i swoim zwyczajem malowałam paznokcie na dziesięć minut przed wyjściem. A pięć minut później - skończyłam gotować obiad. To taka drętwa, wstępna dygresyjka.


Na początku nie mogłam się odnaleźć. Myślę, że podobnie czuły się dziewczyny po mojej stronie stołu. My siedziałyśmy cicho, a reszta gadała jak najęta! Na szczęście wkrótce sytuacja się zmieniła.

 Jedną z pierwszych rzeczy, które rzuciły mi się w oczy było to, jak otoczenie pasuje do Angel. No dobrze, zobaczyłam to dopiero po zrobieniu zdjęcia.


Właściwie każda z dziewczyn przypominała mi kogoś z moich znajomych. Domyślam się, jak upierdliwe było moje: "naprawdę, przypominasz mi moją sąsiadkę!" lub "Dominika, wyglądasz zupełnie jak Małgosia Rozenek!". To była pierwsza sytuacja, w której pamiętałam nazwisko tej Pani. Przy okazji - na tym zdjęciu Dominika demonstruje na Kasi metodę zaplatania loków na chuście. Fryzura, jaka przy tym powstaje, wygląda naprawdę gustownie. Szkoda tylko, że potrzebna jest chusta.


Przeglądają zdjęcia zauważyłam, jak fotogeniczna jest Gosia. Wyglądała pięknie na każdym zdjęciu, które jej zrobiłam. Nawet na tych rozmazanych.


Za jakiś czas zostały nam rozdane kosmetyki marki Olsson. Każda z nas dostała szampon oraz krem do stylizacji lub lakier do włosów.

Tutaj na zbliżeniu. Wydaje mi się, że jest to szwedzka marka, aczkolwiek nie mam pewności. Ale na pewno skandynawska.

Dostałyśmy też jedno pudełko GlossyBox, które zostało wylosowane przez jedną z nas.

Wysłuchałyśmy wykładu Angel o składnikach kosmetyków. Wiedziałam, że parafina z tych niedobrych, ale nie sądziłam, że jest aż tak zła.

Marta zabrała ze sobą swojego chłopaka wraz ze sprzętem fotograficznym i udostępniła nam zdjęcia! Niestety wszystkie, które tu widzicie, są moje :P Nie miałam cierpliwości do pobierania dodatkowych.


Wiedziałam, że nie zapamiętam niczyjego imienia. Te, które wymieniłam wyżej, podpatrzyłam na Marty blogu. Wiecie, że to jest podobno jakaś choroba psychiczna? A o prezentach napiszę Wam w osobnym poście. Nie zdążyłam ich jeszcze sfotografować i nawet wstępnie przetestować.

Szkoda, że bransoletka jest zbyt ciasna na Puszysławę. Mam wrażenie, że przypadła jej do gustu.

Byłyście kiedykolwiek na spotkaniu bloggerek? Wybieracie się? A może nie prowadzicie bloga? Lubicie czytać wpisy o spotkaniach? Jesteście ciekawe, co dostałyśmy? Ach, zapomniałam dodać. Było świetnie! Żałuję tylko, że musiałam wyjść wcześnie i prawie z nikim nie zdążyłam porozmawiać. Mam nadzieję, że będzie mi dane to naprawić.

25 czerwca 2013

Fanpage!

W końcu się na to zdecydowałam! Miałam straszne obawy przed założeniem blogowej strony na Facebooku. Głównie dlatego, że bałam się, że pojawi się ona na moim "normalnym" profilu, a niewielu osobom mówiłam o blogu i wolałabym, żeby tak pozostało. Chociaż z drugiej strony mogłaby to być świetna reklama. Nieważne.

Mam pewien problem. Otóż, gdy wklejam link do posta, nie pojawia się jego treść, a treść pierwszego komentarza. Czy któraś z Was również coś takiego zauważyła?

Oczywiście zachęcam wszystkich (poza moimi znajomymi, którzy o blogu wiedzą) do kliknięcia w "Lubię to!" we wtyczce społecznościowej znajdującej się po lewej stronie.

12 czerwca 2013

Całkiem nowy wygląd i mały konkurs dla Was

W końcu! W końcu udało mi się dopracować nowy wygląd. Nawet nie sądziłam, że grzebanie w HTMLu i rysowanie w GIMPie może być tak frustrujące i czasochłonne. Nie pisałam przez cały tydzień! Ale najważniejsze, że jestem (względnie) zadowolona z efektów. A co Wy sądzicie o nowym wyglądzie?
 
Tak trochę z okazji liczby obserwatorów zbliżającej się do setki, trochę z radości z zakończenia prac nad szablonem i trochę dlatego, że ta maska po prostu wpadła mi w ręce w sklepie - mam dla Was mały konkurs. Nagroda dość skromna jak na blogowe rozdanie, a pytanie konkursowe dość wredne ale mam nadzieję, że Was to nie zniechęci.
 
 
 
Wzór zgłoszenia:
 
Odpowiedź na pytanie: Jakie hasło umieściłabyś/umieściłbyś w nagłówku tego bloga? Na przykład: Natura, włosy i skóra!
Adres email zgłaszającego: Na przykład: puszyslawa@gmail.com
 
Nie wymagam obserwowania bloga. Uważam, że osoby, którym spodoba się moje gadanie i tak będą mnie odwiedzać (lub już odwiedzają) - dobrowolni obserwatorzy cieszą najbardziej! Jeżeli ktoś ma ochotę na umieszczenie podlinkowanego bannera rozdania (poniżej) będzie mi bardzo miło ;) Konkurs trwa do 26 czerwca.


 


Regulamin

Informacje ogólne:
  1. Organizatorką konkursu jest autorka bloga puszyslawa.blogspot.com.
  2. Nagroda - maska firmy BingoSpa - jest sponsorowana przez Organizatorkę.
  3. W konkursie mogą brać udział osoby pełnoletnie oraz niepełnoletnie za zgodą rodzica lub opiekuna prawnego.
  4. Konkurs nie jest grą losową, nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
  5. Zgłoszenie do konkursu oznacza zrozumienie i akceptację wszystkich jego warunków oraz zobowiązanie się do ich przestrzegania.
  6. Wszelkie nieopisane w regulaminie kwestie i nieprzewidziane problemy będą rozstrzygane przez Organizatorkę.
  7. Konkurs trwa dwa tygodnie - od dziś - środy 12 czerwca 2013 roku do środy 26 czerwca 2013 do godziny 23.59, zgłoszenia dodane po tej godzinie nie będą brane pod uwagę przy wyłanianiu zwycięzcy.
  8. Wzięcie udziału w konkursie oznacza zgodę na przetwarzanie danych osobowych uczestnika zgodnie z Ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz.U.Nr 133 pozycja 883).

Przebieg i sposób zgłoszenia:
  1. Aby wziąć udział w konkursie należy w komentarzu pod tym wpisem odpowiedzieć na pytanie konkursowe (Jakie hasło umieściłabyś/umieściłbyś w nagłówku tego bloga?) oraz podać swój adres email.
  2. Każdy uczestnik może zgłosić się do konkursu tylko raz.

Wyłonienie zwycięzcy i wysyłka nagrody:
  1. Zwycięzcą zostanie osoba, której odpowiedź na pytanie konkursowe Organizatorka uzna za najciekawszą.
  2. Zwycięzca zostanie poinformowany o wygranej drogą mejlową, a jego nick i komentarz zostaną opublikowane na blogu w ciągu 7 dni od dnia zakończenia konkursu (jeżeli nie wystąpią nieprzewidziane komplikacje typu brak Internetu w mieszkaniu Organizatorki).
  3. Nagroda zostanie wysłana Pocztą Polską w ciągu 7 dni od odebrania zwrotnej wiadomości mejlowej od Zwycięzcy (chyba, że Organizatorka uzgodni ze Zwycięzcą inny termin wysyłki).
  4. Wysyłka nagrody tylko na terenie Polski.



 
Zapraszam do wzięcia udziału ;)

20 maja 2013

Podsumowanie akcji "Piję na zdrowie!"

Już najwyższy czas na ten post! Powinien pojawić się trzy dni temu. Mam nadzieję, że mi wybaczycie?

Jest mi bardzo miło, że wymyślona przeze mnie akcja cieszyła się tak dużym zainteresowaniem. Jestem też bardzo pozytywnie zaskoczona wysokim poziomem naszej wodnej świadomości. Ale teraz tak dużo mówi się o tym, jak ważne jest picie wody, że właściwie wiedza na temat wartości i ważności picia wody powinna być czymś normalnym.
 
 
 
 
Dziewczyny, które się do mnie przyłączyły:
 
Marcepanka - Marcepanka
Eveline - Donna la Vita
Kamila Ziel - Capellli Belli
Lady Snow - Good Morning Beauty
Bloodangel - bloodangel22
Magdalena B - Magicwordcherry
Kitty Spice - Kittyspice 
Gleida - Gleidowisko


Co zawdzięczam akcji? Uzależniłam się od wody. W ciągu tych dwóch miesięcy wyrobiłam sobie nawyk noszenia wody lub soku przy sobie i picia co jakiś czas. Nawet teraz butelka stoi obok mnie. Nie potrafię obiektywnie stwierdzić, co dało mi już picie wody, bo zarówno na stan skóry jak i stan organizmu wpływa bardzo wiele czynników. Nie zaobserwowałam zwiększonego nawilżenia skóry twarzy, ale na reszcie ciała ma się lepiej. Chociaż to może być skutek wyższej temperatury otoczenia. Mam wrażenie, że mój układ trawienny nieco lepiej pracuje. Nie jestem również w stanie ocenić, czy woda z cytryną wpływa na oczyszczanie organizmu. Ale mam nadzieję, że tak. Widzę minimalne zmniejszenie mojego minimalnego wodnego cellulitu. I wydaje mi się, że minimalnie schudłam. Ale staram się jeść mniej słodyczy. I również z powodu stresu jem mniej. Chyba, że to wszystko to efekt placebo? Z pewnością woda oraz witaminy i minerały zawarte w sokach i innych napojach wpłyną korzystnie na kondycję naszego organizmu w dłuższej - kilku, kilkunastoletniej - perspektywie.




Nie przeprowadzam dla Was żadnej ankiety, ale - Drogie Uczestniczki - napiszcie w komentarzach, jakie są Wasze odczucia. Czy pijecie regularnie, czy trawicie lepiej, a może zaobserwowałyście słynny "wyższy poziom nawilżenia skóry"? Może zauważyłyście zmianę wagi lub zmniejszony apetyt? Chciałabym, żeby każdy, kto zechce, mógł przeczytać Waszą osobistą wypowiedź.


No to tak: specjalne podziękowania dla Weroniki, która przypomniała mi o zakończeniu akcji (pamiętałam jeszcze dzień przed!) oraz podsunęła pomysły na pytania, które mogłabym Wam zadać.


Już zimą wymyśliłam inną, bardziej aktywną i czynną akcję, mającą na celu zadbanie o skórę od zewnątrz z wykorzystaniem wiosennych i letnich dobroci. Niedługo powiem Wam więcej! Będę też chciała uruchomić Waszą wyobraźnię. Lubicie akcje blogowe? Chętnie czytacie takie wpisy i czy chętnie bierzecie w nich udział?



PS: Proszę Was, zwracajcie mi uwagę na wszystkie zauważone błędy ortograficzne i nieortograficzne. Już wiem, że na stare lata zostałam dyslektykiem, ale jeszcze się z tym nie pogodziłam.
 
PS1: Naprawdę przeszkadza Wam f w wyrazie "cfaniakuj" bądź "cfaniaku"?
 
PS2: Jak jest z moim językiem, rozumiecie bez problemu to, co piszę, czy może powinnam zwracać większą uwagę na słownictwo i składnię?
 
PS3: Dla zainteresowanych: odrobinę zmieniłam sposób olejowania twarzy. Na lekko przeschnięty tonik nakładam żel Curiosin (odpowiednik żelu hialuronowego), wsmarowuję, a następnie wmasowuję 3 krople Dermogalu (czyli oleju wiesiołkowego). Wcześniej nakładałam wcześniej zmieszany olej z żelem na bardzo mokrą skórę - sprawdza się w przypadku cięższego oleju.



Dziewczyny, zapraszam Was do obejrzenia najnowszych zdjęć Fundacji Kot na Facebooku [KLIK]. Są świetne!

 

20 kwietnia 2013

Moje ulubione blogi


Już dawno chciałam podzielić się w Wami listą moich ulubionych blogów. A teraz mam dodatkową motywację. Zostałam wyróżniona za pasję, kreatywność, cierpliwość i wiele innych (a przede wszystkim za wygląd bloga - naprawdę Wam się podoba?) przez AsięB. Jest mi bardzo, bardzo miło :) 

Zapraszam Was do lektury skrótowych opisów moich ukochanych blogów, które jednak zupełnie nie oddają tego, co można na nich zobaczyć i czego się dowiedzieć. Po to trzeba te wszystkie blogi odwiedzić!



 
Jedna z najbardziej znanych polskich bloggerek modowych. Uwielbiam jej styl - podobają mi się właściwie wszystkie prezentowane przez nią ubrania i stylizacje. Bardzo podoba mi się też minimalistyczny wygląd bloga (aktualnie najmodniejszy :D), w który idealnie wkomponowują się piękne zdjęcia.
 
 
 
Na bloga Minh Nguyen trafiłam zupełnym przypadkiem, ale bardzo się z tego cieszę! Pochodząca z Wietnamu dziewczyna prezentuje idealnie skomponowane zestawy ubrań oraz pięknie pomalowane (o ile w tym przypadku można użyć słowa "pomalowane") paznokcie. Warto odwiedzić blog choćby po to, żeby zobaczyć najlepsze i najbardziej profesjonalne zdjęcia w blogosferze ;)
 
 
 
Blog dwójki fotografów Freshminhtea. Ich zdjęcia przedstawiają ludzi spotkanych na ulicach holenderskich miast.
 
 
 
To nie blog, a strona fotografa, ale zdecydowanie warto ją odwiedzić. Tylko pamiętajcie, żeby na stronie głównej wybrać opcję 'photographist', no chyba, że jesteście zainteresowane jego drugą profesją.
 
 
 
Mam wrażenie, że o Blondhaircare nie muszę się zbytnio rozpisywać - wszystkie wiemy, kim jest. Wspominam o niej, ponieważ prowadzi zdecydowanie mój ulubiony włosowy blog.
 
 
 
Urodowe i kosmetyczne specjalistki. Chyba wszystko, co wiem na temat odpowiedniej pielęgnacji skóry i zwalczania trądziku znalazłam na ich blogach. Oczywiście piszą też o włosach :)
 
 
 
Dziewczyny z ŁZS. Na ich blogach szukam sposobów na opanowanie mojej wyjątkowo kapryśnej i skłonnej do przetłuszczania się skóry głowy.
 
 
 
Poza Blondhaircare to moje ulubione włosowe blogi. Przemiana włosów Caravely robi wrażenie i motywuje mnie do dbania o swoje (przed włosomaniactwem były tylko odrobinę krótsze i jaśniejsze niż jej). Natomiast Oczuchmurność ma bardzo podobne do moich w zachowaniu, mimo, że niskoporowate włosy.
 
 
 
Świetnie prowadzony i równie świetnie wyglądający blog o pielęgnacji skóry i włosów oraz o kosmetykach. Trafiłam na niego dzięki wizażowemu wątkowi o pielęgnacji włosów, w którym (a może na którym?) możemy autorkę Słodkiego Miodu spotkać.
 
 
 
Jej bloga chyba również nie muszę Wam przedstawiać. Niezależnie od poruszanego tematu na jej blogu zawsze znajduję coś interesującego.


To wymienianie ulubionych blogów chyba ma być czymś w rodzaju tagu. Oczywiście "wyróżnienie" nie zobowiązuje do wymieniania swoich ulubionych blogów, ale ja zawsze chętnie czytam takie posty - zawsze znajduję w nich adresy ciekawych stron, których nigdy wcześniej nie odwiedziłam.

Wszystkie obserwowane przeze mnie blogi możecie znaleźć na moim profilu Bloglovin', ale nie ma ich tam zbyt wiele ponad te, które wymieniłam, ale wszystkie należą do tych "ulubionych" :)

Znacie wymienione przeze mnie blogi? Na jakie wchodzicie najczęściej?