19 lutego 2014

Dbam o włosy od dwóch lat, a one wciąż są do kitu

Czyli radzimy na włosowe problemy różnych etapów włosomaniactwa.



Zacznijmy od rozważenia i zastanowienia się, co może być przyczyną wspomnianego w tytule stanu rzeczy. Zrobimy tak. Ja opiszę swoje włosowe przygody, objawy i przyczyny złego stanu włosów a także sposoby, w jakie sobie z nimi poradziłam. Cały tekst dzielę na części: początek oraz dalsze etapy włosmaniactwa, czy tam świadomej pielęgnacji włosów, jak kto woli.
 

Wstępna reanimacja

Początki zawsze są trudne. No dobrze. Może nie zawsze, ale często. Zazwyczaj. Ja ratowałam swoje włosy po kilkuletnim prostowaniu i nieużywaniu żadnych, absolutnie żadnych odżywek. Coraz częściej mam wrażenie, że robiłam to całkiem skutecznie.

Gdy moje włosy były w złym stanie, świetnie sprawdzały się u mocno działające produkty, na przykład Garnier Avocado i Karite lub Oleo Repair, a także nakładane na długo maski Biovax. Aktualnie dałabym szansę również produktom rosyjskim, na przykład masce drożdżowej. Olejowanie nie dawało żadnych efektów, ale znalazłam na to sposób. Wykorzystywałam metody opisane w poście o kremolejowaniu, na przykład spray zawierający miks kremu, odżywek i olejów z wodą, którym pryskałam włosy nawet po myciu, a i tak nie były obciążone. Włosy dobrze reagowały także na odżywki lub maski z dodatkiem kremów i olejów nakładane przed myciem.

Przyczyną kiepskiego wyglądu włosów może być używanie źle dobranych produktów, zawierających na przykład olej kokosowy, masło shea lub parafinę, po których to olejach niektóre włosy okrutnie się puszą.

Pierwsze przeproteinowanie

Na tym etapie większości z nas zdarza się również pierwsze przeproteinowanie, które może trwać nawet kilka miesięcy, jeżeli nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to nie włosy są suche, a szkodzą im proteiny zawarte w niektórych produktach. Trzeba zerknąć do ich składów. Proteiny często zawierają w swojej nazwie słowo "protein", więc znalezienie ich nie powinno stwarzać trudności. Ale jeżeli macie pytania, to pozwalam zostawić w komentarzu link KWC/recenzji zawierającej skład produktu, zerknę i odpowiem.

Silne przeproteinowanie, objawiające się ogromną suchością i plątaniem się włosów często ma miejsce po hitowej masce z jajkiem i olejkiem rycynowym lub po laminowaniu włosów. Wydaje mi się, że charakterystyczna dla niego jest lekkość włosów, a także ich gładkość po zmoczeniu wodą, przy myciu.

Z przeproteinowaniem radzimy sobie nawilżając i olejując włosy. Czyli tak samo, jak ze złym stanem włosów.

W ogóle główne zadanie na tym etapie to nawilżenie {humektanty} i natłuszczenie włosów {emolienty - oleje}, z naciskiem na łączenie substancji z obu tych grup i unikanie protein. Półprodukty? Aloes i gliceryna dostępna w aptekach. Ważne jest też rozpoznanie, co włosom służy, a czego nie lubią. Uwaga! To się zmienia.


Na dobrej drodze

Hmmm. Nie używałaś protein, a mimo to Twoje włosy są dziwnie spuszone? Szybko matowieją i tracą ładny wygląd pod wpływem wilgoci? Strączkują się i są jakieś takie bez życia, przyklapnięte? Jesteś na dobrej drodze. Stawiam, że jest to pierwsze w Twoim życiu przenawilżenie, a Twoje włosy potrzebują protein!

W mojej pielęgnacji był to przełomowy moment. Mogłam uznać, że odżywiłam i nawilżyłam włosy i należało zadbać o ich odbudowę. Jednocześnie zostałam zmuszona do rezygnacji z kilku ulubionych produktów, przestały mi służyć na przykład maski Biovax.

Jest pewna metoda, dzięki której można z prawie całkowitą pewnością potwierdzić ten problem. Spróbuj uchwycić i rozciągnąć pojedynczy włos. Charakterystyczne dla przenawilżenia, czyli tak naprawdę również braku protein jest to, że włos nie zrywa się od razu, a "ciągnie".

Nigdy nie nabawiłam się długotrwałego przeproteinowania, ale tak bardzo bałam się protein, że przez kilka miesięcy, zupełnie nieświadomie zmagałam się ze skutkami ich niedoboru. Gdy zdałam sobie z tego sprawę, zaczęłam eksperymenty. Maska z jajkiem nie sprawdza się u mnie kompletnie. Natomiast na samym początku, gdy włosy nie były jeszcze w stanie bliskim ideału, ani nawet na dobrej drodze, nieźle reagowały na maski z dodatkiem kwaśnej śmietany i/lub niewielkiej ilości mleka zmieszanego z octem jabłkowym. Oczywiście należy je potem umyć. Po jakimś czasie zwróciłam uwagę na laminowanie włosów i keratynę. To również jest niezły sposób.

Na tym etapie, nazwijmy go "byciem na dobrej drodze", najważniejsza byłaby idealna równowaga pomiędzy stosowaniem produktów z humektantami w nieco mniejszej ilości, proteinami{białka} i emolientami, z naciskiem na te ostatnie.

 Włosy odratowane i... przeciążone

Aktualnie dopadł mnie trzeci włosowy problem - przeciążenie. Jedną z jego przyczyn jest chroniczny brak protein. Drugą - zbyt częste stosowanie silnie odżywiających masek. Zaczęłam używać ich przed myciem {OMO}. Postawiłam też na produkty ze sporą ilością protein i lekkie odżywki, aktualnie bardzo lubię Isanę Oil Care i Volumen.

Zdecydowanie unikam substancji filmotwórczych, oblepiających włosy, takich jak duże ilości silikonów, polyquaternia, quaternia, PEGi. Nie dopuszczam ich obecności w szamponach {z resztą w szamponach unikałam ich zawsze}, używam tylko serum do końcówek i masek z niewielką ich ilością. Zawsze nakładam je od ucha w dół, nigdy nie zaczynam od skóry.

A jak odżywiam włosy przy skórze? Zauważyłam, że lubią proteiny pochodzące z trzech źródeł - piwa, płatków owsianych, żelatyny{hydrolizowana keratyna}. Urządzam im płukanki z rozcieńczonego, wywietrzonego piwa. Robię także spraye składające się z wody z płatków owsianych {taka biała woda, powstała po chwili od zalania płatków zimną wodą} i silnie rozcieńczonej, rozpuszczonej żelatyny. Ich trwałość wynosi około dwóch dni.

Od czasu do czasu używam także odżywki Alterry, która zawiera sporo alkoholu etylowego i chyba dzięki temu świetnie usztywnia i dodaje moim włosom objętości. Lubi się z nią także skóra.

Hasło na ten etap: proteiny. A także olejowanie na sucho, które nigdy wcześniej nie dawało tak dobrych efektów.

Dla każdego na każdym etapie, czyli podstawowe czynności i sedno sprawy

Podsumowując - na każdym z tych etapów bardzo ważna jest osławiona równowaga proteinowo-emolientowo-humektantowa, o której mówi każdy i którą niestety każdy musi dopasować do swoich włosów samodzielnie. Zauważyłam tylko, że wraz z poprawą stanu włosów zmieniają się proporcje w zapotrzebowaniu na nawilżanie i proteiny. Tych ostatnich włosy potrzebują coraz więcej.

Zwróć uwagę na to, że przy każdej okazji przypominałam o emolientach. Emolienty, czyli oleje, potrzebne są zawsze. Do nich zaliczają się również silikony, których nie unikałam nigdy i które są dobre dla każdych włosów, choćby do zabezpieczania końców. A końce należy regularnie podcinać. Najpierw w celu pozbycia się zniszczeń, a później, aby odświeżyć wygląd i poprawić układanie się włosów.

No i po ostatnie, ale tak naprawdę po pierwsze - nie szkodzić. Przez długi czas nie zdawałam sobie sprawy z tego, w jak ogromnym stopniu włosy mogą być niszczone przez paski torebek czy pasy samochodowe. Po jednej stronie moja fryzura od zawsze miała istną "wyrwę", która nie pojawia się, odkąd dbam o to, żeby końce nie były regularnie szarpane.

Oprócz tego śpię na poduszce okrytej kocem z mikrofibry. Nie wiem, jak długo mi posłuży, bo trochę zbyt często go piorę, ale sprawdza się chyba nieźle. Zastępuję nim często wspominane, jedwabne poszewki. Włosów na noc nie spinam, bo to strasznie osłabia moje i tak już słabe cebulki. Po umyciu nie trę ich ręcznikiem, a owijam w nielubiane, bawełniane koszulki. Oddelegowałam kilka do tego zadania.

I jeszcze jedna sprawa - dodatki i sprzęt czeszący. Jeżeli już muszę, to spinam włosy gumkami pokrytymi delikatnym materiałem. Frotki, bawełniane, mam nawet takie pokryte pluszem. A rozczesuję TangleTeezerem. Nie wierzyłam, że zmiana mojego ukochanego grzebienia na tą szczotkę może przynieść jakąkolwiek różnicę. Myliłam się.

Jeśli chodzi o włosy to byłoby na tyle. Moje wciąż nie są idealne, ale wiem, czego aktualnie im brakuje, a Wy dowiecie się o tym jutro. Natomiast na za dwa tygodnie szykuję kompleksowy opis protein, emolientów i humektantów. Tymczasem polecam lekturę wczorajszego wpisu o tym, jak odkryłam OMO.

34 komentarze:

  1. Przeczytam całość i już wiem jak pokieruje dalsza pielęgnacją mich włosów. TT mam od wczoraj i już jestem zakochana w nim. U mnie i tak największym problem jest to,że bawię się kosmykami włosów i robię to mimowolnie, jest to tak samoczynny u mnie odruch już jak oddychanie, wiązanie nie pomaga, bo wtedy bawię się kucykiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pod wrażeniem, bo trochę mi się to wszystko dzisiaj rozwlekło. Ja włosami bawię się rzadko, za to uwielbiam bawić się bransoletkami i pierścionkami. Może to mogłoby odciągnąć Twoją uwagę?

      Usuń
    2. ta zabawa włosami jest silniejsza, noszę bransoletki, pierścionek zaręczynowy ale i tak moje raczki bawią się włosami:))
      haha nawet pisząc komentarz złapałam się na tym,że się nimi bawię:PP

      Usuń
  2. Hmmm... chyba powinnam zaserwować moim kłaczkom dawkę protein :p

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja po pierwszym przeproteinowaniu wystrzegalam sie proteinek, jak ognia ;) Obecnie coraz czesciej dolaczam je do pielegnacji :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba bardziej zacznę dbać o włosy po Twoim poście :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Puszi, a poradź no coś w mojej sprawie. Moje włosy są gładkie, lubią proteiny, olej funduję im coraz rzadziej, bo przenawilżenie to ich drugie imię. Odżywki staram się im dobierać proteinowe, ale ostatnio to niemożliwe, bo bez silikonów, a z proteinową gładkością i lekkością elektryzują się tak, że mam ochotę je upierdzielić. Przy skórze. Używanie protein to droga do pewnego wypełnienia ubytków i wygładzenia włosów, więc rozwiązaniem do końca nie jest. Planuję ziołowy przesusz, jakieś usztywnianie, choć nie wiem, czym! Szlag by to... Są piękne, śliskie, gładkie, ale nie wie nic o życiu ten, co o takich marzy.

    A Twoje blondzie uwielbiam oglądać, coraz dłuższe są :) dawaj więcej fotek samochwalebnych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, zyskałam jednego nowego, na rzecz dwóch straconych dziś obserwatorów.

      Ziel, nie mam pojęcia. Moje nie elektryzują się od dawna, chyba odkąd zaczęłam o nie dbać. Spora ilość silikonów, quaterniów i polyquaterniów powoduje elektryzowanie się. Ale my mamy chyba zupełnie inne włosy, ja jestem wysokoporowcem. Może nie ziołowy, może ta Alterra? U mnie działa świetnie {nie przeoczyłaś, akapit dopisałam}. Ja nie marzę, ja swoje lubię.

      Jutro. Ale na zdjęciach wyglądają kiepsko. I jakie odrosty mają!

      Usuń
    2. (wcięło mi komentarz, wrrrr)

      Alterra robi mi na głowie szmatę bez kształtu, nie lubimy się. Moje to niskopory i bez silikonów jest gorzej, a i tak ich dużo nie daję, nie codziennie. I oczyszczam często.

      A Twoje odrosty to z braku słońca?

      Usuń
    3. ja co prawda nie Puszysława, ale się wtrącę ;) może popróbuj z proteinami różnej wielkości - jedne wchodzą w mikrouszkodzenia włosa, większe zostają na zewnątrz oblepiając go i tym samym usztywniając. I na naproteinowane włosy zamiast silikonów odrobinę oleju niewnikającego. Tak na "chłopski" rozum

      Usuń
    4. No można by je "przesuszyć" proteinami zamiast ziołami. Chyba pomyślałam, że Zielpy wzięła to już pod uwagę i nie wpadłam na to, żeby o proteinach napisać. Nie mam nic przeciwko wtrącaniu się ; ) Z tym, że moje po nałożeniu oleju pewnie lekko by się elektryzowały, a po odrobinie serum silikonowego {no, z olejami, w sumie dziwne} - nie. Ale moje są inne.
      Ziel, kombinuj i daj znać, czy coś wykombinowałaś.

      Usuń
    5. Portokal, dzięki, przeanalizuję, jak to z nimi jest. Ostatnio zlałam je fest olejem sezamowym i elektryzowały się nawet takie tłuste strąki, dramat.

      Usuń
  6. Ja od kilku tygodni zmagam się z przetłuszczaniem, pomimo farbowania się na blond, które dotąd w jakiś sposób mi pomagało. A świeżo podcięte włosy, jeszcze u mojej fryzjerki, zaczynają się pierzyć na końcach. Wczoraj zdecydowałam się na wcieranie wody brzozowej w skórę głowy i dziś mam włosy uniesione jak bohaterka "Dynastii", ale nadal zastanawiam się, co z tymi końcami zrobić.
    Co do obserwatorów, to ja też dziś straciłam dwóch. Tylko przy 5 razy mniejszej liczbie obserwatorów boli to trochę bardziej. Ale to moja wina - leniłam się ostatnio:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przetłuszczaniem to ja się od kilku lat zmagam. Woda brzozowa jakoś mi nie pomagała, ale włosy nieco unosi wcierka Seboradinu. I o dziwo nawet trochę przetłuszczanie ogranicza, ale tylko w zestawieniu ze sprawdzonymi, dobrymi szamponami, peelingiem cukrowym i moją ukochaną mydlnicą. Możesz spróbować, mydlnica rosołem nie pachnie ; ) Ale puszy końce.
      Ech. Gdyby nie to, że domyślam się destrukcyjnego działania farby na moje włosy, ufarbowałabym te przeklęte odrosty.

      Usuń
  7. u mnie kremolej spisuje się fatalnie.. wręcz w robi mi na głowie frytkownicę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale długi post :D faktycznie zupełnie inaczej to przedstawiłaś i bardzo mi się to podoba :) ja też swoje włosy ratowałam po wieloletnim regularnym prostowaniu i nieużywaniu żadnych masek, odżywek czy termoochronnego serum, w dodatku dorzuciłam włosom kilkukrotne farbowanie i miały już dość. Na początku przeproteinowałam włosy żelatyną, były tak suche, że nie wiedziałam jak sobie z nimi radzić. W dodatku jeszcze nie bardzo orientowałam się co się takiego stało i dolewałam oliwy do ognia, tzn. keratyny hydrolizowanej do maski (a maski też były z proteinami). Także wszystko, co robiłam pogarszało moją sytuację. Wtedy skupiłam się tylko na olejowaniu i odstawiłam wszelkie odżywki. Pomogło. Cieszę się, że wreszcie znam swoje włosy, choć pewnie jeszcze nie raz mnie zaskoczą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pod koniec używałam sprayu. Nawet mi cała butelka została, przypomniałam sobie o niej po wykończeniu serum, gdy brakowało mi czegoś z silikonami, a tu... alcohol denat., chyba nawet bez wody. A ja na tym czasem na mokro prostowałam! Wylałam pełniutkie opakowanie do umywalki. Zraszaczem cieszył się Bennington, jak on na tym pięknie rósł! A potem miałam butlę na spray z olejami.

      Usuń
  9. Ja skupiłam się ostatnio na nawilżaniu ale widzę że powinnam też zadbać o proteiny. Świetny post:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuje za ten wpis i oczywiście czekam na kolejny, cenne rady ;) moje kręcone włosy często się puszą, będę chyba musiała odstawić bazę bo ma w składzie kokos ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bazę? Kokos nie musi puszyć każdego, musiałabyś opracować jakiś eksperyment, żeby upewnić się, że to on. Na przykład umyć włosy mocnym szamponem i odstawić wszystko z kokosem na dwa tygodnie.

      Usuń
  11. Ja ostatnio przeproteinowałam , teraz ratuję się emolientami... Nie wiem, ale coś słabo mi idzie z rozpoznawaniem czego moje włosy oczekują ode mnie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cierpliwości! Mi to zajęło ponad rok. A właściwie dwa, nawet to napisałam.

      Usuń
  12. Jakiś czas temu odkryłam, że proteiny dla włosów są nieziemskie! Ale tak jak u Ciebie jajo się nie sprawdzało, keratyna póki co stoi z innymi półproduktami, natomiast L-cysteina mnie uwiodła! Takie płukanki mogę robić non stop ;). Na szczęście mam jakiś spaczony węch i jej zapach nic a nic mnie nie rusza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jakoś nigdy nie mogłam jej kupić, a marzy mi się od dawna!

      Usuń
  13. Świetny wpis. Wciągnął mnie. Bardzo mi się przyda. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. ja bym dodała punkt związany ze zmiennymi warunkami atmosferycznymi. już odkryłam że moje cuda najfajniejsze są na wiosnę/wczesne lato, klimat polski albo nawet warszawski ;) wyjazd w południowe regiony przy tej samej pielęgnacji - przesusz po maksie (a nawet zmiana pielęgnacji i olejowanie i nawilżanie i olejowanie i... ja głupia nie wpadłam, żeby jednak silikonów użyć:/) i to niezależnie od pory roku. a z tego co zauważyłam sporo włosomaniaczek właśnie przy zmianach pór roku narzeka "no już było tak wspaniale a tu znów nic", nie myśląc, że w pielęgnacji trzeba też takich zmian :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na południu nie byłam, ale coraz częściej zauważam, że jeżeli moje włosy są w porządku, to warunki atmosferyczne ich nie ruszają, a znaczenie mają tylko tam, gdzie wspomniałam o wilgotności, czyli przy przenawilżeniu. Dlatego używam raczej produktów z emolientami oraz serum silikonowego i sporych ilości protein, które moje włosy lubią i warunki atmosferyczne im nie straszne. A jeżeli jest mgła czy coś, to zakładam czapkę, nic innego nie da rady. Wysoka temperatura i suchość jakoś ich nie rusza, na szczęście. Ale silikonów nie unikam nigdy, w małych ilościach bardzo moim {i pewnie nie tylko moim} włosom służą.
      Ale dawniej, kiedy jeszcze nie miałam takiej jakiejś ustabilizowanej wiedzy na temat moich włosów i pielęgnacji faktycznie, wyglądało to tak: http://puszyslawa.blogspot.com/2013/11/rok-w-oczach-wosomaniaczki.html a ładne były przez dwa suche tygodnie, wiosną.

      Usuń
  15. Ja z moimi włosami już nie wiem co robić. Najpierw długo czekałam az zetnę część tlenioną, to myślałam że będzie spokój. Natomiast włosy naprawdę bardzo rzadko mają się super, mimo iż zazwyczaj używam takich samych produktów. Obecnie mają się lepiej niż kiedyś. Stawiam tez bardziej na nawilżanie, ale proteinowe maski/odżywki to istna plaga w drogeriach...

    OdpowiedzUsuń
  16. Też dbam o włosy dwa lata. Początki są trudne, a jeszcze gorzej potem wytrwać w tej pielęgnacji. Ale ja jednak mogę z pewnością powiedzieć, że efekty jak najbardziej widzę u siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja początkowo też nie widziałam jakiś ogromnych rezultatów w pielęgnacji włosów, ale to głównie dlatego, że próbowałam na siłę uratować mocno zniszczone włosy.. Niestety musiałam się ich pozbyć i dopiero wtedy zauważyłam różnice w efektach. Dlatego dziewczyny nie żałujcie włosów, odrosną! ;-)
    Anomalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że ja chyba pozbyłam się już zniszczonej prostowaniem partii włosów. Choć z drugiej strony wydaje mi się to niemożliwe w tak krótkim czasie. Ale zdecydowanie nie mam już najbardziej zniszczonych wtedy końców. Odratować w stu procentach może się nie da, ale chociaż częściowo i ścinać stopniowo...

      Usuń
  18. tytul posta jest i mnie:D ehh ja juz dbam prawie dwa lata i wciaz sa suuche:( olejuje przed kazdym myciem, ale nadal nie sa dostatecznie dociazone. no nic bede szukac dalej sposobu na nie:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo ciekawie napisane :) Czysta prawda :) Najważniejsze jest to, żeby pamiętać, że nasze włosy sie zmieniają :) Niestety,, co jakiś czas będziemy się musiały och uczyć od nowa. Jestem na etapie połowy włosów zdrowej i połowy zniszczonej. Efekty bywają naprawde dziwne - jak na dole dobrze, to górze za ciężko, jak głowie dobrze, to długość fruwa. Stosuje osobne produkty na różne czesći włosów, ale bywa to meczące

    OdpowiedzUsuń

Uprasza się o przeczytanie tekstu przed zostawieniem komentarza oraz niezawieranie w nim zaproszenia, ani linku do własnego bloga, o ile nie ma po temu wyraźnego powodu {na przykład uwagi w treści posta}.