Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe sposoby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe sposoby. Pokaż wszystkie posty

31 marca 2014

Suplement diety jako wcierka lub serum?

Część z Was zapewne wie, że uwielbiam kombinować. Czasem z nudów, czasem z potrzeby serca, czasem z nadzieją na znalezienie pielęgnacyjnego cudu. No i po jakimś czasie zbiera się tyle ciekawostek, że warto je w końcu opisać.



Wszystko zaczęło się od tego, że spodobał mi się skład kapsułek jednego z chomikowanych przeze mnie suplementów diety. A że stosowany wewnętrznie szkodził skórze... A może się rozpuści. O, rozpuścił się! A może by tak jako wcierka, bo skład... O, chyba się nadaje! Staram się przypomnieć sobie resztę podobnych doświadczeń - tych własnego pomysłu i tych, które zainspirowane zostały internetową lekturą.

4 marca 2014

Kompleksowo o proteinach, humektantach i emolientach {KAS}

Na substancjach z tych trzech grup, a tak na dobrą sprawę - tylko z dwóch - opiera się działanie prawie wszystkich kosmetyków. Wymienionymi w tytule wyrazami operujemy przez cały czas. Ale czy tak naprawdę wiemy, co one konkretnie znaczą?



Proteiny

Czyli białka i elementy, które budują białka - aminokwasy{proteiny hydrolizowane}. Ich zawartość w kosmetykach, o ile w ogóle się tam znajdują, nie jest duża. Ale znacząca.

Na włosach ich brak objawia się strączkowaniem, brakiem objętości i nieestetycznym wyglądem. Charakterystycznym objawem niedoboru protein jest możliwość "rozciągnięcia" włosa. Często spotykany jest także nadmiar protein, który bardzo łatwo można pomylić ze zniszczeniem włosów, bo przeproteinowane wyglądają na bardzo przesuszone.

11 lutego 2014

Zrobiłam sobie krem

W bardzo łatwy sposób, ze składników, które miałam pod ręką. Ty też możesz sobie taki zrobić! Bez najmniejszego problemu. Ach, tak. Wspominałam już, że mam na myśli krem do rąk?



Chyba nie ma takiego fragmentu skóry, z którym nie miałabym problemów. Moje dłonie zawsze są bardzo przesuszone. Do tego stopnia, że skóra często pęka na zgięciach. Nie daj Boże wyjść na mróz {poniżej +10 stopni} bez rękawiczek, wtedy pojawia się na niej coś na kształt... suchej skorupy. Poza tym dłonie zawsze są lekko zaczerwienione z zimna, a wszelkie zadrapania goją się tragicznie wolno. Obraz nędzy i rozpaczy.
 

17 stycznia 2014

Domowe Hammam Spa | prawdziwy zabieg Hammam {Piątek dniem dla twarzy}

Skoro mam namawiać Was do szczególnego zadbania o Wasze twarze w każdy piątek... Podrzucam pomysł, który kultywuję od czasu do czasu.

Domowy zabieg Hammam
peeling - maseczka - zatrzymanie nawilżenia

W ten sposób zachowujemy ogólny sens zabiegu. Peeling złuszcza martwy naskórek. Między innymi dzięki temu przygotowuje skórę na dalsze zabiegi i ułatwia przyswajanie różnych dobroczynnych składników. Ułatwia, a czasem nawet umożliwia oczyszczenie skóry. Do czego służy maseczka wiemy wszyscy. Dla zachowania idei zabiegu warto byłoby użyć oczyszczającej, o naturalnym składzie. Po zmyciu maseczki chcemy zachować efekty jak najdłużej. W tym celu na zakończenie każdego zabiegu nakładamy olejek, serum, krem.

13 grudnia 2013

A ja myję twarz herbatą {Piątek dniem dla twarzy}

Dziś zaprezentuję Wam, jaki potencjał kryje się we wspomnianym przeze mnie ostatnio domowym toniku. Na jeden ze sposobów jego wykorzystania wpadłam dzięki lekturze niezastąpionego bloga Azjatyckiego Cukru, a po zaobserwowaniu niezwykle pozytywnych efektów - popuściłam wodze wyobraźni. Teraz dzielę się moimi pomysłami z Wami. Hmm, jak można wykorzystać szklankę świeżozaparzonej i zakwaszonej zielonej herbaty?



Jak parzyć?

Tylko przypominam - zielonej herbaty nie zalewamy wrzątkiem! Ja zaparzam ją wodą o temperaturze około 70 stopni Celsjusza. Gorąca, ale nie bardzo gorąca. Nie może to być herbata aromatyzowana, ale nic nie stoi na przeszkodzie wykorzystaniu innej herbaty, choć ważna jest jej jakość. Ja używam liściastej, sypanej. Dzięki odpowiedniemu pH jej działanie jest jeszcze lepsze {patrz: poprzedni post}.

4 listopada 2013

Odżywki, maski i kuchenne produkty czyli poprawiamy, doprawiamy i tworzymy

Nie wiem jak to jest i dlaczego tak jest, ale zawsze brakuje mi takiej odżywki lub maski, jakiej moje włosy potrzebują w danym momencie. W takich sytuacjach zamiast wędrować do sklepu lub do komputera w celu zamówienia nowego kosmetyku, zazwyczaj kieruję się do kuchni. Tam zawsze znajduję to, czego potrzebuję.


Gdy odżywka jest zbyt lekka

To najprostszy do rozwiązania problem. Kilka kropel dowolnego oleju {nada się nawet oliwa z oliwek, olej słonecznikowy, rzepakowy} powinno załatwić sprawę. Dla pewności można sprawdzić skład naszej odżywki, jeżeli nie ma w nim oleju albo silikonu, lub ten znajduje się daleko w składzie, a włosy puszą się pod wpływem wilgoci, to prawdopodobnie jest to. Ale lepiej zmodyfikować najpierw część produktu, lub tylko porcję potrzebną "na raz". Wtedy mamy pewność, że nie skrócimy daty ważności kosmetyku.

Gdy włosy potrzebują nawilżenia
 
Do odżywki lub maski możemy dodać gliceryny {kilka złotych, dostępna w każdej aptece}, miodu, soku z aloesu. Dobrym humektantem jest nawet zwykły cukier, moje włosy po peelingu cukrowym są zawsze genialnie nawilżone. Bardzo dobrze nawilża także żel lniany - dodany do maski lub wykorzystany jako płukanka.
Jeżeli włosy są bardzo suche i puszą się {czyżby przeproteinowanie?} przyda im się również solidna porcja oleju. W takim przypadku na moje włosy najlepiej działa serum składające się z odżywki, nawilżaczy, wody i olejów.

Gdy włosy puszą się, a pojedynczy włos daje się rozciągnąć
lub chcemy je nabłyszczyć i wygładzić
 
To puszenie się włosów i podatność na wilgoć, w połączeniu z możliwością rozciągnięcia włosa najprawdopodobniej oznacza niedobór protein. W takim przypadku do maski dodaję niewielką ilość rozpuszczonej żelatyny lub kwaśnej śmietany. Zdarza mi się też pryskać włosy sprayem z wodą z płatków owsianych i rozpuszczoną żelatyną, laminować włosy {na szybko nawet płukać wodą z niewielką ilością żelatyny} lub robić płukankę piwną. Innym źródłem protein jest jajko, ale moje włosy po masce z jajkiem absolutnie zawsze wyglądają jak stóg siana.
Proteiny zazwyczaj ładnie wygładzają i nabłyszczają włosy, trzeba tylko uważać, aby nie użyć ich w zbyt dużej ilości i nie stosować zbyt często, bo wtedy dla odmiany możemy zafundować sobie przeproteinowanie.

Do zadań specjalnych

Zdarzało mi się dodawać do masek kakao. Taka maska zostawiona na włosach na dłużej zawsze silnie je odżywiała, wygładzała i nawilżała. Polecam spróbować! Dziewczyny chwalą sobie również skrobię {mąkę} ziemniaczaną. Podobno wygładza włosy i je nabłyszcza, na moje niestety tak nie działa. Może jakaś felerna mąka?

Maska zakwaszająca

Można takie kupić, w profesjonalnych salonach fryzjerskich lub w Internecie, można też zrobić. Wystarczy dodać do maski kilka kropel czegoś kwaśnego. Na przykład... octu jabłkowego. Maska ma za zadanie zakwasić włosy czyli domknąć ich łuski, a w konsekwencji spowodować nabłyszczenie i wygładzenie. Ten sposób również nie działa na wszystkich.

Własna, całkowicie domowa maska
 
Wymieniliśmy już wszystkie produkty potrzebne do stworzenia własnej maski. Bazą może być na przykład nawilżacz - żel lniany, do którego dodajemy inne nawilżacze {miód jest naturalnym emulgatorem}, oleje i proteiny - maska gotowa! Chociaż wygodniejsza w obsłudze będzie maska, w której bazą będzie produkt kupiony w sklepie {uwaga na skład, jeżeli chcemy zostawić go na skórze na dłużej}, a dopiero do niego dodamy wybrane produkty.
Taką maskę radzę nakładać przed myciem! Nawet stworzona na bazie produktu sklepowego będzie niespłukiwalna. A zadziała jeszcze lepiej, jeżeli włosy będziemy trzymać w cieple - na przykład pod czepkiem {nada się też reklamówka} i ręcznikiem.
 
Ach, gdyby tak jeszcze mieć półprodukty... Jakoś nigdy nie potrafię zamówić niczego przydatnego w pielęgnacji włosów, a koszty zamówienia półproduktowego zawsze rosną w postępie wręcz geometrycznym. Lubicie tak bawić się w tworzenie własnych masek lub modyfikowanie odżywek? Wbrew pozorom nie jest to wcale takie czasochłonne. Czego jeszcze używacie, jakie kuchenne produkty pominęłam?

15 października 2013

Kurkuma sposobem na piękną cerę?

Mam lekkie wyrzuty sumienia, pisząc ten post. W pewien sposób jest on kolejnym wpisem "podkradzionym" Azjatyckiemu Cukrowi {chociaż obecnie chyba powinnam użyć słowa "zainspirowany"}. Uwielbiam jej blog, zawsze znajduję na nim nowe, ciekawe informacje i serdecznie zapraszam do jego lektury.
 
Wiele razy czytałam i słyszałam o kurkumie i jej zbawiennym wpływie na skórę. Długo szukałam jej w sklepach i kiedy w końcu mi się to udało, bezzwłocznie nałożyłam maseczkę na skórę. Rozmieszałam ziołowy proszek z wodą i nałożyłam na twarz jak zwykłą glinkę. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po spłukaniu resztek maseczki z dłoni, skóra pozostała żółta. Rzuciłam się do kranu i zaczęłam spłukiwać pachnącą orientalnym kurczakiem papkę z twarzy. Moja skóra miała kanarkowożółty kolor. Nie wytrzymałam, wybuchłam śmiechem. Po dwukrotnym wyszorowaniu skóry oliwą z oliwek i mydłem Aleppo pozbyłam się większości żółtego koloru, umyłam twarz jeszcze wieczorem tego samego dnia i rankiem następnego - wszystko wróciło do normy.


Jak zrobić maseczkę poprawnie?
 
Zauważyłam, że działanie kurkumy jest widoczne nawet wtedy, kiedy użyjemy jej w niewielkiej ilości. Tak więc nie powinna stanowić bazy maseczki, a jedynie dodatek do niej. Bazą może być jogurt naturalny lub maślanka, ale także... płatki owsiane. Zauważyłam, że przy użyciu płatków maseczka działa najlepiej i zmywa się najłatwiej. Zagotowuję około trzech czubatych łyżek w wodzie, lekko ostudzam, w razie zbyt dużej gęstości dodaję odrobinę przegotowanej wody, mieszam, dodaję pół płaskiej łyżeczki kurkumy, mieszam i gotowe. Czasem dodaję także pół łyżeczki ekstraktu z młodej pszenicy{ZSK}. Maseczka ma wtedy kolor wiosennej zieleni i działa jeszcze lepiej.
 
Uwaga: Nie róbcie tej maseczki przed wyjściem! Zawsze istnieje ryzyko chwilowego zabarwienia, a także podrażnienia skóry!
 
Po co to wszystko, czyli działanie kurkumy
 
Kurkuma rozjaśnia skórę i wygładza ją, działa przeciwtrądzikowo, prawdopodobnie również antyseptycznie i ogólnie poprawia jej stan. No i co najważniejsze - działanie nie jest tylko teoretycznie, efekty jej stosowania naprawdę widać.

7 października 2013

DIY Sheet mask? Ziołowe i nieziołowe kompresy na twarz

Nawiązując do akcji blogowej {październik miesiącem maseczek} postanowiłam napisać Wam co nieco o pewnym mniej popularnym sposobie maseczkowania się. No bo przyznajcie - kto poza czytelniczkami Azjatyckiego Cukru wie, co to są sheet maski?

Ogólnie chodzi o to, żeby dobroczynna substancja o płynnej konsystencji jak najdłużej działała na skórę. No bo taki tonik czy hydrolat - przecieramy skórę, szybko się wchłania lub wysycha, po wszystkim. I być może w ten sposób uniemożliwiamy kosmetykowi ukazanie pełni jego możliwości.



A więc - jak nałożyć na twarz maseczkę w płynie? Na rynku dostępne są pastylki, które po nasączeniu płynem przybierają kształt maski i są gotowe do nałożenia na skórę. Ale zazwyczaj są dość drogie. Ja zastąpiłam je zwykłymi wacikami kosmetycznymi. Każdy rozdzielam na dwa {w poprzek}, zamaczam w wybranym płynie i dokładnie obkładam twarz. Nadają się też chusteczki higieniczne {możemy nawet wyciąć z nich maseczki}, ale według mnie działają słabiej, gorzej przylegają do skóry i szybciej wysychają.

Co możemy wykorzystać w roli maseczki? Tonik o dobrym składzie {bez alkoholu, koniecznie!}, hydrolat, wodę termalną, napar lub odwar z ziół {uwaga na zioła takie jak kora wierzby - zbyt długotrwały kontakt ze skórą może skutkować nawet poparzeniem} albo... woda pietruszkowa! To moja ulubiona wersja. Zawiera witaminę C, ładnie rozświetla i koi skórę, ujędrnia i odmładza. I ogólnie działa dobrze na wszystko. Maseczki możemy też dowolnie wzbogacać półproduktami.

Korzystałyście kiedyś z gotowych maseczek w płachcie? Są dostępne w naszych sklepach, a ich ceny zaczynają się od około sześciu złotych. A może same robiłyście swojej skórze takie okłady?

25 września 2013

Skarby, które czekają na odkrycie w naszych kuchniach + recenzja Isany Oil Care

Dziś idę na totalną łatwiznę. Ale proszę - bez żadnego linczu! Naprawdę napracowałam się, pisząc kiedyś ten artykuł, a nie wiem nawet, czy ktoś go przeczytał. Tak więc zapraszam Was - czytelniczki mojego bloga do przeczytania mojego artykułu opublikowanego jakiś czas temu na stronie female.pl


Napisałam o oliwie z oliwek, kawie, siemieniu lnianym i ogólnie o domowych maseczkach. Znajdziecie w nim moje ulubione, sprawdzone, domowe metody pielęgnacji. I to z wykorzystaniem produktów, które chyba każda z nas ma w swojej kuchni.

Drobna uwaga: W przypadku demakijażu spokojnie można pominąć olej rycynowy. Sama oliwa z oliwek sprawdza się świetnie. Zawsze masuję nią skórę, następnie dwukrotnie zmywam żelem do twarzy z SLeS, ta metoda jest dla mnie idealna i żaden inny olej nie działa tak dobrze.

Poza tym wciąż przygotowuję nowe zakładki, w których zbieram najciekawsze wpisy, jakie do tej pory opublikowałam. Znajdzie się tam również kilka zupełnie nowych uwag, które w zasadzie byłyby niezłymi tematami na nowe posty. Nie, żeby brakowało mi pomysłów, skądże! Lekko licząc, na opisanie czeka już około czterdziestu tematów. No i lekko zmodyfikowałam nagłówek. Widzicie różnicę? Chyba zaprowadzam jesienne porządki.


A jeżeli wciąż Wam mnie brakuje i chętnie przeczytałybyście coś jeszcze, to zapraszam do mojej włosowej siostry Blondregeneracji, która dziś opublikowała recenzję Isany Oil Care mojego autorstwa. Kochana, nawet zdjęcia nie mogłam Ci podkraść, bo nieodpowiedni rozmiar miało :D Naprawdę nie rozumiem, jak Wy możecie czytać to, co piszę. Ja nie dałam rady przebrnąć przez ten opis odżywki.

A to sobie pogadałam o niczym! Jak ja lubię takie wpisy. Chyba pora na założenie kolejnego bloga. Co Wy na to?

2 września 2013

Domowa maseczka przed wielkim wyjściem

Nie mam pojęcia, który to już post traktujący o płatkach owsianych. Piszę o nich praktyczne zawsze wtedy, kiedy sobie o nich przypominam i do nich wracam. Ale za każdym razem znajduje się ktoś, kto maseczki owsianej nie próbował, więc to to pisanie chyba ma jakiś sens.

Dzisiaj skupię się na składnikach, które pomogą nam uzyskać efekt gładkiej, napiętej skóry. Właśnie taką chciałybyśmy mieć, szczególnie wtedy, gdy gdzieś wychodzimy. Ale i na co dzień. A mojej twarzy nic nie nawilża tak genialnie, jak właśnie płatki owsiane. "Śluz", który wytwarzają przy gotowaniu potrafi wygładzić nawet moje osiemnastoipółletnie zmarszczki pod oczami.

Płatki zawsze gotuję, najbardziej lubię właśnie ten wydzielany przez nie śluz. Tym razem dodałam do nich ampułkę Biostyminy. Świetnie sprawdziłyby się również inne nawilżające produkty oraz substancje zawierające witaminę C lub B3, All-in-one z ZSK, ekstrakty. Już planuję wykonanie maseczki z Biostyminą, ekstraktem z młodej pszenicy, dodam też jakiegoś olejku.

Ogólnie rzecz biorąc - płatki owsiane są świetną maseczką same w sobie, ale są również idealną bazą do maseczkowych eksperymentów.

A jeżeli nie zaopatrujemy się hurtowo na ZSK i w aptekach, zawsze pozostaje nam moja ukochana, tradycyjna wersja maseczki - płatki owsiane {mogą być ugotowane na mleku}, naturalny miód, ulubiony olej. Możemy dodać również mąki ziemniaczanej - dla jej działania lub dla zagęszczenia byt rzadkiej maseczki.

Tak, jestem psychofanką płatków owsianych i zachęcam każdego, aby sprawdził ich działanie na własnej skórze.

11 maja 2013

Mam zamiar zwalczyć trądzik 1: Domowe sposoby

Tak jak mnóstwo bajek rozpoczyna się zwrotem "Dawno, dawno temu za siedmioma górami..." tak zapewne wstęp do znakomitej części postów bloggerek otwiera zdanie "Jak zapewne część z Was, drogie czytelniczki wie...".

A więc - jak zapewne część z Was, drogie czytelniczki, wie - zmagam się z trądzikiem. Przez pewien czas byłam szczęśliwa, moje czoło było gładkie, zaskórniki znikały - no cud, miód, orzeszki. Miałam nadzieję, że to początek końca. Ale wszystkie znamy powiedzenie: "Nadzieja matką głupich.". Skóra przechodzi kryzys i jest  w bardzo nietypowym stanie - takiej jej jeszcze nie widziałam. Wiem jedno  - długo taka nie pozostanie.

Dziś pierwszy z trzech postów systematyzujących moją trądzikową pielęgnację. Na początek zbiorę i krótko scharakteryzuję stosowane przeze mnie "domowe metody" czyli wszystkie możliwe eksperymentalne wykorzystania zielsk oraz papek, które możemy otrzymać z produktów znalezionych w kuchni (a w mojej kuchni można znaleźć wszystko).


Do mycia twarzy


Od niedawna myję twarz w przegotowanej wodzie. A jak już ją gotuję - wrzucam do garnka kilka ususzonych listków brzozy, mięty lub pokrzywy.
 
Przy okazji - do demakijażu używam mieszanki olejów, do której (oprócz rycynowego) trafia czasem oliwa z oliwek, domowy macerat i olejek eteryczny.


Zioła

Właśnie doszła do wniosku, że nie opisałam jeszcze ani wszystkich ziół, których używam, ani wszystkich sposobów, w jakie je wykorzystuję. Dokładne opisanie ich teraz zbytnio wydłużyłoby post, więc spodziewajcie się nowych ziołowych wpisów w najbliższej przyszłości.

A co do ziół - naprawdę wierzę w ich dobroczynne działanie. Staram się wykorzystywać je na przeróżne sposoby, tak, aby zyskać jak najwięcej.  






Co do kozieradki - teraz najczęściej nakładam ją bez żadnych dodatków, a glinkę mieszam z miodem lub nawet tylko z jakimś płynem lub olejem. Wydaje mi się, że jednak większość naturalnych produktów w pełni ujawnia swoje możliwości, gdy stosujemy je solo.
 
Uwielbiam też wodę pietruszkową jako tonik!


Domowe maseczki

Bardzo często robię sobie maseczki sama. Takie domowe - z płatków owsianych, miodu, glinki (no dobra, nie znalazłam jej w mojej kuchni) - działają na moją skórę najlepiej. Pierwszą sklepową maseczkę wielorazowego użytku kupiłam dopiero w tym tygodniu.




Widzę, że maseczka z miodu i glinki jest moją ulubioną od dłuższego czasu. Poza maseczkami często funduję swojej skórze domowe peelingi. Wiem, że jest trądzikowa, ale akurat peelingi mechaniczne nie powodują zaognienia zmian, a zazwyczaj po nich szybciej się goją. Jednakże zgodnie z powszechnie panującą wiedzą - trądzikowcy powinni peelingów mechanicznych - cukrowych, owsianych czy kawowych - unikać.


Na zaskórniki

Ich zwężenie powoduje maseczka z glinki, miodu i cytryny. Poza tym dobre skutki przynosiło nakładanie na skórę mleka, chyba powinnam do tego wrócić. Ale na razie testuję sodę oczyszczoną. Nakładam ją na nos i okolice ust, po 5 minutach widoczne jest zmniejszenie zaskórników, a po trzech użyciach obserwuję bardzo powolne znikanie.
 
 
Okłady
 
 
Nie znalazłam nigdzie bawełnianych pastylek do maseczek w ludzkiej cenie, więc musiałam wymyślić inny sposób na wykonywanie płynnych maseczek. Zapewne domyślacie się, jaki? O nim też napiszę niedługo.
 
 
Aloes
 

Moja mama postanowiła wyrwać aloesa z doniczki i wsadzić do niej młode roślinki. No cóż. Dwa pięcioletnie aloesy siedzą na talerzu w lodówce i dojrzewają. Aloes działa antybakteryjnie, łagodząco i nawilżająco. Możecie się spodziewać w najbliższym czasie wpisu z licznymi pomysłami na wykorzystanie aloesu.
 
 
Myślę, że jak na tą chwilę - wymieniłam wszystko. Dziś przeczytałam u Ekocentryczki o ziemniakach w pielęgnacji, je z pewnością również przetestuję. No i wczoraj przetarłam skórę ogórkiem, genialnie odświeża. Kojarzycie jeszcze jakieś domowe metody pielęgnacji skóry?


Ach - właśnie przeczytałyście pierwszy post z cyklu. Kolejnych - o kosmetykach i dokładnej charakterystyki pielęgnacji możecie się spodziewać w ciągu kilku najbliższych dni ;)

9 maja 2013

Odświeżający tonik czy wiosenny "drink"?

Biorąc pod uwagę fakt, iż gdy inni piją piwo ja trzymam w ręce butelkę z jogurtem naturalnym, słowo drink brzmi w moich ustach (lub pisze się moimi palcami) nieco zabawnie. Ale było to pierwsze skojarzenie ze szklaneczką widoczną na zdjęciu.


Napój

Gdy zwykła woda już nam się znudzi, możemy wrzucić do niej plasterek cytryny i kilka listków mięty. Taki napój doskonale orzeźwia w gorące dni. I świetnie smakuje. W dodatku zawarta w cytrynie witamina C jest antyoksydantem - spowalnia procesy starzenia, a także wzmacnia odporność. Natomiast dobroczynne działanie mięty znamy chyba wszystkie. Myślicie, że woda z dodatkiem cytryny i mięty działa oczyszczająco?


Tonik

Cytrynę sparzamy, obieramy fragment ze skórki i odkrawamy kilka plasterków, listki mięty siekamy. Wrzucamy wszystko do szklanki, zalewamy wodą mineralną lub przegotowaną, wstawiamy na noc do lodówki. Rano odcedzamy, przechowujemy do 2 dni w lodówce.
 
Cytryna nadaje lekko kwaśne pH - tonizuje, dodatkowo rozjaśnia przebarwienia oraz działa przeciwstarzeniowo. Mięta zwalcza bakterie i łagodzi.


Olejek lawendowy

Chciałam dodać do toniku olejku, jednak nie pomyślałam o jednej rzeczy. Otóż zapomniałam, że olejek jest olejkiem. Nie rozpuścił się w wodzie. Ciekawe, dlaczego? Olejek lawendowy ma działanie antybakteryjne, łagodzące i podobno rozjaśnia przebarwienia.

28 kwietnia 2013

Domowa wcierka na porost włosów 3

 Jest to trzecia domowa wcierka, którą wykonałam. I spokojnie mogę stwierdzić, że jak do tej pory - najlepsza. Przetestowałam ją już dwukrotnie, zanotowałam całkiem niezłe efekty. Najwyższy czas zaprezentować Wam przepis.
 
 
Stosowałam wcierkę dość dawno, bo wczesną zimą, w kilku "turach". Po każdej obserwowałam pojawianie się ogromnych ilości nowych babyhair i szybki wzrost starych. Nie zauważyłam szybszego przyrostu całych włosów, ale ich nic nie rusza. Cieszyłam się z odrastania włosów po jesiennym linieniu.
 
 
Składniki:
  • kawa - zawarta w niej kofeina przyspiesza wzrost włosów,
  • cynamon - pobudza krążenie, przez co również przyspiesza wzrost włosów (uwaga, może uczulać) i dodatkowo pięknie pachnie,
  • ziele bylicy bożego drzewka - wzmacnia włosy, przyspiesza ich wzrost,
  • skrzyp Optima - moje ulubione kapsułki, po nich moje włosy rzeczywiście szybciej rosną, ale powodują wysyp na twarzy, a tego nie chcę - zawierają mnóstwo witamin oraz skrzyp i pokrzywę, postanowiłam znaleźć dla nich nowe zastosowanie,
  • gliceryna - działa nawilżająco, dodałam ją dla złagodzenia wysuszającego działania wody brzozowej, można ją zastąpić na przykład kwasem hialuronowym,
  • woda brzozowa - dla zakonserwowania, dodatkowo przyspiesza wzrost włosów, wzmacnia je i zapobiega wypadaniu.
 
Wykonanie:
  1. Zagotowujemy łyżkę ziół w połowie szklanki wody, gotujemy przez chwilę, odstawiamy.
  2. Łyżeczkę lub dwie kawy i szczyptę cynamonu zalewamy odrobiną (1/4 szklanki) wrzącej wody.
  3. Pół kapsułki rozcieńczamy w łyżce letniej wody.
  4. Wszystkie składniki przecedzamy (tak, to trudne - można do tego użyć na przykład bawełnianego materiału, a roztwór kapsułki oddzieliłam wylewając go na fragment chusteczki i wykręcając ją nad resztą składników), czekamy, aż chwilę przestygną i przelewamy do buteleczki z atomizerem lub innego pojemnika.
  5. Dodajemy kilka kropel gliceryny.
  6. Możemy już spryskać skórę (moja woli wersję bez alkoholu).
  7. Dodajemy wody brzozowej - jeszcze raz tyle, ile mamy mieszanki, lub 1/3 (rozumiecie, co mam na myśli? :D).
Taka mieszanka jest zdatna do użytku przez jakieś 3-5 dni, najlepiej byłoby przechowywać ją w lodówce. Bez wody brzozowej używałabym jej przez 1-3 dni. Przydałby mi się jakiś konserwant.
 
Możemy zrezygnować z części składników, ale tak naprawdę nie wiem, któremu z nich wcierka zawdzięcza tak dobre działanie.
 
 
Jak używać?
 
Jak zwykłej wcierki. Możemy spryskiwać lub wcierać ją w skalp od jednego, do kilku razy dziennie. Ja używałam jej raz dziennie, na jakiś czas przed umyciem włosów - irytował mnie silny zapach wody brzozowej, poza tym mój skalp nie toleruje zbyt dużych ilości alkoholu.
 
 
Co prawda zaprzyjaźniłam się z Jantarem, ale zastanawiam się nad powrotem do tej wcierki. Niestety, jestem odrobin zbyt leniwa na mieszanie wszystkich składników co kilka dni. Ale wszystko przede mną.
 
Lubicie domowe wcierki? A może używacie ziół wzmacniających włosy? Sprawdzają się u Was?
 

10 marca 2013

Solo czy w duecie? Mleko, miód, cytryna.

Ostatnio postawiłam na szybkość i prostotę w pielęgnacji i okazuje się, że domowe półprodukty sprawdzają się równie dobrze jako składniki maseczek, jak i stosowane bez dodatków. A więc - co i do czego możemy wykorzystać?
 
 

 

Cytrynka

1. Nie proponowałabym nakładania cytryny na twarz solo (chociaż można przecierać sokiem miejsca z zaskórnikami), ale świetnie sprawdza się w roli toniku. Wystarczy rozcieńczyć w wodzie odrobinę soku z cytryny - na przykład łyżeczkę w szklance wody - i gotowe!

2. W duecie z miodkiem - wspominam o nim poniżej.

 
 
 
 


Mleczko

1. Możemy nałożyć je na twarz solo - przetrzeć  twarz tak, jak tonikiem. Mleko rozjaśnia skórę i pomaga w zwalczaniu zaskórników. Może wysuszać, ale osobiście wolę tą wersję, a z wysuszaniem radzę sobie w opisany niżej sposób.

2. Pisałam już kiedyś o nakładaniu mleka w duecie z kwasem hialuronowym - Tonikomaseczce z mleczka. Kwas ma działanie nawilżające, a więc zapobiega wysuszaniu skóry.
 


 
 
Miodek

1. Samego miodu możemy użyć jako maseczki, a przy okazji wykonać nim peeling. Miód ma działanie nawilżające, ale także antybakteryjne. Skóra po maseczce miodowej jest genialnie miękka i gładka w dotyku.

2. Równie dobrze miód sprawdza się w duecie z cytrynką. Łyżeczkę miodu możemy wymieszać z kilkoma - kilkunastoma kroplami soku z cytryny, wymieszać i nałożyć na twarz. Ta wersja dodatkowo rozjaśnia przebarwienia.



 
Mój dzisiejszy zabieg.
  1. Oczyszczoną skórę twarzy przetarłam wacikiem nasączonym mlekiem i dałam jej spokój na ponad pół godziny.
  2. Mleko zmyłam (niestety wodą z kranu), a na twarz nałożyłam pół łyżeczki miodu wymieszanego z kilkoma kroplami soku z cytryny. Zostawiłam mieszankę na skórze na około pół godziny.
  3. Maseczkę zmyłam przegotowaną wodą z sokiem z cytryny - wystarczyła mi niepełna szklanka.
  4. W wilgotną skórę wsmarowałam niewielką kroplę maceratu olejowego z nagietka z kwasem HA (większa ilość mi nie służy).
  5. Cieszę się gładką, nawilżoną i rozjaśnioną skórą i opisuję Wam zabieg :)
Ponadto zaobserwowałam zmniejszenie widoczności, a także nieznaczne zmniejszenie ilości zaskórników. Wydaje mi się, że regularne powtarzanie zabiegu pozwoli mi nad nimi zapanować.
 
 
Co sądzicie o wykonywaniu kilku zabiegów w określonym porządku zamiast jednej maseczki? Wydaje mi się, że dzięki temu wszystkie składniki działają lepiej i przez jakiś czas będę nakładać spiżarniowe kosmetyki w różnych kombinacjach i opisywać Wam efekty. Mam już w zanadrzu drugi post cyklu "Solo czy w duecie" i przepis na domową maseczkę ;)

4 marca 2013

Płukanka czekoladowocynamonowa.

Dziś kończy się akcja Laogeny - Miesiąc Płukanek. Dowiedziałam się dzięki niej jednego - zarówno moje włosy jak i skóra głowy za płukankami nie przepadają. Poniżej zamieszczę krótkie podsumowanie oraz przepis na tytułową płukankę.




Czego potrzebujemy?

Oczywiście nie tabliczki czekolady i kawałka kory cynamonu, a gorzkiego kakao i kory sproszkowanej. Te pierwsze po prostu lepiej prezentują się na zdjęciu. Oraz pół litra wody i małego garnka.


Jak wykonać płukankę?

Do garnka wlałam niecałe pół litra wody, włączyłam gaz, dodałam nieco ponad czubatej łyżki kakao, szczyptę cynamonu i przez chwilę gotowałam całość, ciągle mieszając. Później odstawiłam na chwilę garnek. Co większe cząstki opadły, płyn przelałam do butelki. I wypłukałam nią włosy po myciu.


Efekty, jakie zaobserwowałam.

Przede wszystkim moje jasne włosy nabrały bardzo ładnego odcienia. Liczyłam też na nawilżenie i błysk, niestety, nie udało mi się ich uzyskać. Końce były splątane, jak po każdej płukance, jedynie te zdrowe - 10 cm od skóry - wydawały się być sztywniejsze i uniesione. I pięknie pachniały!


Znalazłam też post o podobnej płukance na blogu Eve :)

Maska/płukanka z kakao

Możecie zweryfikować mój pomysł. A kakao jako dodatek do masek uwielbiam.


Przetestowane płukanki:

  • czekoladowocynamonowa.
  • kawowa - zaparzona fusiasta kawa. Działa chyba najlepiej ze wszystkich, włosy po niej są gładsze i sztywniejsze, lepiej się układają. Wydaje mi się też, że przyczyniła się do zwiększenia liczby babyhair na mojej głowie.
  • lniana - włosy są po niej miększe i nawilżone, lubię ją.
  • ogólnie pojęte ziołowe - wspominałam już o nich, zdecydowanie mi nie służą, prawdopodobnie z powodu braku ziół śluzowych.
  • octowa i cytrynowa - niby powinny domknąć łuski, a mam po nich megapuch. Blondhaircare wspominała, że nie służą one włosom wysokoporowatym. A ja takowe posiadam. Więc to pewnie dlatego.


Niestety, po użyciu każdej z tych płukanek, miękkie i gładkie po użyciu odżywki lub maski włosy stają się sztywne i splątane.


Używacie płukanek? Służą Wam, czy reagujecie na nie podobnie jak ja?