31 sierpnia 2014

A jednak znów odwiedziłam dermatologa

Moja rozmowa z Panią Doktor wyglądała mniej więcej tak:

- Dzień dobry.
- Dzień dobry, proszę usiąść.
- To może ja...
- Proszę poczekać.

[pięć pełnych wyczekiwania minut wypełniania papierów później]


- Proszę.
- To może ja powiem, z czym przychodzę. To znaczy - może widać. Zastanawiałam się od czego zacząć, zacznę od początku. Miałam trądzik. Jakieś cztery lata temu brałam nawet Izotek. Wzięłam pełną dawkę, po zakończeniu kuracji było gorzej, niż przed.
- Naprawdę? A wzięła Pani pełną dawkę?
- Nawet nieco więcej niż minimalna.
- Pierwszy raz spotykam się z takim przypadkiem. Nawrót po kilku latach - tak, ale całkowity brak poprawy - nigdy.

[Podobna rozmowa jeszcze przez chwilę, jakoś tak czułam, że nie łapiemy kontaktu, a liczyłam na tak wiele]

- No nie pomógł, było gorzej, przez dłuższy czas ignorowałam swoją skórę. Później odstawiłam podkłady, zaczęłam stosować naturalne kosmetyki i mój stan uległ pewnej poprawie. Od września do stycznia stosowałam Epiduo, pozbyłam się praktycznie wszystkich ropnych zmian. Później odstawiłam, skóra zaczęła wyglądać gorzej, od ponad miesiąca znów go stosuję, jest lepiej. Tylko(...)
- (tylko skóra silniej mi się przetłuszcza, ale mniejsza o to) Tak, widzę, trądzik grudkowo-krostkowy, zaskórniki i łojotok.
- Dokładnie tak. I tak właśnie zastanawiam się, co z tym zrobić. Może mikrodermabrazja?
- No można. A co do łojotoku - przepiszę pani taki płyn. Może się pani po nim łuszczyć skóra, ale przetłuszczanie na pewno ograniczy, Atrederm...
- Nie, nie, nie! Miałam go, dziękuję!
- Dlaczego? Tak bardzo się pani łuszczyła, ale to nawilżanie...
- Nie, nie, nie. Chodziło o to, że chyba podrażniał mi skórę, był zbyt mocny i powodował powstawanie dziwnych wyprysków...
- No dobrze, to w takim razie przepiszę pani taki krem, Base Matt Lefrosch, chwalą go sobie.

[Nie powiedziałam, że nie nałożę na twarz kremu matującego, tym razem już ugryzłam się w język.]

Pamiętam, że wtrąciłam jeszcze pytanie o zamianę Epiduo na Davercin. I przez chwilę tłumaczyłam, że nie, nie mam na myśli Duacu, a Davercin, tak, Davercin z erytromycyną. Dowiedziałam się, że owszem można i nie jest to zły pomysł, ale skoro Epiduo działa, to mogę zostać przy nim.

Jakoś tak rozmowa niebezpiecznie zmierzała ku końcowi, ja niczego nowego się nie dowiedziałam i mało brakło, a w wypracowany na dziesiątkach innych pacjentów monolog kończący wizytę nie udałoby mi się wcisnąć drugiego pytania.

- Ale jeszcze jedno! W sumie od tych czterech lat wypadają mi włosy...

Wymiany zdań na ten temat już nie pamiętam. Pamiętam jedynie, że Pani Doktor podeszła, zapytała kiedy myłam włosy ("dziś rano") i mocno przeczesała moją czuprynę palcami. Jak na złość wyciągnęła tylko dwa zbłąkane włosięta. Poleciła szampon wzmacniający Pharmaceris i tyle.

Tak więc upewniłam się w tym, czego sama się domyślałam. Zostać przy Epiduo, łojotoku pozbywać się nawilżeniem, porządnie złuszczyć skórę mikrodermabrazją. Zobaczę, co z tego wyniknie.

A z przetłuszczaniem się włosów i ich wypadaniem nadal walczę. Jeszcze nie wyłysiałam, więc nie jest źle. Zmieniłam nieco pielęgnację i przykładam jeszcze większą wagę do delikatnego, acz skutecznego oczyszczania. Łykam też Merz Special, bo miałam problemy z niedoborami. I czekam na efekty.

Zastanawia mnie tylko jedno. Mam pewien problem ściśle łączący się z trądzikiem. Pewnie kiedyś Wam o nim napiszę, ale najpierw muszę do tego dojrzeć. Wprawne oko dermatologa powinno zauważyć tę dość znaczącą nieprawidłowość od razu. A mimo to jakimś cudem zawsze leczy się mnie i rozmawia ze mną tak, jakby ten problem nie istniał.

PS: Przy wykonywaniu zdjęcia zerknęłam na receptę. I zauważyłam, że zamiast wyrazu "Epiduo", czyli tego, na czym zależało mi najbardziej, widnieje na niej nazwa kremu matującego :)

63 komentarze:

  1. Oho, to chyba jakas mloda Pani doktor, bo pisze jeszcze jak czlowiek, a nie jak kura pazurem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze studiów nie zaczęłam, a już mało kto jest w stanie odszyfrować moje pismo, jeżeli się nie postaram.

      Usuń
  2. mi dermatolog pomógł tak że po wizycie nie wiedziałam nic nowegoa kosmetyków nie wykupiłam jak poczytałam o nich w necie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No czyli dokładnie to samo, co u mnie teraz.

      Usuń
  3. Ja retinoiduję się differinem od marca, i było już naprawdę pięknie, cały czerwiec i lipiec bez żadnej krostki, ale zachciało mi się wypróbować rumiankowy żel sylveco i nie mogę patrzeć na siebie w lustrze :( krosty wyskoczył nawet w tych miejscach na twarzy, w których nigdy nic się nie działo, a trądzik grudkowo-zaskórnikowy znowu pojawił się na czole. Chyba czas wybrać się znowu do dermatologa, może wyłudzę receptę na zorac, albo chociaż dowiem się czy odpuścić retinoidy i wziąć się za kwasowe peelingi na jesieni. Moja wcześniejsza wizyta u dermatologa była nawet lepsza niż Twoja. Nie wybrałam się tam z powodu trądziku tylko odważyłam się zapytać przy okazji lasera. I było tak:
    - Mam jeszcze taki problem, na czole mam takie małe krostki i (pan doktor nie daje mi skończyć zdania tylko dopada do mnie z lupą(czy co oni tam innego używają))
    - Tak tak zapiszę pani akneroxid na dzień i differin na noc, tu ma pani receptę.
    - Wie pan, czytałam na internecie trochę o środkach przeciwtrądzikowych i podobno przy niektórych trzeba używać kremów przeciwsłonecznych...
    - Wcale nie trzeba, może się pani nawet opalać.


    ps mikrodermabrazja? daj znać jakie będą efekty, też mam na nią ochotę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam po tym żelu dokładnie tak samo! Na początku się zachwycałam, później musiałam dodawać uwagi do postów i dementować, tragedia z nim. Ale przynajmniej już wiem, że mam unikać kwasu salicylowego i rumianku w kosmetykach na wszelki wypadek też.

      Dam znać na pewno!

      Usuń
    2. Ten żel Sylveco u mnie też dziwne rzeczy robi. Potrafi mi po nim skóra złazić na brodzie i podrażnia np przy skrzydełkach nosa. Na szyi zaczęły mi wychodzić dziwne gulki, jak nigdy.

      Co do pani dermatolog, to widać, że chciała dobrze, acz dość sztampowo Cię obsłużyła.

      Usuń
    3. I miała strasznie mało czasu i strasznie dużo pacjentów. Nie narzekałam, dopiero po wyjściu od niej koleżanka przypomniała mi, że to z nią miała pamiętny dialog:
      - Włosy wypadają pani dlatego, że pani prostuje.
      - Ale ja nie prostuję i nigdy nie prostowałam.
      - Ale wypadają dlatego, że pani prostuje.
      : D
      Pewnie liczyłam na to, że dowiem się czegoś nowego i dlatego wyszłam usatysfakcjonowana tylko częściowo.

      Usuń
  4. Ja raz w życiu w latach nastoletnich poszłam do dermatologa gdzie miła Pani stwierdziła, że skoro trądziku nie mam to powinnam się cieszyć a nie jej głowę zawracać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To z czym do niej poszłaś? ;D (o ile to nie zbyt osobiste pytanie)

      Usuń
  5. Jak to jest z tą mikrodermabrazją wiesz już trochę ode mnie. Dermatolog to najbardziej podły lekarz jakiego znam. Człowiek przychodzi z problemem, chce chłonąć nową wiedze niczym gabka, pragnie się wygadać co mu dolega i ile nowych pryszczy wyszło mu nad ranem a taki jedyne co zrobi, to rzuci niewymowne spojrzenie. Żeby było śmieszniej ja byłam już w swoim życiu u 4 dermatologów i m.in jeden z nich wyzwał mnie, że chce leczyć trądzik. Kobieta po 50 zwyzywała mnie, że przecież inni mają gorzej. No cóż, do 12stego września - nowy dermatolog, ordynatorka oddziału dermatologicznego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, jeszcze sobie na ten temat z Tobą porozmawiam ; )

      Usuń
    2. Jestem przeszczęśliwa, że w drugiej próbie trafiłam na świetną panią dermatolog. Pierwsza zniechęciła mnie do dermów na kilka lat (niestety te kilka lat było bardzo niszczące dla mojej skóry...), a teraz zaryzykowałam i nie żałuję :)

      Usuń
  6. strasznie Ci współczuję tych trądzikowych jazd :/ z dermatologami też nie mam miłych wspomnień, a co do wypadania włosów, to u mnie pomogły trzy miesiące z Biotebalem, a przetłuszczającą się skórę głowy ogarniam Seboradinem Niger (miał niby ograniczyć wypadanie, ale w te bajki nie wierzę, chyba że w ograniczenie wypadania przez ograniczenie przetłuszczania). Głowa faktycznie przetłuszcza się wolniej, no nie chce być inaczej, więc może spróbuj?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no dobra, wiem, pewnie nie pójdziesz w stronę Seboradinu, ale przynajmniej z Biotebalem spróbuj, jeśli jeszcze tego nie testowałaś.

      Usuń
    2. http://puszyslawa.blogspot.com/2013/12/seboradin-niger-lotion-przeciw.html
      http://puszyslawa.blogspot.com/2014/03/seboradin-niger-kuracja-do-wosow.html

      Niby dlaczego miałabym nie iść w stronę Seboradinu? :D Miałam ampułki i lotion, z działania przeciwwypadaniowego obu byłam bardzo zadowolona. Odstawiłam właśnie dlatego, że (ampułki się skończyły, pod koniec stosowania czułam już świąd skóry) lotion po dłuższym czasie zaczął nasilać przetłuszczanie. Niestety, bo długo, długo działał dokładnie odwrotnie i go uwielbiałam.

      Biotebal już mi polecano, ale biotynę mam i w Merz Special, dlatego się na niego nie zdecydowałam : )

      Usuń
  7. Też byłam ostatnio u dermatologa i mi na wypadanie włosów (jej zdaniem spowodowane stresem) wystrzeliła z grubej rury - Loxon 5%, wcierka magistralna, Biotebal piątka, witaminy A+E i cynk. Jak zobaczyłam ceny samego Loxonu i Biotebalu to się przeżegnałam... Póki co wykupiłam obie wcierki (Loxon bo bez recepty go nie dostanę, a robioną bo tania - ~9 zł), a nad suplementami jeszcze pomyślę. Ale dzielę się z tym na wypadek gdybyś sama chciała podjąć kurację wewnętrzną na własną rękę. Trzymam kciuki za Ciebie - i za włosy, i za cerę, i za tajemnicze coś. I za znalezienie kiedyś dermatologa z prawdziwego zdarzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba już nie będę szukać dermatologa, prędzej jakichś książek i publikacji :D

      Loxon chyba 2% można dostać bez recepty. Zastanawiałam się nad nim, ale postanowiłam nie sięgać po nic przeznaczonego do leczenia łysienia androgenowego. Mam przed takimi produktami opory, nie mam pojęcia, dlaczego.

      No na razie łykam ten Merz Special. Biotynę ma i cynk i witaminę A też. On ma wszystko.

      Usuń
    2. Ha, to też jest jakieś wyjście! :D

      Ja oporów nie mam, ale na własną rękę bym go faktycznie kupowała, jeśli Twoje wypadanie nie ma tego androgenowego wzoru. Moje co prawda nie ma, ale też i nie kupiłam go na własne widzimisię, tylko na jej zalecenie - a jej ufam, więc zaryzykowałam. No i co dwójka to nie piątka, piątki bez recepty nie dostanę.

      A co do Merzu, to on ma wszystko, ale mało. Biotyny ma 60µg w dzienniej porcji, Biotebal 5 MILIgramów. Cynk - najtańszy preparat na doz.pl ma 10 mg, a Merz połowę tego. Mogłabym tak wymieniać, bo kiedyś przeanalizowałam ten skład dogłębnie. Nie powiem, że nie zadziała, bo jeśli masz niedobory i są one małe, to oczywiście szansa jest. Ale minus jest taki, że po pierwsze - nie dowiesz się czego miałaś niedobór. Po drugie - jak nie zadziała, to też nie wiesz czemu. Czy za mała dawka, czy suplementujesz może coś zupełnie potrzebnego a brakuje Ci np. kwasów omega albo selenu... Także to jest preparat z serii "na dwoje babka wróżyła", ale mam nadzieję, że sprawdzi się u Ciebie :)

      Usuń
    3. A ja dla odmiany nie analizowałam go wcale. Nie chciało mi się, miałam taki czas, że miałam wszystko gdzieś :D Poleciła mi go koleżanka, upolowałam w takiej cenie, że szkoda było nie kupić i wygląda na to, że może trochę będzie działał więc... (placebo? tak też może być)

      Usuń
  8. Ja na wypadanie włosów używałam szamponu Pharmaceris i spisał się świetnie więc Pani Doktor dobrze Ci poleciła. Mi ten szampon ograniczył wypadanie włosów o około 70%. Po porodzie znowu mi wypadają więc niebawem wrócę do niego ponownie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy czym z doświadczenia wiem, że szampon o podobnym składzie z pewnością spowoduje u mnie świąd skóry, spowoduje nawarstwianie się na niej czegoś dziwnego (tego efektu jeszcze nie rozgryzłam) i błyskawicznie nasili przetłuszczanie się, a w konsekwencji tego wszystkiego włosy i tak i tak będą wypadać. Wolę nie ryzykować : D Moja skóra jest jakaś dziwna.

      Usuń
  9. Matko Boska, po przeczytaniu tego posta mam bardzo przykre deja vu z moimi dermatologami.. Trądzik jeszcze mi wyleczyli skutecznie, ale na napady łupieżu jakoś nie potrafią powiedzieć nic więcej poza Nizoralem, bleh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wolę taką wizytę niż 'to może Izotek?'. 'To nic, że to grudki od podkładu, może Izotek?' -.- To dopiero jest tragedia.

      Usuń
  10. Oj to chyba nie najlepiej trafiłaś :( Ja na szczęście trafiłam na wspaniałą dermatolog :) Epiduo stosuję już od kilku miesięcy i bardzo mi pomaga :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czuje się jak bym czytała o swoich zmaganiach u 3 dermatologów. Chociaż ja byłam wtedy mniej zorientowana w temacie i wychodziłam na kolejny genialny specyfik na trądzik bez żadnych pytań ze strony lekarzy. Mało ważne było to gdzie on jeszcze jest i kiedy się pojawia, wtedy nie wiedziałam że to ma u mnie kolosalne znaczenie. Po około 5 latach chyba nareszcie sama dochodzę skąd on jest u mnie skoro w rodzinie problemu nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  12. ja na szczęście nie mam problemów dermatologicznych, ale moja siostra niestety tak i na szczęście trafiła na dobrą dermatolog, starszą i doświadczoną

    OdpowiedzUsuń
  13. Polecam na wejściu powiedzieć na co chcesz receptę i logicznie odpowiedzieć na pytania "dlaczego?".
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy czym ja nie wiedziałam, na co chcę receptę i jakie znów pytania 'dlaczego'? Przyszłam z trądzikiem grudkowo-krostkowym, łojotokiem i wypadaniem włosów po rady.

      Usuń
  14. Ojjj.. ja też co jakiś czas się przekonuję do pań dermatolog i właśnie liczę na jakąś nową wiedzę, jakiś impuls do działania, poszukania czegoś nowego, a wychodzę na tym podobnie:p odwiedziłam po opiniach najlepsze panie dermatolog w okolicy i mam takie same odczucia jak Twoje, że czasami wiem więcej niż one:D a za polecanie pharmacerisów chyba mają płacone:p

    no i nie zapomnę jak wyszłam z cetaphilem do mycia twarzy, że "nowa najlepsza emulsja do mycia twarzy, droga, ale wydajna", poleciałam do apteki zamiast najpierw poczytać i kupiłam mieszaninę wody, glikolu propylenowego, sls i parapenów w dość szokująco wysokiej cenie:p ps liczyłam na jakieś efekty mimo wszystko, skoro hipoalergiczna i polecana przez dermatologów, ale cudów nie dokonała:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dlatego nigdy nie chodzę do dermatologa bo ci dobrzy nie pracują w zawodach a udzielają się w Internecie :D
    Swoją drogą - porób badania, sprawdź czego brakuje itp. U mnie było wszystko w normie, okazało się, że miałam alergię jakiś składnik w kosmetyku to raz a dwa, że jak wypadały mi włosy to spodowane bylo nadmiernym stresem, przeprowadzką do innego kraju (inna woda, jedzenie, powietrze) i organizm od razu zareagował. Miałam wysyp na twarzy okropny, nie dało się tego niczym zakryć, wyleczyć,ale w końcu postanowiłam, że zadbam sama o siebie i też próbowałam różnych rzeczy. Począwszy od Pharmaceris almond sebo peel 10% po produkty naturalne. Po roku mam w miarę normalną skórę i włosy wypadają w swoim tempie.
    Moja rada: nie przechodź po miesiącu z jednego kosmetyku na drugi bo stan skóry się pogarsza. Jeśli coś Ci pomaga, stosuj go max 3-4 miesiące a potem zrób przerwę. Nie jestem specjalistą, ani dermatologiem, ale doświadczenie mówi mi, że mam Ci przekazać moją wiedzę:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli znajduję jakiś kosmetyk, który mi nie szkodzi, to trzymam się go i nie zamieniam na żaden inny! Krem do twarzy zmieniłam teraz, po pół roku stosowania Apisu, którego używałam tylko dlatego, że nie szkodził mi w jakiś znaczny sposób. Podobnie od około pół roku mam stały, niezmienny schemat pielęgnacji, który czasem modyfikuję, ale staram się go nie komplikować.
      Dzięki! ;)

      Usuń
  16. Łojotoku z całą pewnością nawilżaniem nie zwalczysz, to jeden z wieli powielanych mitów. Podobnie jak ta histeria na punkcie wszystkich bez wyjątku kremów matujących.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kremem matującym tym bardziej, ale naprawdę bardzo chętnie przeczytam więcej na temat tego, jakoby nawilżanie nie pomagało w walce z łojotokiem.

      Usuń
    2. Polecam w takim razie komentarze Patryka u Ziemoliny, jak i blog prowadzony także przez Patryka - http://gattaca2054.blogspot.com/ :) Nie tylko w kontekście łojotoku, ale w ogóle walki z przewlekłym trądzikiem.
      Nawilżanie jako cudowna metoda na zwalczenie łojotoku to jeden z największych mitów w blogosferze. Nie dość, że tłusta skóra ma problemy z prawidłowym złuszczaniem (właśnie przez zalegającą tłustą warstwę), to jeszcze pompując w nią wodę z kremów jeszcze bardziej jej to złuszczanie utrudniamy. Ja sama posiadam cerę mieszaną, z lekkim łojotokiem w strefie T, którą traktuję na noc kwasem (20% azelainowy) i na co dzień doskonale obchodzę się bez kremu nawilżającego. Używam go tylko, gdy skóra jest wyraźnie ściągnięta z powodu pogody/gorszego dnia/nieudanego zabiegu kosmetycznego. Kiedy skóra ma się dobrze i nie "woła" o nawilżenie tylko przecieram ją tonikiem. Oczywiście kiedy używa się mocno złuszczających preparatów i takich które mogą podrażniać skórę, łagodzący czy ochronny krem na dzień może być niezbędny. Ale nie ma co na siłę nawilżać cery, bo donikąd to nie prowadzi.

      A kremy matujące są zwykle matujące dlatego, że posiadają substancje, które absorbują sebum. Krzywdy nie zrobią, a mogą pomóc przetrwać dzień bez miliona poprawek makijażu. Co innego wysuszacze z denatem w składzie, ale czegoś takiego nie można nazwać kremem matującym.

      Pozdrawiam, Ewelina ;)

      Usuń
    3. Znam, czytam. I mam z nimi mały problem, bo zdaję sobie sprawę z tego, że znają się na rzeczy i są profesjonalistami. Jednocześnie mam za sobą wymieniane przez nich kuracje, przeprowadzone pod kontrolą dermatologa. Nie pomogły.

      Pomogło z kolei stosowanie się do zasad racjonalnej pielęgnacji wymienionych przez Arsenic: oczyszczanie, nawilżanie, złuszczanie, walka z trądzikiem (+ochrona przeciwsłoneczna, ale typowe filtry niestety nie dla mnie).

      Staram się stosować takie kosmetyki, które nie zostają na powierzchni skóry i nie utrudniają złuszczania. Odkryłam to na zasadzie eksperymentowania i metodą 'prób i błędów' znajduję kosmetyki, które mi nie szkodzą. Być może właśnie o to chodzi, być może nie szkodzą dzięki temu, że nie utrudniają złuszczania.

      Kwas azealeinowy niestety nie dla mnie. Stosowałam Acne-Derm, to był koszmar. Jeżeli chodzi o złuszczanie - regularnie peelinguję skórę Savon Noir, stosuję tonik z niewielką zawartością kwasu migdałowego, wkrótce zamienię go na serum z nieco wyższym stężeniem tegoż kwasu.

      Próbowałam kilku kremów matujących. W każdym przypadku zaczynałam się błyszczeć po około godzinie od zastosowania, zazwyczaj znacznie silniej, niż po nałożeniu lekkiego kremu nawilżającego. Ponadto - nie mogę nie stosować kremu, nie wyobrażam sobie nakładania podkładu mineralnego bez uprzedniego nawilżenia skóry.

      Wiesz. Chodzi o to, że taka pielęgnacja się u mnie sprawdza. Skóra już wraca do siebie. A kryzys jest zupełnie usprawiedliwiony, bo to, co ją ostatnio spotkało... No patrz. Przynajmniej 14 godzin na dobę w makijażu, upały, warunki pola namiotowego, wysiłek fizyczny, później znów jakiś wyjazd, tragiczna dieta, problemy emocjonalne i do tego okres.

      Mam nadzieję, że czujesz się nieco uspokojona :) Bardzo dziękuję za komentarz/komentarze i zaangażowanie!

      Usuń
    4. Rozumiem, też się stosuję do tych zasad :) Chodziło mi o to, jeżeli problem leży głębiej (np. w hormonach albo dysregulacji komórek skóry spowodowanej przez wieloletni trądzik) to zwykły krem nawilżający tu nie pomoże. Tak samo z naturalną pielęgnacją, mi też ona wiele dała, ale jednak nie wyeliminowała problemu całkowicie. Takie też wnioski wyciągnęłam z tego postu - mimo właściwej pielęgnacji problem dalej jest. Do tego wypadające włosy są niepokojące...
      Na moim przykładzie chciałam tylko pokazać, że tłusta skóra wcale nie potrzebuje koniecznie ciągłego nawilżania :) Wyraziłam się trochę nieprecyzyjnie, bo owszem, obecnie rano niczym się nie smaruję, ale jest to spowodowane tym, że siedzę w domu, więc się także nie maluję. A gdy się maluję, a robię to minerałami, to wtedy jakaś baza jest konieczna.
      Nie chciałam Cię koniecznie przekonać do swojego zdania, ale po prostu pokazać trochę inny punkt widzenia. Trzymam kciuki za znalezienie dobrego lekarza i za wygraną walkę z trądzikiem :)

      Usuń
    5. A próbowałaś filtra z Bielendy, tego niby profesjonalnego? Zalecają go po zabiegach, skład ma spoko (na moje oko trololo).

      Usuń
    6. Tego? http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=53469

      Usuń
  17. Kurczę, a próbowałaś poeksperymentować z dietą, odżywianiem ogółem? Wiem po sobie, że nic nie ma na mnie większego wpływu niż zmiana nawyków. Nie wiem dlaczego tak jest i bardzo to niesprawiedliwe, że jak moja koleżanka zje czipsy to ma i tak nieskazitelną cerę, a jak ja bym się odważyła, to wysyp gwarantowany. I nie chodzi już o same w sobie słodycze i wszelkie fast foody, bo nie odżywiać się źle nie oznacza odżywiać się dobrze. Oprócz wywalenia wszystkich syfów z jadłospisu, warto zadbać o prawdziwe perełki. Antyoksydanty, owoce, warzywa... Jak u Ciebie wygląda to całe odżywianie? Może mogłabym coś pomóc? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie popijam zieloną herbatę, na śniadanie zjadłam czekoladowe muesli z 10% ostropestu z brzoskwinią i łyżką kwaśnej śmietany, za chwilę sięgnę po jabłko. Ale nie daję się zwariować, wczoraj zjadłam trochę hamburgera (w ciemnej bułce^^) z frytkami, obiad będzie domowy. Myślę, że nie dam rady zmienić diety bardziej, ale szczerze mówiąc trochę brakuje mi pomysłów. Oraz zdolności, a wkrótce także możliwości, czasu i pieniędzy na gotowanie :D Ale bardzo, bardzo dziękuje za dobre chęci :)

      Usuń
  18. BUUU.nie wiem gdzie kupić mydełko lass :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dwóch, które miałam, polecam Neem i Bazylia, a szukać go trzeba raczej w sklepach internetowych, choć słyszałam, że ostatnio są jakieś problemy z dostawą. Ale w kilku widziałam. Zazwyczaj wpisuję po prostu nazwę w Google i szukam, gdzie mają w niskiej cenie i gdzie warto jeszcze coś oprócz niego zamówić i zamawiam :D

      Usuń
  19. Ja jestem bardzo zadowolona z porad mojego dermatologa, trądziku jest coraz mniej. A jeszcze kilka miesięcy temu miałam straszne kompleksy na tym punkcie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam "ciocię" dermatologa. Jako nastolatka zrobiły mi się kurzajki, wtedy jeszcze nie wiedziałam dokładnie czy to jest to. Kiedyś podczas odwiedzin u niej poprosiłam żeby zobaczyła co to jest. Wtedy usłyszałam "No masz kurzajki musisz iść do dermatologa". Facepalm :D Co do trądziku też kiedyś się leczyłam, ale po za bólami brzucha (nie dostałam leków osłonowych do antybiotyku) nie przyniosło to wielkiego rezultatu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi kurzajkami może chodziło jej o to, że je się zwykle wymraża, a to nie jest zabieg, który mogła Ci przeprowadzić podczas odwiedzin u niej? :D

      Usuń
    2. Kurzajki można też leczyć mniej skutecznymi preparatami :) Jest taka opcja, ale nie powiedziała mi nawet o niej :)

      Usuń
  21. Hej :)
    Mam pytanie, bo nie wiem co robić, umówiłam się na wizytę do dermatologa po okropnym wysypie na lewym policzku (prawy mam gładki pomijając plamki po niedoskonałościach), wizytę mam 15 września, jednak jak na upartego, po kuracjach z tonikiem z octu jabłkowego i smarowanie żelem z liści aloesu trądzik ustępuje i teraz nie wiem czy mam iść na tą wizytę (koszt 80 zł) czy po prostu sobie już odpuścić..z trądzikiem borykam się od 9 lat i raz jest super i pomykam sobie bez żadnego makijażu po ulicy, a raz tak, że ze wstydu zakrywam buzie włosami..myślę o tym, żeby zacząć kurację retinoidami (nigdy jej nie stosowałam) albo przejść na tonik z kwasem salicylowym (też nigdy nie stosowałam) .. co o tym myślisz?

    Chciałam jeszcze dodać, że organizm mam oczyszczony bo rano piję wodę z miodem naturalnym i herbatki z bratkiem, wierzbownicą i pokrzywą gdzieś od 6 miesięcy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm. Bo piszesz tak, jakby ten wysyp był jednorazowy i na początku myślałam, że trądziku nie masz, dopiero później doczytałam to o zastawianiu włosami^^

      Jeżeli chodzi o retinoidy (ale mówimy o zewnętrznych, tak?) to i tak są na receptę, więc wizyta u dermy Cię nie ominie. Sama stosuję Epiduo i bardzo sobie chwalę. U niektórych co prawda nie działa, ale spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami. Są jeszcze leki z antybiotykami (Davercin na przykład) no i właśnie z leki lub kosmetyki kwasami (Acne Derm, chwilowo niedostępny i właśnie z salicylem, przy czym u mnie żaden z tych kwasów się nie sprawdził, wiele osób chwali sobie i Acne Derm i tonik z kwasem z Clinique).

      Wiesz co. Ja nie wiem, jak Twoja skóra wygląda i co może na nią zadziałać, co pomoże, a co wręcz przeciwnie. Chciałabym wiedzieć, naprawdę bardzo, ale nie wiem. Do dermatologa bym poszła. I zastanowiłabym się, co z kosmetyków może mi szkodzić. I może co jest przyczyną tych chwilowych wysypów? Mi też się takie zdarzają, zazwyczaj udaje mi się znaleźć przyczynę i unikać jej w przyszłości.

      Co do diety - jej wpływ na skórę wciąż jest dyskusyjny. Ale z pewnością istotne jest to, aby była zdrowa, różnorodna. No wiadomo, nie akcja 'piję wierzbownicę, więc na obiad zjem sobie burgera, a frytki jutro, a do tego cola', z takimi przypadkami też się spotykałam^^. Istotne mogą być też niedobory niektórych pierwiastków, witamin.

      Ale chyba nie jest tak źle ;) Bo nie chce mi się wierzyć, żeby takiej na przykład mnie mogły pomóc aloes i ocet jabłkowy.

      PS: Przy aktualnej pielęgnacji i Epiduo od jakiegoś czasu (tfu, tfu! żeby nie zapeszyć) nie dopadają mnie już wyraźne i nieprzyjemne wysypy.

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że ten wysyp na jednym policzku był od spania na poszewce od poduszki, której długo nie zmieniałam, a potem (o zgrozo) od wyciskania tych niespodzianek...

      Nie jem fast foodów, chipsów, coli, nie piję mleka, unikam glutaminian sodu i słodyczy jak tylko się da, jem chleb graham i codziennie po 2-3 jabłka (uzależniłam się) i przyznam, że cera jakoś na tym skorzystała :)))

      Czytałam o tym toniku z clinique u italiany i zastanawiałam się czy w niego zainwestować, ale taniej chyba będzie jednak ten tonik z kwasem salicylowym, który nie wiem jak rozcieńczyć bo rozpuszcza się albo w alkoholu albo z olejami..mam go w koszyku na zrobsobiekrem.pl chyba już od 2 miesięcy i dalej nie wiem czy go kupić czy nie :D

      Acne derm stosowałam i przeniosłam się na skinoren, skończyłam jedną tubkę i zrobiłam pauzę bo właśnie dostałam tego wysypu i odstawiłam wszelkie drażniące kosmetyki..teraz właśnie się unormowało.

      Do dermatologa chyba jednak pójdę, tylko właśnie nie wiem o jaki retinoid ją poprosić..chodzi mi po głowie epiduo, differin i zorac tylko nie wiem, który najlepszy będzie dla laika :D bo atrederm chyba za mocy..

      Usuń
    3. Te trzy (a już na pewno dwa) pierwsze, które wymieniłaś, są typowo przeciwtrądzikowe. Stawiałabym na Epiduo lub Differin na początek, Zorac kojarzy mi się jako mocniejszy. Atre... Na trądzik mi nie pomógł, wręcz przeciwnie, ale skóra wyglądała na młodszą^^ Wiesz, myślę, że może sama coś Ci zaproponuje ;)

      Też tak miewam z tą poduszką i też potrafię sobie później nieźle pazurkami zaszkodzić, znam to, o czym piszesz :D

      Usuń
    4. Haha :D wiem, że to nieładnie, ale ciesze się, że nie jestem sama :D dzięki bardzo za porady ^^ śledzę Twój blog codziennie ^^

      I jeszcze jedno, przy epiduo czym zmywasz makijaż? Bo ja mam mydełko aleppo i czekam niecierpliwie, aż mi się skończy żeby zastąpić je czymś co bardziej nawilża cere

      Usuń
  22. Powinnaś podać adres owej pani, gzie nie iść. Ja planuję zrobić kilka zabiegów kwasami u kosmetyczki, a jak to nic nie da, to też się wybrać do dermatologa.

    OdpowiedzUsuń
  23. Hmm... jak napisałaś o tym wypadaniu włosów, to od razu wpadły mi do głowy zaburzenia hormonalne. Sprawdzałaś hormony, wiesz, że z nimi jest wszystko dobrze? Wiem na pewno, że hormon wytwarzany przez korę nadnerczy, tzw. siarczany mogą powodować takie problemy z cerą, przetłuszczanie się i nadmierne wypadanie włosów, a jeśli nie są uregulowane, to wiadomo, że żaden inny lek nie pomoże. Miłego dnia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytałam o badania hormonalne, ale nikt nie powiedział mi, co mam zbadać. Dzięki za opinię, zrobię wywiad co i jak i za ile i zajmę się tym :)

      Usuń
  24. Też kiedyś wybrałam się do dermatologa, bo włosy zaczęły mi lecieć dosłownie garściami.. Zawsze miałam piękne loki niemalże do pasa, teraz wokół twarzy smętnie zwisa kilka biednych kosmyków. Kuzynka mi poleciła, no to w te pędy dzwonię, termin za miesiąc (na nfz, o dziwo), wszystko fajnie. Po miesiącu wchodzę uradowana do gabinetu, za biurkiem dziadek, wiek +/- 200 lat, no i pyta co się dzieje. A no włosy mi wypadają. 'Mów dziecko głośniej bo ja Cię w ogóle nie słyszę!!!'. No to dosadnie powtarzam, co się dzieje (aż na korytarz było słychać, potwierdzone- mama czekała w poczekalni). No dobra, wytoczył się zza biurka, myślę sobie- fajnie, zbada mnie. 'Włosy kiedy myte?' A no dziś rano. 'A to tak nie wolno!!' (?) No dobra. Pomacał, popatrzył, wrócił za biurko (dopiero teraz sobie uświadomiłam, że nie umył rąk ani przed ani po...), pisze coś zamaszyście w karcie, po chwili na małej karteczce. Jak już napisał co miał napisać, rzecz do mnie: 'To jest genetyczne'. Moja mina w stylu WTF. 'No genetycznie masz cienkie włosy! Teraz jesień idzie, to mogą wypadać, ale ja widzę, że one z natury takie cienkie są. Kupi sobie w aptece szampon Dermena- ale w aptece, bo gdzie indziej to podróbki sprzedają!!!' Myślę sobie, może chociaż jakieś witaminy, Merz Special albo coś. No to grzecznie pytam. 'Tabletki? Na włosy? No ludzie zgłupieli, świat oszalał. Na włosy to TYLKO szampon. Dermena oczywiście!' AHA. No więc grzecznie wstałam, do widzenia powiedziałam, i wyszłam. Z nieszczęsną karteczką, na której było zapisane nic innego, jak 'Szampon z APTEKI Dermena' (tu akurat pisownia oryginalna, karteczkę noszę na pamiątkę ;)). Wybiegając z przychodni zdążyłam jeszcze zapytać panią w recepcji o nazwisko szanownego doktora- coby więcej się u niego nie zjawić. Kilka dni później dzwonię do kuzynki, zapytać czy u tego samego lekarza była, co go tak zachwalała. A no u innego. Nazwisko zanotowane, dzwonię i zapisuję się do 'prawidłowego' dermatologa. Termin- ponad 2 miesiące (no jakoś mnie to nie dziwi...).
    Jestem miesiąc po wizycie. Lekarz wypytał mnie dosłownie o wszystko- co jem, jak jem, jak czeszę włosy, co ile myję, czego używam do mycia, czy suszę, farbuję etc.. Zapisał silną wcierkę, zalecił szampon na wypadanie, zmianę diety. I kontrolę za 2 miesiące. Da się? Da.
    Uff, ale się rozpisałam :D W sumie trafiłam na Twojego bloga zupełnie przypadkiem, i od jakichś 2h siedzę i studiuję wpisy :)
    Pozdrawiam i do następnego komentarza! Gosia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, świetna historia :D Z ciekawości, a jak trafiłaś do tego złego lekarza, skoro miałaś jakieś polecenie od kuzynki? Zbieżność nazwisk czy coś? ;)

      Usuń
  25. Do następnego posta, Gosiu ^^ Jaak mi miło :)

    Mi koleżanka polecała dermatolożkę, z którą już wcześniej miałam kontakt i, hm. Tą od Izoteku. Tymczasem tą jednak usprawiedliwiam, gdy byłam u niej po raz kolejny i zobaczyłam ilość pacjentów, jaką miała przyjąć - podejście i tak ma niezłe.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja dużych problemów z cerą nie mam, czasem pojawiają się pryszcze, głównie męczą mnie zaskórniki zamknięte (na czole) i otwarte (na nosie). Skusiłam się kiedyś na mikrodermabrazję z maską oczyszczającą i serum nawilżającym. 6 zabiegów co półtora, dwa tygodnie. Efekty? Niewielkie. Po pierwszym zabiegu czułam, że skóra była gładsza, delikatniejsza. Potem ten stan się utrzymywał i nic więcej się nie poprawiło.
    Dużo lepsze efekty daje mi regularna pielęgnacja w domu - raz w tygodniu peeling korundem, maska glinkowa samorobiona. Na co dzień kwasy-retinoidy-nawilżanie. Aktualnie Triacneal na zmianę z aloesowym Bioluxe (5pln! :))+kwas hialuronowy.

    OdpowiedzUsuń
  27. Niestety coraz częściej zdarza się, że lekarze przepisują to, co mają pobliskie apteki nas tanie, albo to na czym mają % odpał. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  28. Bardzo przydatnty wpis. Sama miałam kiedyś problemy ze skórą (dziwne czerwone plamy na twarzy) było to bardzo uciążliwe i wyglądało okropnie. Byłam u trzech "specjalistów" wydałam fortunę na leki i wizyty a nic nie pomogło. Po poradach jednego nawet się pogorszyło. Dzięki temu, że odważyłam się jeszcze raz iść do dermatologa jest już lepiej. Jeśli miałybyście problemy skórne polecam http://www.salve.pl/Poradnie-specjalistyczne/dermatologiczna,87,0,10 mi bardzo pomogli. Dostałam odpowiedni preparat i jest o wiele lepiej. Teraz szukam jakiś naturalnych metod, które pomogą mi utrzymać dobry wygląd :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Kurzajki? Pamiętam jak mój tata się z nimi męczył. Za nic w świecie nie mógł się ich pozbyć. W końcu znajomy polecił mu jakiś lek, który wyleczył jego stopy raz a dobrze. Dopiero gdy użyłem leku o nazwie WARTIX - kurzajki zniknęły na zawsze.

    OdpowiedzUsuń

Uprasza się o przeczytanie tekstu przed zostawieniem komentarza oraz niezawieranie w nim zaproszenia, ani linku do własnego bloga, o ile nie ma po temu wyraźnego powodu {na przykład uwagi w treści posta}.