Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dary natury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dary natury. Pokaż wszystkie posty

18 kwietnia 2014

Pięć ziółek dobrych dla każdej cery | charakterystyki i przepisy

Pięć popularnych, ogólnodostępnych i - jak znam życie - niedocenianych ziółek oraz pomysły na ich wykorzystanie. Dziś wybrałam te najbardziej uniwersalne, do wykorzystania w pielęgnacji twarzy.


Zauważyłam, że mam tak co roku, gdy nadchodzi wiosna. Zaczynam interesować się ziołami. Wyciągam swoje książki i kombinuję. W tym roku zrealizowałam zaledwie jeden ze swoich licznych pomysłów, ale większość roślin nawet nie zdążyła się rozwinąć, a do końca sezonu mam mnóstwo czasu. Poza tym kto mówi, że nie można kupić już ususzonych ziół w torebkach, hm?

13 grudnia 2013

A ja myję twarz herbatą {Piątek dniem dla twarzy}

Dziś zaprezentuję Wam, jaki potencjał kryje się we wspomnianym przeze mnie ostatnio domowym toniku. Na jeden ze sposobów jego wykorzystania wpadłam dzięki lekturze niezastąpionego bloga Azjatyckiego Cukru, a po zaobserwowaniu niezwykle pozytywnych efektów - popuściłam wodze wyobraźni. Teraz dzielę się moimi pomysłami z Wami. Hmm, jak można wykorzystać szklankę świeżozaparzonej i zakwaszonej zielonej herbaty?



Jak parzyć?

Tylko przypominam - zielonej herbaty nie zalewamy wrzątkiem! Ja zaparzam ją wodą o temperaturze około 70 stopni Celsjusza. Gorąca, ale nie bardzo gorąca. Nie może to być herbata aromatyzowana, ale nic nie stoi na przeszkodzie wykorzystaniu innej herbaty, choć ważna jest jej jakość. Ja używam liściastej, sypanej. Dzięki odpowiedniemu pH jej działanie jest jeszcze lepsze {patrz: poprzedni post}.

15 października 2013

Kurkuma sposobem na piękną cerę?

Mam lekkie wyrzuty sumienia, pisząc ten post. W pewien sposób jest on kolejnym wpisem "podkradzionym" Azjatyckiemu Cukrowi {chociaż obecnie chyba powinnam użyć słowa "zainspirowany"}. Uwielbiam jej blog, zawsze znajduję na nim nowe, ciekawe informacje i serdecznie zapraszam do jego lektury.
 
Wiele razy czytałam i słyszałam o kurkumie i jej zbawiennym wpływie na skórę. Długo szukałam jej w sklepach i kiedy w końcu mi się to udało, bezzwłocznie nałożyłam maseczkę na skórę. Rozmieszałam ziołowy proszek z wodą i nałożyłam na twarz jak zwykłą glinkę. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po spłukaniu resztek maseczki z dłoni, skóra pozostała żółta. Rzuciłam się do kranu i zaczęłam spłukiwać pachnącą orientalnym kurczakiem papkę z twarzy. Moja skóra miała kanarkowożółty kolor. Nie wytrzymałam, wybuchłam śmiechem. Po dwukrotnym wyszorowaniu skóry oliwą z oliwek i mydłem Aleppo pozbyłam się większości żółtego koloru, umyłam twarz jeszcze wieczorem tego samego dnia i rankiem następnego - wszystko wróciło do normy.


Jak zrobić maseczkę poprawnie?
 
Zauważyłam, że działanie kurkumy jest widoczne nawet wtedy, kiedy użyjemy jej w niewielkiej ilości. Tak więc nie powinna stanowić bazy maseczki, a jedynie dodatek do niej. Bazą może być jogurt naturalny lub maślanka, ale także... płatki owsiane. Zauważyłam, że przy użyciu płatków maseczka działa najlepiej i zmywa się najłatwiej. Zagotowuję około trzech czubatych łyżek w wodzie, lekko ostudzam, w razie zbyt dużej gęstości dodaję odrobinę przegotowanej wody, mieszam, dodaję pół płaskiej łyżeczki kurkumy, mieszam i gotowe. Czasem dodaję także pół łyżeczki ekstraktu z młodej pszenicy{ZSK}. Maseczka ma wtedy kolor wiosennej zieleni i działa jeszcze lepiej.
 
Uwaga: Nie róbcie tej maseczki przed wyjściem! Zawsze istnieje ryzyko chwilowego zabarwienia, a także podrażnienia skóry!
 
Po co to wszystko, czyli działanie kurkumy
 
Kurkuma rozjaśnia skórę i wygładza ją, działa przeciwtrądzikowo, prawdopodobnie również antyseptycznie i ogólnie poprawia jej stan. No i co najważniejsze - działanie nie jest tylko teoretycznie, efekty jej stosowania naprawdę widać.

7 października 2013

DIY Sheet mask? Ziołowe i nieziołowe kompresy na twarz

Nawiązując do akcji blogowej {październik miesiącem maseczek} postanowiłam napisać Wam co nieco o pewnym mniej popularnym sposobie maseczkowania się. No bo przyznajcie - kto poza czytelniczkami Azjatyckiego Cukru wie, co to są sheet maski?

Ogólnie chodzi o to, żeby dobroczynna substancja o płynnej konsystencji jak najdłużej działała na skórę. No bo taki tonik czy hydrolat - przecieramy skórę, szybko się wchłania lub wysycha, po wszystkim. I być może w ten sposób uniemożliwiamy kosmetykowi ukazanie pełni jego możliwości.



A więc - jak nałożyć na twarz maseczkę w płynie? Na rynku dostępne są pastylki, które po nasączeniu płynem przybierają kształt maski i są gotowe do nałożenia na skórę. Ale zazwyczaj są dość drogie. Ja zastąpiłam je zwykłymi wacikami kosmetycznymi. Każdy rozdzielam na dwa {w poprzek}, zamaczam w wybranym płynie i dokładnie obkładam twarz. Nadają się też chusteczki higieniczne {możemy nawet wyciąć z nich maseczki}, ale według mnie działają słabiej, gorzej przylegają do skóry i szybciej wysychają.

Co możemy wykorzystać w roli maseczki? Tonik o dobrym składzie {bez alkoholu, koniecznie!}, hydrolat, wodę termalną, napar lub odwar z ziół {uwaga na zioła takie jak kora wierzby - zbyt długotrwały kontakt ze skórą może skutkować nawet poparzeniem} albo... woda pietruszkowa! To moja ulubiona wersja. Zawiera witaminę C, ładnie rozświetla i koi skórę, ujędrnia i odmładza. I ogólnie działa dobrze na wszystko. Maseczki możemy też dowolnie wzbogacać półproduktami.

Korzystałyście kiedyś z gotowych maseczek w płachcie? Są dostępne w naszych sklepach, a ich ceny zaczynają się od około sześciu złotych. A może same robiłyście swojej skórze takie okłady?

25 września 2013

Skarby, które czekają na odkrycie w naszych kuchniach + recenzja Isany Oil Care

Dziś idę na totalną łatwiznę. Ale proszę - bez żadnego linczu! Naprawdę napracowałam się, pisząc kiedyś ten artykuł, a nie wiem nawet, czy ktoś go przeczytał. Tak więc zapraszam Was - czytelniczki mojego bloga do przeczytania mojego artykułu opublikowanego jakiś czas temu na stronie female.pl


Napisałam o oliwie z oliwek, kawie, siemieniu lnianym i ogólnie o domowych maseczkach. Znajdziecie w nim moje ulubione, sprawdzone, domowe metody pielęgnacji. I to z wykorzystaniem produktów, które chyba każda z nas ma w swojej kuchni.

Drobna uwaga: W przypadku demakijażu spokojnie można pominąć olej rycynowy. Sama oliwa z oliwek sprawdza się świetnie. Zawsze masuję nią skórę, następnie dwukrotnie zmywam żelem do twarzy z SLeS, ta metoda jest dla mnie idealna i żaden inny olej nie działa tak dobrze.

Poza tym wciąż przygotowuję nowe zakładki, w których zbieram najciekawsze wpisy, jakie do tej pory opublikowałam. Znajdzie się tam również kilka zupełnie nowych uwag, które w zasadzie byłyby niezłymi tematami na nowe posty. Nie, żeby brakowało mi pomysłów, skądże! Lekko licząc, na opisanie czeka już około czterdziestu tematów. No i lekko zmodyfikowałam nagłówek. Widzicie różnicę? Chyba zaprowadzam jesienne porządki.


A jeżeli wciąż Wam mnie brakuje i chętnie przeczytałybyście coś jeszcze, to zapraszam do mojej włosowej siostry Blondregeneracji, która dziś opublikowała recenzję Isany Oil Care mojego autorstwa. Kochana, nawet zdjęcia nie mogłam Ci podkraść, bo nieodpowiedni rozmiar miało :D Naprawdę nie rozumiem, jak Wy możecie czytać to, co piszę. Ja nie dałam rady przebrnąć przez ten opis odżywki.

A to sobie pogadałam o niczym! Jak ja lubię takie wpisy. Chyba pora na założenie kolejnego bloga. Co Wy na to?

2 września 2013

Domowa maseczka przed wielkim wyjściem

Nie mam pojęcia, który to już post traktujący o płatkach owsianych. Piszę o nich praktyczne zawsze wtedy, kiedy sobie o nich przypominam i do nich wracam. Ale za każdym razem znajduje się ktoś, kto maseczki owsianej nie próbował, więc to to pisanie chyba ma jakiś sens.

Dzisiaj skupię się na składnikach, które pomogą nam uzyskać efekt gładkiej, napiętej skóry. Właśnie taką chciałybyśmy mieć, szczególnie wtedy, gdy gdzieś wychodzimy. Ale i na co dzień. A mojej twarzy nic nie nawilża tak genialnie, jak właśnie płatki owsiane. "Śluz", który wytwarzają przy gotowaniu potrafi wygładzić nawet moje osiemnastoipółletnie zmarszczki pod oczami.

Płatki zawsze gotuję, najbardziej lubię właśnie ten wydzielany przez nie śluz. Tym razem dodałam do nich ampułkę Biostyminy. Świetnie sprawdziłyby się również inne nawilżające produkty oraz substancje zawierające witaminę C lub B3, All-in-one z ZSK, ekstrakty. Już planuję wykonanie maseczki z Biostyminą, ekstraktem z młodej pszenicy, dodam też jakiegoś olejku.

Ogólnie rzecz biorąc - płatki owsiane są świetną maseczką same w sobie, ale są również idealną bazą do maseczkowych eksperymentów.

A jeżeli nie zaopatrujemy się hurtowo na ZSK i w aptekach, zawsze pozostaje nam moja ukochana, tradycyjna wersja maseczki - płatki owsiane {mogą być ugotowane na mleku}, naturalny miód, ulubiony olej. Możemy dodać również mąki ziemniaczanej - dla jej działania lub dla zagęszczenia byt rzadkiej maseczki.

Tak, jestem psychofanką płatków owsianych i zachęcam każdego, aby sprawdził ich działanie na własnej skórze.

26 lipca 2013

Mydlnica lekarska - ratunek dla przetłuszczających się włosów

To głównie dzięki temu ziołu oraz bardzo delikatnemu szamponowi udaje mi się ograniczać przetłuszczanie się włosów. Jest to kwestia potwierdzona, gdyż zarzucenie płukania i mycie włosów szamponem tylko teoretycznie delikatnym spowodowało, że skóra była przetłuszczona już po dwunastu godzinach.





Co to w ogóle jest ta mydlnica? Widziałam ją kiedyś rosnącą przy jakiejś drodze - taki nijaki, dość wysoki kwiatek. Wykorzystuje się jej korzenie - wysuszone i pokruszone. To te beżowe kawałki widoczne na zdjęciu powyżej. 

Korzenie zawierają naturalne środki myjące zwane saponinami. I to nie jest żart! Po zalaniu mydlnicy wodą widać pianę, a po zagotowaniu - ogromną ilość piany. Mydlnica jest bardzo delikatna, ale jednocześnie dobrze myje. Polecana jest do pielęgnacji przetłuszczającej się skóry i włosów. Gdzieś czytałam, że ma właściwości regulujące wydzielanie sebum. Myślę, że można ją traktować jako delikatny środek do mycia skóry i włosów (a raczej skóry głowy - włosy po jej użyciu są raczej szorstkie). Stosowana często, w dużych ilościach i bez nawilżania najprawdopodobniej będzie wysuszała - jak każde zioło lub detergent.

Raczej nie używam mydlnicy do twarzy, ale kto wie, może powinnam. Skóra głowy reaguje na nią świetnie. Używam jej nie jako płukanki, ale jako środka myjącego. Najpierw myję włosy i skórę bardzo delikatnym szamponem Dulgon Kids, a później samą skórę opłukuję wywarem z mydlnicy - płaska łyżeczka zioła, kilkanaście ziarenek siemienia lnianego, szklanka wody, czasem z dodatkiem kilku listków mięty.

Znalazłam też sposób na stosowanie ciężkich masek po myciu. Przed lub po spłukaniu ich z włosów przepłukuję skórę głowy rozcieńczonym wywarem z mydlnicy.

Moja skóra głowy najlepiej zareagowała na wypłukanie takim wywarem, a jakim wspomniałam powyżej z dodatkiem szczypty allantoiny, dużej kropli hialuronianu cynku oraz kilku kropel mleczka pszczelego w glicerynie. Taka mieszanka oczyszcza, genialnie łagodzi i koi skórę głowy, nawilża i być może ma również lekkie działanie antybakteryjne. 

Być może takie mycie głowy wyda Wam się przesadne lub kłopotliwe, ale wierzcie mi - nie jest tak. Wcale nie zajmuje więcej czasu, niż zwykłe mycie. Trzeba tylko na jakiś czas przed zagotować mydlnicę. Myślę, że warto ją przetestować. Skusicie się? A może miałyście już do czynienia z mydlnicą, orzechami piorącymi lub innymi naturalnymi środkami myjącymi?

Anegdotka: Pani w sklepie zielarskim wciskała zadowolonej klientce szampon z SLeS twierdząc, że jest on bardzo delikatnym produktem opartym tylko i wyłącznie na saponinach - naturalnych środkach pochodzących z mydlnicy lekarskiej (był to szampon teoretycznie z wyciągiem z mydlnicy). Szkoda, że nie odważyłam się i nie powiedziałam jej wtedy czegoś do słuchu.

13 lipca 2013

Zbieramy zioła, ale... gdzie ich szukać?

Do niedawna zwykłe chaszcze brałam po prostu za zwykłe chaszcze. Ale okazuje się, że najczęściej chaszcze wcale nie są tylko chaszczami. W chaszczach rosną... zioła! Właściwie większość roślin tworzących jakieś bezładne zbiorowiska gdzieś przy polnych drogach, na nieużytkach, łąkach i przy lesie ma jakieś, większe lub mniejsze, właściwości lecznicze.


Oczywiście każda roślina występuje najczęściej w określonych warunkach - w miejscu nasłonecznionym lub zacienionym, suchym lub wilgotnym, więc jeżeli szukamy konkretnego gatunku - lepiej sprawdzić gdzie rośnie przed udaniem się na łowy. Ale jeżeli same nie wiemy, czego chcemy, możemy iść się rozejrzeć. Proponuję Wam kilka miejsc, gdzie według mnie najłatwiej spotkać rośliny lecznicze:
 
pobocza polnych dróg
pola i niedawne pola
skraj lasu
nieużytki
zarośnięty brzeg jeziora
zarośla wszelkiego rodzaju
łąki, w szczególności te koszone od czasu do czasu


Oczywiście przestrzegam przed zbieraniem roślin, których nie znamy. Nie zbierajmy ziół na siłę. Wydaje mi się, że niełatwo byłoby otruć się rośliną, ale wszystko jest możliwe. No i przestrzegam przed {barszczem}. Uważajmy na niego podczas wszystkich wycieczek i spacerów, nie dotykajmy z ciekawości i nie pozwalajmy zbliżać się do niego dzieciom, ani nikomu innemu. Sama spotkałam trzy okazy i z trudem powstrzymałam się przed sprawdzeniem, czy to naprawdę on. Ale ja wiem, czuję, że to był on. Trudno go przegapić, całkiem młode krzaczki mają po prawie dwa metry wysokości.



Gdzie znalazłam zioła, które zbierałam?
 
skrzyp - na łąkach - koszonych, niekoszonych oraz na dawnym polu
bratek - na "czynnym" polu - zanim zboże urosło i później, po jego skoszeniu
pokrzywa - na poboczach dróg i różnych nieużytkach, ale żadna nie nadawała się do zbioru
lipa - mam w ogródku, ale jeżeli ktoś nie ma, może znaleźć ją na przykład w starym parku - byleby z dala od ulicy
brzoza - w lesie
mięta - akurat w okolicach drogi widocznej na zdjęciu, ale jest to teren wilgotny - mięta lubi wilgoć
dziurawiec - na łące
Apteka - też się liczy? W końcu musiałam zaprzestać zbiorów bratka, bo urosło zboże i nie mogłam go znaleźć, a na moim polu wyrósł barszcz.
 
 
Przypominam tylko, że zioła zbieramy rano, zanim opadnie rosa lub wieczorami - gdy już się pojawi, suszymy w przewiewnym, zacienionym pomieszczeniu i nie przechowujemy w folii, a w materiałowych workach.


Zbieracie zioła? Niedawno naprawdę miałam fazę na własnoręczne zbieranie i suszenie ziół, ale teraz znów kupuję je w aptece. Wydaje mi się, że robię coś źle, a poza tym jestem zbyt leniwa. A krzaczyska oglądam raczej hobbystycznie. Dopóki pamiętam - fioletowa roślinka zaprezentowana w ostatnim Puszystym Pamiętniku najprawdopodobniej jest bukwicą zwyczajną. A najnowsza część Pamiętnika najprawdopodobniej nie ukaże się w ten poniedziałek - nie mam nowych zdjęć do opublikowania! 

I pamiętajcie - strzeżcie się barszczu!
 

5 lipca 2013

Oczyszczająca dieta czereśniowa

Pisałam już o jedzeniu truskawek {klik}, teraz przyszedł czas na czereśnie. Najwyższy czas! Właśnie dojrzały i teraz są najtańsze, tak więc mamy najlepszą okazję do sprawdzenia, czy to, co przeczytałam o właściwościach czereśni jest prawdą.


Chodzi o to, że jeszcze zimą przeczytałam w kalendarzu* o diecie, dzięki której możemy oczyścić nasz organizm z toksyn {dieta a stan skóry} oraz przy okazji usprawnić działanie układu pokarmowego. Ma ona polegać jedynie na jedzeniu czereśni i piciu wody przez jeden, dwa lub trzy dni. Dla mnie jest to dieta idealna - kocham czereśnie. Muszę jej spróbować, być może uda mi się to na początku przyszłego tygodnia.


Oczywiście czereśnie są bardzo zdrowe. Zawierają mnóstwo makro- i mikroelementów, a także witaminę C i witaminy z grupy B. Korzystnie wpływają na stan skóry. Oprócz owoców możemy wykorzystywać również inne elementy drzewka na przykład napar z szypułek korzystnie wpływa na układ trawienny.

25 czerwca 2013

Jedzmy truskawki!

Sezon na truskawki w pełni, a właściwie powoli chyli się już ku końcowi. A ja mam zamiar w pełni go wykorzystać. Nawet nie sądziłam, że te owoce mają tyle dobroczynnych właściwości. I w dodatku są pyszne! Takie połączenie nie zdarza się zbyt często.

Truskawki są bogate w witaminę C (przeciwutleniacz - opóźnia procesy starzenia się organizmu i skóry, zawierają jej więcej niż cytrusy), A (ma dobry wpływ na skórę) oraz kilka witamin z grupy B (ich niedobór może mieć negatywny wpływ na skórę), a także wiele mikro- i makroelementów, między innymi żelazo i flawonoidy(które również są antyutleniaczami). Zawierają też związki bakteriobójcze, dobroczynnie wpływają na układ pokarmowy i na jego naturalną florę bakteryjną. Mają działanie odtruwające i oczyszczające, czyli są dobre dla trądzikowców. Wydaje mi się, że mogą pełnić rolę podobną do grapefruita, o którym wspominałam w poście mówiącym o związku diety ze stanem skóry i włosów.
 
Ze względu na bakteriobójczość i zawartość witaminy C mają cenne właściwości, które możemy wykorzystać do zewnętrznej pielęgnacji - maseczek. Truskawki będą działać rozjaśniająco, wygładzająco, antytrądzikowo. Najlepiej byłoby, gdybyśmy wykorzystywały owoce z własnego ogródka, z tego powodu jeszcze nie przetestowałam truskawkowej maseczki.
 
Jecie truskawki? Ja szczerze mówiąc, niekoniecznie za nimi przepadałam, polubiłam je dopiero w tym roku i nadrabiam kilkunastoletnie zaległości w ich zjadaniu :)
 
Zaszalałam dzisiaj z ilością postów, ale nie zawsze tak będzie, nie przyzwyczajajcie się ;)