24 czerwca 2013

Puszysty Pamiętnik #1

Znudziło mi się tworzenie klasycznych postów zakupowych. Poza tym mam wiele zdjęć, które nijak nie pasują do tematyki bloga i nie mam gdzie ich publikować. Tak więc siłą rzeczy - rozpoczynam nową serię wpisów. Ten tydzień upłynął mi pod znakiem rozpoczynających się wyprzedaży, nicnierobienia (tego nie udało mi się uwiecznić na zdjęciu) oraz blogowania. Zdarzyło mi się też przygotować obiad i ruszyć tyłek w celu spalenia nadmiaru kalorii.
Kartka z mojego prawdziwego pamiętnika. Pozwalam Wam przeczytać. Opowiada o genialnym pomyśle mojego taty. Otóż - postanowił wygrać z komarami. W tym celu wlał do wszystkich beczek i wiaderek z wodą do podlewania olej. A, że nie miał oleju roślinnego, to wlał samochodowy. Więcej już chyba pisać nie muszę? Prawda? :D


Gotuj obiad, do którego potrzeba bazylii. Denerwuj się, że jej nie ma. Zerwij inne zioła. Dwa dni później dowiedz się, że obok doniczki z tymi ziołami stoi doniczka z bazylią.

 Oto widok z mojego okna.











A to - łupy zakupowe. Od góry: spodnie przed kostkę, szorty, lekka sukienka, koszulka, męska koszulka, spódniczka-tuba.


Do Yves Rocher weszłam w celu powąchania werbenowych perfum. Zirytował mnie początkowy zapach Strepsilsu, więc kupiłam te. Ale po jakimś czasie woda werbenowa pachnie ładniej. Ale nie ma się czym martwić - perfum i wód toaletowych nigdy zbyt wiele :)

 A oto potrawa, do której potrzebowałam bazylii. Chcecie przepis? ;)

Gdyby nie problemy ze zdjęciami, tworzenie tego posta byłoby bardzo przyjemne. A Wy - lubicie czytać takie wpisy?

PS: Przypominam o konkursie! Więcej informacji po kliknięciu w napis po lewej.

18 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Mam już sfotografowane kilka potraw, muszę się w końcu wziąć za publikowanie przepisów!

      Usuń
  2. Ja lubię off topy:) Przynajmniej nie jest monotematycznie:)
    Widoku z okna zazdroszczę. Ja widzę gołą klatę sąsiada kurzącego fajki. Kurzy cały dzień. Jak na niego patrzę, to myślę, że to smutne i zastanawiam się, czy ja też tak smutno wyglądałam kiedy paliłam.
    2 dni temu też poszłam na sale, ale ponieważ oszczędzam, więc z sali wyniosłam tylko jedną bluzkę:) Zdążyła już oberwać żelazkiem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby po mojej było widać, że kontaktu z żelazkiem nie miała? Z resztą - wszystkie moje ubrania są samogniotące się :D

      Usuń
    2. Hehhee, nieeeeeeeeeeee. Ja swoją przypiekłam jeszcze zanim założyłam, hehehe

      Usuń
    3. A ja swoją założyłam w sklepie, bo pasowała mi bardziej niż ta, którą miałam na sobie :D

      Usuń
  3. ja chce przepis :D

    a ciuchy by mi sie spodobały tak czuje :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. A ja byłam nim bardziej zachwycona w sklepie (jak z resztą każdym), ale nie jest źle :)

      Usuń
  5. Ja bardzo lubię takie wpisy ;) A jedzonko wygląda smakowicie, więc jeśli można to ja bym prosiła przepis ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrzucę w ciągu kilku najbliższych dni ;)

      Usuń
  6. Skąd dokładnie ubrania? Wpadła mi w oko zwłaszcza spódnica tuba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodnie Zara, sukienka, spódniczka i szorty - Stradi, koszulki - Monnari i Carry ;)

      Usuń
  7. chyba też w końcu zacznę robić taki mix fot, bo teraz mało która blogerka go nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i to jest bardzo fajna sprawa :) Tylko następnym razem muszę się postarać o bardziej dopasowane do siebie zdjęcia.

      Usuń
  8. Fajne zdjęcia :-) Podoba mi się Twój widok z okna ^^ Mój niestety jest... mało interesujący ;-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Uprasza się o przeczytanie tekstu przed zostawieniem komentarza oraz niezawieranie w nim zaproszenia, ani linku do własnego bloga, o ile nie ma po temu wyraźnego powodu {na przykład uwagi w treści posta}.