14 lutego 2014

Moje hobby, dla jednej z Was walentynkowy prezent

Wy potraficie kręcić kosmetyki, a ja potrafię zrobić sobie bransoletki, o! Reflektujecie na walentynkowy zestaw ze zdjęcia? To umówmy się tak.

Do środy ja zrobię im zapięcia, a Wy zostawcie pod tym postem komentarze, w których {tematycznie, a jak!} opiszecie swoje najzabawniejsze walentynki lub swoje wymarzone walentynki. Do godziny 19 w środę, okej? A potem ja wybiorę osobę, której opowiadanie spodoba mi się najbardziej. Nie zapomnijcie podpisać się swoim adresem email.
A jeżeli Wam się nie spodobają, to zostaną u mnie ; )









Regulamin:
1. Organizatorką konkursu jest autorka bloga puszyslawa.blogspot.com.
2. Konkurs adresowany jest do osób pełnoletnich.
3. Konkurs trwa od momentu opublikowania posta do godziny 19.00 19 lutego 2014 roku.
4. Zadanie konkursowe polega na opisaniu najzabawniejszych lub wymarzonych walentynek, obowiązkowe jest zostawienie adresu email.
5. Zwycięzca zostanie wybrany na podstawie subiektywnej opinii Organizatorki. W przypadku braku odpowiedzi Organizatorka wybierze kolejną osobę.
6. Wysyłka nagród tylko na terenie Polski.
7. Organizatorka zastrzega sobie prawo do zmian regulaminu konkursu, a także bieżącego rozstrzygania spraw w nim nieokreślonych.
8. Każdy uczestnik, biorąc udział w konkursie, akceptuje jego regulamin.

18 komentarzy:

  1. sama robię biżuterię, więc konkurs nie dla mnie;) ale powodzenia życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. a więc tak: było to dawno temu, gdy tylko As poznała Damiana czyli jakieś 3 lata wstecz!
    Dzień przed walentynkami poszli na górkę Kortowską ze znajomymi - tak sobie pozjeżdzać, zabawić się, wypić piwo i zrobić głupie rzeczy! Achhhh zabawa trwała... trwała z jakieś 15 minut! Bo pierwszy zjazd Damiana zakończył się jego manewrem w lampę --> czyli głowa-lampa-krem-wstrząc mózgu - połamany oczodół
    Takżę walentynki spedziłam na ostrym dyżurze co 5 minut opowiadając swojemu facetowi jak sie tam znalazł bo zapominał --> wtedy nie było mi do smiechu, ale teraz gdy to wspominamy bardzo się z tego śmiejemu, bo od poczatku Nasz romantyzm został zesłany na Syberię

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna biżuteria!
    ...było krzesło,usiadłam i...zrobiło mi się ciepło,a jakże-usiadłam na walentynkowy torcik-po torciku zostało,hm -mało-moja tylna część ciała rozgniotła wielkie LOVE-a jak ładnie wyglądałam,oczywiście z określonego punktu widzenia.Dosłownie byłam słodka.

    OdpowiedzUsuń
  4. I po czasie :/ Spóźniłam się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale to chyba do środy do 19 --> ja tak to rozumiem :)

      Usuń
    2. Tyś, dobrze rozumiesz. Już wyjaśniłam w tekście, żeby nie było nieporozumień.

      A tak swoją drogą. Publikacja 18.30, konkurs do 19.00. Niezły pomysł xd

      Usuń
    3. no :D cwane to byłoby z Twojej strony :D

      Usuń
  5. Eeehhh i ja się spóźniłam :/

    OdpowiedzUsuń
  6. To było w siódmej klasie. Była niedziela, a ja słuchałam moich nowych kaset. Wymarzone leniwe przedpołudnie... Walentynkami się nie interesowałam – jedynie od mojego taty dostałyśmy z mamą po czekoladzie, „żeby nie było”. Nagle dzwonek do drzwi. Poszłam sprawdzić, kto to, zaglądam przez wizjer i moim oczom ukazuje się... Kacper. Kolega z klasy, najniższy i najmniej atrakcyjny ze wszystkich siedmiu chłopców, jakich miałyśmy w naszej ultrażeńskiej drużynie. Otworzyłam drzwi oniemiała i zobaczyłam go w pełnej okazałości: stał z bukietem czerwonych róż, przejęty, w lekko przykrótkim garniturze, zapewne jeszcze z Komunii (naprawdę był niski...). Zaprosiłam go do środka, przerażona nie na żarty, a on wręczył bukiet do góry nogami (tak, jak niósł) i życzył wszystkiego najlepszego z okazji walentynek. Rodzice w kuchni tarzali się ze śmiechu, a ja byłam spanikowana nie na żarty. Co tu zrobić? O czym rozmawiać? Tragedia! Na naszej wymuszonej randce dowiedziałam się, że słucha muzyki filmowej, a gdy się denerwuje, to nieco się jąka. Oraz że śmierdzą mu stopy. Poszłam do kuchni 'po coś do picia' i błagałam mamę, żeby mnie uratowała. Mama zadzwoniła więc do mojej przyjaciółki z krótką komendą: "Chodź do nas prędko ratować Agatę!", Marta pojawiła się 3 minuty później i gdy zobaczyła całą scenę, jedyne, co była w stanie wydusić, to: "Aga, musisz natychmiast do mnie przyjść, jestem sama w domu, a Amant się obsrał". Amant to był jej pies, miał długie włosy przy tyłku i faktycznie nieraz zdarzało mu się uczynić to, o czym wspomniała Marta w swoim lotnym zdaniu. Przeprosiłam więc Kacpra, pobiegłyśmy z Martą szorować psie dupsko, a potem wszyscy żyli długo, choć niektórzy nieszczęśliwie... KONIEC :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmierdzące stopy i obsrane dupska Amanta --> czemu ja nie miałam takich walentynek :D

      Usuń
    2. Haha, myślałam, że to Twój amant się obsrał :D scena urocza, ale nogi jednak wypadałoby umyć przed wizytą u oblubienicy. Zęby też.

      Szkoda, że nigdy nic nie przydarzyło mi się w Walentynki, ale ja jestem jedną z tych niewidzialnych osób, których nikt nigdzie nie zaprasza. Mogłabym świętować imieniny u pradziadka, ale tak się składa, że facet nie żyje, odkąd pamiętam.

      Usuń
    3. cholera wie, może mój amant też się obsrał, jak go tak wygnałam okrutnie...
      a Ty może jesteś niewidzialna, bo nie starasz się być widzialna? :)

      As, przecież Twoje walentynki też były doskonałe :D

      Usuń
    4. a w ogóle to nie zostawilam adresu email, zresztą cała reszta też :P smarowanie (at) gmail.com

      Usuń
  7. Bransoletki bransoletkami, pierścionek jest uroczy :)

    OdpowiedzUsuń

Uprasza się o przeczytanie tekstu przed zostawieniem komentarza oraz niezawieranie w nim zaproszenia, ani linku do własnego bloga, o ile nie ma po temu wyraźnego powodu {na przykład uwagi w treści posta}.