Pokazywanie postów oznaczonych etykietą półprodukty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą półprodukty. Pokaż wszystkie posty

23 lipca 2014

A jakby tak płukanka do twarzy? [o tym, jak i po co aplikuję witaminę C]


O co chodzi, skąd taki pomysł? Przypadek, jak zawsze. Matką genialnych wynalazków.

15 lipca 2014

Moje pierwsze półproduktowe zamówienie (Zrób Sobie Krem)


Planowałam zamówić drobiazgi do toniku, czy tam olejek do twarzy - już nie pamiętam. W parę tygodni później finalizowałam kompletne, półproduktowe zamówienie, pozwalające mi stworzyć tonik, serum, krem i żel do mycia twarzy oraz dowolnie modyfikować produkty do włosów. I... No biorąc pod uwagę mnogość możliwości, jakie zamówione półprodukty mi dają - nie zapłaciłam aż tak straszliwie dużo.

Powiem tak. Wydaje mi się, że osoba początkująca nie tyle nie ma powodu, co wręcz nie powinna zamawiać niczego więcej ; ) 

20 czerwca 2014

Płukanka z l-cysteiną naprawdę działa cuda


Wiecie w ogóle, czym jest l-cysteina? To aminokwas. Mały element budujący białka. Od większości aminokwasów odróżnia ją to, że zawiera siarkę. I siarką niemiłosiernie śmierdzi. Mocno i długo. Ale... jak działa!

30 lipca 2013

Samorobiona, nawszystkodziałająca maseczka do twarzy inspirowana maską Best

Jakiś czas temu skończyła mi się moja ulubiona maseczka do twarzy, a skóra zdecydowanie wymagała namaseczkowania. Tak więc zostałam zmuszona do improwizacji, a efekt moich działań przeszedł moje najśmielsze oczekiwania!



Inspirując się składem maseczki Best postanowiłam zrobić swoją wersję na bazie glinki i dodać część z oryginalnych składników, które akurat miałam pod ręką, przy okazji dodając coś od siebie. Ostateczny skład maseczki prezentował się tak:
  • 2 łyżeczki zielonej glinki
  • 0,5 łyżeczki ekstraktu z soku młodej pszenicy (zielony proszek)
  • odrobina allantoiny
  • kilka kropel oleju tamanu
  • duża kropla hialuronianu cynku
  • woda demineralizowana, hydrolaty szałwiowy i oczarowy
Same cudowne składniki.

Głównym założeniem przy tworzeniu maseczki było działanie antytrądzikowe - stąd gojący ranki olej tamanu, antybakteryjny hialuronian cynku, hydrolaty. Poza tym maseczka miała oczyszczać oraz nie powodować wysuszenia skóry. Osiągnięcie tych celów wystarczyłoby mi do pełnego usatysfakcjonowania.

Ale okazało się, że oprócz tego, co wymieniłam powyżej, maseczka genialnie koi skórę, wyrównuje koloryt, łagodzi, wygładza, nawilża i sama nie wiem, co robi jeszcze. Mogłaby zrobić kawę na przykład. Myślę, że za to działanie odpowiada głównie ekstrakt z soku pszenicy. Dzięki niemu maseczka ma konsystencję odrobinę przypominającą mus, zachowuje się inaczej, niż czysta glinka. Jestem nią zachwycona!

Dziś w ramach eksperymentów mam zamiar wykonać maseczkę z zielonej glinki, spiruliny, oleju oraz wywaru z kory wierzby. Wczoraj, zupełnie przypadkowo dowiedziałam się, na jakiej substancji opiera się jej działanie i prawdopodobnie wkrótce znów o niej napiszę.

Robicie sobie same maseczki? Wykorzystujecie produkty kuchenne, czy chomikujecie w szafkach i lodówkach półprodukty? Miałyście kiedyś do czynienia z roślinnymi lub owocowymi ekstraktami z ZSK lub podobnej strony?