21 kwietnia 2014

To nie zmokła kura, to blogerka

Obudziłam się i zwlekłam z łóżka w wyjątkowo dobrym humorze. W końcu niecodziennie spotyka się ludzi, których widuje się około trzech razy w roku.

Zerknęłam w lustro i zauważyłam, że włosy są wyjątkowo pozbawione objętości. Ale to nic, wszak jestem blogerką urodową! Wymyję je i nałożę maskę. Wymyłam, nałożyłam, spłukałam, wysuszyłam. Ups! Przyklapnięte, matowe i szorstkie. E tam, kto by się przejmował jakimiś włosami. Najwyżej zepnę, włosy nie zepsują mi humoru.



 
Przejrzałam się w lustrze ponownie. Tym razem zauważyłam podejrzanie czerwony odcień skóry. Ale to nic! - pomyślałam. W końcu jestem blogerką urodową. Nałożę maseczkę. Nałożyłam, zmyłam, ups. Również ona zadziałała odwrotnie. Akurat dzisiaj?! Ale to nic! Najwyżej nie zepnę włosów. No i jako blogerka urodowa powinnam umieć zrobić sobie makijaż. Głupia skóra nie zepsuje mi humoru.

Poszłam do pokoju, przy okazji stwierdzając, że nie mam się w co ubrać. Zasiadłam przed lusterkiem, sięgnęłam po podkład. A podkładu nie było. Ale to nic! W końcu jestem naturalną blogerką urodową, wystarczy, że sobie pomieszam. Pół godziny do wyjścia? To nic! Skóra schodzi od retinoidów? To normalne, przecież jesteś blogerką urodową! - powiedziałam do siebie. Filtr je wyrówna. A że się nie lubimy, to nic! Nałożyłam filtr, nałożyłam pomieszany podkład. Ups! Pomarańczowo. Za ciemno. Trzeba było mieszać lepiej. I klei się. Ale to nic, jakiś głupi makijaż nie zepsuje mi humoru. Chyba.

Widzicie na zdjęciu, nawet nie ma mnie co pocieszać. To ta żmija wkręciła mnie w pokazanie skóry! Na szczęście to najgorszy z najgorszych dni. Rety, aż mi się chce płakać i czuję bóle fantomowe. Następna demonstracja przy okazji relacji ze stosowania Atre.

Wciągnęłam na tyłek nowe rurki, wrzuciłam kwiatową koszulkę, zimowy sweter, płaszcz i wyszłam. Dobrze, że wzięłam parasol, takiego deszczu chyba jeszcze nie widziałam. Ale to nic! Lubię deszcz, deszcz nie zepsuje mi humoru. Przeszłam dwieście metrów. Spodnie, płaszcz i piękne, skórzane buty były całkowicie mokre. Przecież nie wrócę do domu i nie przeczekam, bo spóźnię się na pociąg! A przecież jestem umówiona. Na wspólne zakupy! I wtedy zadzwonił telefon. O nie. To na pewno Justyna. Pociąg już stoi, a mnie nie ma. Biegnę! I odbieram.
 - Gdzie jesteś? Widzisz, jak pada?
 - Mamo, idę na pociąg. Widzę, bo jestem na dworze.
 - Masz coś na przebranie? Weź sobie parasol!
Musiałam mieć wyjątkowo dobry humor.

Dobiegłam na stację dwie minuty przed pociągiem. Do mokrych spodni, płaszcza, etc. dołączyły też mokre włosy. Mam dziś dobry humor, naprawdę nie zepsuje go mój wygląd. Zdążyłam kupić bilet i zadzwoniłam do Justyny. (godzina 12:50)

Gdzieś jest? Gdzie siedzisz? Mów, bo pociąg wjeżdża, wsiądę od razu dobrymi drzwiami. Jedziesz tym pociągiem? Tym 13.20 w Częstochowie?
No jadę tym pociągiem! Jestem już w Dąbrowie! (Na stacji oddalonej o 50 minut drogi od mojej stacji. Czyli w Częstochowie 14:10.) Tym o 13.20 w Częstochowie!
Justyna. Pociąg o 13.20 w Częstochowie jest już u mnie. Z Dąbrowy będziesz na miejscu po czternastej.
Ale ja nim jadę! I chciałam wysiąść jeszcze u siebie i przebrać się i przyjechać tym 13.20 w Częstochowie!
 
Po półgodzinnej wymianie esemesów Justyna zrozumiała, że nie zdąży dojść do domu, przebrać się, wrócić i trafić na spotkanie w Częstochowie w okolicy 15. Umówiłyśmy się 14.20 w Galerii. Wysiadłam i poszłam kupić spódniczkę. Rety! Jak ta bluzka do mnie nie pasuje! I ten sweter, okropny. Ale to nic! Zdobędę torbę i go schowam.
 
- Justyna! Gdzie jesteś?! Chodź natychmiast, ja nie mogę się zdecydować! Po 20 minutach...

  - Wyglądasz w tym jak zadziorna Azjatka.
 - No to chyba dobrze!
 - A gdzie pójdziesz tak ubrana?
 - No jak to gdzie, na matury!
 - ...
 
No to kupię sobie koszulę. Jest ładna. I będę miała się w co dzisiaj ubrać. I tą spódniczkę. Prawie nie widać mi w niej tyłka. Ale nie mogę wziąć większej, bo mnie pogrubia. A w tej wyglądam jak drobna Azjatka. Dzień dobry, proszę od razu odciąć metki :) Justyno, chodź, idziemy się przebrać.
Borze, z Ciebie jednak jest prawdziwa blondynka.
No chodź ze mną, chodź, chodź, chodź! Patrz, zapnę sobie włosy, o tak! - trajkotałam szczęśliwa.
Teraz, dla odmiany, wyglądasz jak pensjonarka.
Więcej z Tobą na zakupy nie pojadę!
Nie martw się, ja z Tobą też nie.

koszula | spódniczka
 
Zabawą dnia stało się przechodzenie przez przejścia dla pieszych. Za pierwszym razem pod samochód wciągnęłam nas ja, potem Justyna, a potem razem wbiegłyśmy pod tramwaj. Na szczęście kierowcy z dala dostrzegali machające torbami i zataczające się ze śmiechu Blondynkę i Rudą. No cóż, jakoś musiałyśmy rozładować nasze urodowe frustracje.
 
Z licznymi, innymi przygodami dotarłyśmy pod drzwi restauracji. Nieodpowiedniej, ale to nic! Przecież obie byłyśmy w świetnych humorach. Poszłyśmy dalej, na miejsce trafiłyśmy spóźnione o pół godziny. Na szczęście dalej szło już gładko.
 
Na przykład zjadłam sobie zupę. Pomidorową. I ciastko z jabłkami, jakieś takie zeschnięte. Ale to nic! Ważne, że kawa była w porządku. Potem wpadłam na to, że dobrze byłoby zrobić jakieś zdjęcia. Przecież w końcu jestem blogerką robiącą zdjęcia. Ups! Naładowałam baterię, ale nie wzięłam jej ze sobą. Ale to nic! Tylko błagam, nie róbcie zdjęć mnie! Ja nawet poważnej miny nie umiem zrobić. (Miałam rację, na pozowanym jestem wyjątkowo podobna do buldoga francuskiego. Ale to nic, przecież buldogi francuskie też mają swój urok.)

Chodźcie do zdjęcia!


Po co Ci ta torebka? Odłóż ją, weź szybko tą drugą! Dywersantka? Protestujesz, czy jak? Schowaj tą torbę!
Aaa, to dla Sorai zdjęcie jest!
Po co Ci ten badyl, schowaj go!
Cicho. Jest ładny, zastawię się nim.
Masz plamę na spodniach.
To z jabłka z ciastka. Ale cicho, udawajmy, że jej tu nie ma.
To wszystko to nic, ja mam dzisiaj dobry humor!

Jeszcze tylko dokończyłam pleść bransoletki i pobiegłyśmy na dworzec. A, w międzyczasie dowiedziałam się, dlaczego nigdy nie spotkałam kosmetyków Mary Kay w sklepach i że w Katowicach otwierają salon MAC. No. I pobiegłyśmy na dworzec. Podejrzewam, że tym razem przemoczyła mnie ta sama chmura, którą miałam okazję poznać rano. Ale to nic. Sweter był suchy. W domu zauważyłam, że zapięłam go totalnie krzywo i wyglądałam jak menelka, ale to nic.



Popatrzcie na włosy Justyny. Widziałyście kiedyś jakiekolwiek, które tak dobrze wyglądałyby po kąpieli, nierozczesane? A ona ciągle narzekała twierdząc, że jej się falują, a moje są przyjemnie proste. No i miała rację. Jej były pofalowane, a moje proste, niczym przypalony prostownicą blond.

Miałam wtedy wyjątkowo dobry humor. Ja wiem, że nie mogło chodzić o spotkanie z blogerkami. Czasem nawet przeklęte hormony do czegoś się przydają. Co nie, {Justyno}?


Miłego dnia życzę: Marcie, Gosi, Ewie, Ani, Magdzie, Paulinie, Gosi i Justynie.

Bardzo dziękuję firmom Bell i Eveline, a zespół Sorai serdecznie pozdrawiam!

postscriptum: Pompkę w żelu do higieny intymnej udało mi się uruchomić dopiero po kilku dniach stosowania. Ale naprawdę nic! Jest bardzo fajny.
 
No i miałam zrobić serię ćwiczeń, bo w końcu to żel dla aktywnych. A zamiast tego wzięłam się za pisanie. Ale to nic. W tym sezonie i tak modne są długie spódniczki.

postscriptum2: Niczego nie przeoczyłyście, ani swetra ani buldoga na zdjęciach nie widać. Aż tak pogrążać się przecież nie mogę.

23 komentarze:

  1. Uśmiałam się, przednia relacja :D Obyś każdego dnia miała tak dobry humor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio właśnie mam, aż się zaczynam o siebie martwić...

      Usuń
    2. To chyba dobrze, w końcu wiosna, wszystko odżywa do życia :)

      Usuń
  2. Najlepsza relacja moja Droga! A na spotkaniu wyglądałaś świetnie, więc chyba jednak naturalna z Ciebie blogerka urodowa :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, dziękuję! A Ty rzeczywiście na zdjęciach wyglądasz na znacznie wyższą. Ale z Twoim naturalnym wzrostem bardzo Ci do twarzy! Taka drobna Azjatka : D

      Usuń
  3. hah, świetna relacja. Bardzo fajnie piszesz.. lekko się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebyś tylko wiedziała... Poprawiałam i doszlifowywałam ten tekst jeszcze przez godzinę po opublikowaniu.

      Usuń
  4. No i takie relacje ze spotkań to ja rozumiem :)

    Justyna, zabraniam Ci narzekać na Twoje włosy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wyglądam jak Cyganicha, najsss :(

      Usuń
    2. No chybaś Romki na oczy nie widziała!

      Usuń
  5. No nie wierzę !! Przeczytałam od deski do deski w dodatku się posikałam ze śmiechu ;D
    Zapamiętałaś pensjonarkę i niegrzeczną Azjatkę !! Ło Ty, czekaj aż ja zrobię swoją relację ze spotkania Elizo vel Puszysławo. Nikt z Tobą nie pójdzie na zakupy a już na spotkanie blogerek z pewnością nie zaprosi spuźnialska małpo ;* :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spóźnialska małpo, spóźniałaś się razem ze mną, a ja chcę do sklepu e-naturalnych! Też Cię kocham i czekam, aż mnie pobijesz!
      Dla Ciebie było śmieszne, bo w tym uczestniczyłaś, dla innych pewnie nie tak bardzo :(

      Usuń
  6. ja testowałam ten żel do intymnej razem z chodzeniem na basen! sprawdził się idealnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz, czyli jednak coś w tym 'dla aktywnych' jest!

      Usuń
  7. Ok, wlasnie sobie wybaczylam wracanie sie do busa po komorke... a takze nie wrocenie sie po pozostawiona kase (bo wstyd sie tyle razy wracac)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żartujesz, nie wróciłaś po pieniądze?!

      Usuń
  8. Świetnie to opisałaś! :D Uśmiałam się czytając Twoją relację :P Fajnie, że w rezultacie spotkanie się Wam udało :) Pozdrawiam i życzę miłego testowania kosmetyków, które otrzymałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  9. świetnie napisane, ale się uśmiałam :)
    i to rozumiem żadna przeciwność nie popsuje dnia, oby więcej tak pozytywnego nastawienia

    OdpowiedzUsuń
  10. łoo matko!! aż mi się humor poprawił :DD

    OdpowiedzUsuń
  11. Od pierwszego spotkania wiedziałam, że jesteś bardzo zakręcona (w pozytywnym sensie tego słowa). Ten tekst tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Hehe dobra relacja. Aż uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
    :*

    OdpowiedzUsuń
  13. haha najważniejsze, że jest dobry humor! :D

    OdpowiedzUsuń

Uprasza się o przeczytanie tekstu przed zostawieniem komentarza oraz niezawieranie w nim zaproszenia, ani linku do własnego bloga, o ile nie ma po temu wyraźnego powodu {na przykład uwagi w treści posta}.