Nie wiem, czy wiecie, ale jestem fanką wszelkiego rodzaju peelingów. Niestety, moja skórka na nosie nie chce żegnać się ze mną w trakcie zabiegu, a dopiero dzień później. Czasem pomagała mi wykonana zaraz po peelingu maseczka, ale też nie zawsze. Na szczęście wpadłam ostatnio (jak to ja) na pewien genialny pomysł.
Do cukru dodaję Cetaphilu (innymi słowy - kremu do twarzy, którego nie lubię). W tej roli sprawdza się świetnie i zapewne w ten sposób zużyję całą butelkę. Skóra po zabiegu jest wygładzona i jednocześnie nawilżona, a efekt jest lepszy niż po peelingu z zieloną herbatą czy z oliwą z oliwek i miodem. I następnego dnia nie zrzucam skóry, pozbywam się jej całej skutecznie podczas masażu :)
A co Wy sądzicie o peelingach? Wykonujecie je regularnie? Wolicie mechaniczne czy może enzymatyczne?
Już któryś raz piszę post jedząc śniadanie, pijąc herbatę i oglądając Dzień Dobry TVN. Całkiem przyjemny weekendowy poranek, coś czuję, że wejdzie mi to w nawyk :)




